Marcin Krygier

Szczęśliwie się złożyło, że na świat przyszedłem w Pruszkowie, dokładnie w 1980 roku. Już od najmłodszych lat byłem niepokornym, a momentami wręcz niespokojnym duchem. W szkole podstawowej z kolei rozpoczął się etap poszukiwań moich największych pasji — od rysowania, kiedy to zapełniałem artystycznymi tworami kolejne kajety; przez fascynację komputerami okupioną kilkoma połamanymi dżojstikami, wagarami czy pierwszymi próbami programowania; aż do siłowni, gdzie nie wiadomo kiedy ani jak obudziło się we mnie trwające dotąd zamiłowanie do ćwiczeń siłowych. Jak się jednak szybko okazało, to muzyka od zawsze stanowiła lwią część mojej osobowości. Zaczęło się niewinnie od jeżdżenia na koncerty, latania po kasety z Manhattanu czy wypraw po koszulki, a skończyło na zespole garażowym i późniejszych eksperymentach z rapowaniem. Powiedzą: człowiek orkiestra. Dzisiaj za to jestem dumnym ojcem najwspanialszego 8-latka, znowu stąpam po ziemi ojczystej, zawodowo jestem pedagogiem specjalnym i wychowawcą niesamowicie kochanej klasy 6 a oraz trenerem biofeedback. Choć dawne fascynacje odeszły nieco w cień, wciąż od czasu do czasu coś nagram lub narysuję

Dariusz Cetner

Mam 33 lata i urodziłem się w Pruszkowie. Z zawodu jestem informatykiem, lecz w moim sercu od zawsze był sport. Zaczęło się już w szkole, kiedy reprezentowałem klasę, a nierzadko szkołę w grach zespołowych — piłce nożnej, koszykówce czy siatkówce. Jednak to fascynacja siłownią okazała się najsilniejsza. Moja przygoda z tym sportem zaczęła się jeszcze w gimnazjum, gdy pierwszy raz poszedłem na trening do MOS-u. Mimo że podczas ćwiczeń przydarzył mi się niefortunny wypadek, już wtedy poczułem, że ze sportami siłowymi chcę się związać na dłużej. W szkole średniej moja miłość do siłowni rosła, równocześnie z nią, miłość do komputerów. Miałem to szczęście, że podczas pierwszej pracy zdołałem połączyć obie pasje. Obejmowałem stanowisko informatyka w Szpitalu Kolejowym, gdzie nawiązałem fantastyczne znajomości, a po godzinach spędzałem czas na siłowni, niestety jako samouk bez nadzoru, łapiąc przy okazji kilka mniej lub bardziej poważnych kontuzji. Musiałem więc na jakiś czas odpuścić sobie dźwiganie i mocniej zaangażować się w informatykę. Nie poddałem się jednak i po przerwie wróciłem do sportu, już nie tylko jako zawodnik, ale przede wszystkim jako trener. W 2019 roku założyłem sekcję trójboju siłowego i wyciskania, którą prowadzę lokalnie na terenie Pruszkowa oraz Warszawy.

Mateusz Miłek

Pochodzę z miejscowości Dobrzany mieszczącej się nieopodal Szczecina. W Pruszkowie z racji bycia sportowcem mieszkam za to od jakichś 4 lat. Jestem kolarzem. Już jako nastolatek zapisałem się do lokalnego klubu kolarskiego i szlifowałem swój talent pod okiem najlepszych trenerów. W porównaniu do kolegów swój pierwszy wyścig zaliczyłem nie na szosie, a na torze kolarskim w Szczecinie. Szczęście mi wtedy dopisywało i jest tak do dzisiaj. Zanim jednak trafiłem do Pruszkowa, trenowałem głównie w Szczecinie, który wówczas dawał mi duże możliwości rozwoju sportowego. Wyprowadziłem się więc z rodzinnego domu i rozpocząłem naukę oraz treningi właśnie tam. Później przyszła kolej na Szkołę Mistrzostwa Sportowego w Żyrardowie, do której nakłonił mnie mój ówczesny trener, tłumacząc, że to najlepsze miejsce, aby szlifować sprinterski talent. Już po pierwszym roku udało mi się zdobyć srebrny medal Mistrzostw Europy i brąz Mistrzostw Świata. Kolejne sukcesy i medale zdobyte w następnych latach dały mi przepustkę do Kadry Narodowej, wymuszając jednocześnie ponowną przeprowadzkę, tym razem do Pruszkowa. W wolnym czasie, którego nie mam szczególnie dużo, na dowód tego, że kolarstwo to nie wszystko, spełniam się jako DJ i producent muzyczny

Klaudiusz Szymańczak

Urodziłem się w Milanówku, wychowałem natomiast w Brwinowie, a do Pruszkowa przeprowadziłem się w 2001 roku, kiedy poznałem moją żonę. Z racji tego, że dzieciństwo spędziłem w Brwinowie, to właśnie tam kończyłem szkołę podstawową. Edukację kontynuowałem już w liceum w Milanówku, potem były studia w Warszawie. Od jakichś 15 lat zajmuję się nauczaniem Jęz. Angielskiego, również w Pruszkowie, gdzie od dłuższego czasu prowadzę własną szkołę językową. To jednak niejedyna dziedzina, w jakiej się spełniam. Trzy lata temu pojawił się w mojej głowie pomysł napisania powieści, który udało mi się zrealizować. Na rynku literackim debiutowałem w 2018 roku powieścią kryminalną „Negatyw”, potem były kolejne dwie „Mroczny świt” i „Virga”. Nie jest też tak, że osiadłem na laurach. Wciąż szlifuję swój warsztat i staram się ciągle rozwijać. Niebawem zaczynam kurs scenariuszy filmowych w New York Film Academy, co jest jakimś rozwinięciem mojego zamiłowania do pisania, kinematografii i szeroko rozumianego opowiadania historii. O ile początkowo pisanie traktowałem jako spełnienie jakiegoś marzenia, to teraz podchodzę do tego niezwykle poważnie i nie ukrywam, że chciałbym się temu poświęcić całkowicie. Mam nadzieję, że się uda!

Łukasz Meyna

Patrząc na zdjęcie, pomyślicie „O rycerz!”, jednak muszę wyprowadzić Was z błędu. Jestem rekonstruktorem, odtwórcą historycznym — odtwarzam woja z czasów wczesnego średniowiecza, dla uproszczenia „wikinga”. Jestem także kandydatem Mazowieckiej Drużyny Wojów Weles z Brwinowa. A jak to się stało, że pruszkowski nerd, który większość czasu spędzał przed ekranem komputera, grając w gry fabularne, postanowił zostać gościem, który lubi okładać się stalą i żyć jak ludzie tysiąc lat temu? Odkąd pamiętam, fascynował mnie taki świat, jednak długo nie zdobyłem się na odwagę, aby coś z tym zrobić. Przełom nastąpił w 2017 roku, na organizowanej przez Muzeum Starożytnego Hutnictwa „Nocy Wikingów”. Tam po raz pierwszy ubrałem przeszywanicę oraz pancerz lamelkowy, w dłonie chwyciłem toporek i tarczę, a kiedy tak pozowałem mojej dziewczynie do zdjęcia, zaczęli podchodzić ludzie i robić sobie ze mną fotki. To wydarzenie w jakiś sposób mnie ośmieliło w decyzji o dołączeniu do MDW Weles. Jeszcze w 2017 roku załapałem się na pierwszy wyjazd do Bukowiny Tatrzańskiej, a potem wsiąkłem na dobre. Bo MDW Weles to nie tylko dobra zabawa i sposób na odstresowanie, to przede wszystkim „rodzina z wyboru”, wspaniali ludzie i podobne patrzenie na świat.

Jakub Zieliński

W Pruszkowie mieszkam od urodzenia. Spędziłem tu całe dzieciństwo, rozpocząłem i zakończyłem naukę, a co najważniejsze, stawiałem pierwsze kroki w sporcie – dokładniej w pływaniu. Moja przygoda z tą dyscypliną zaczęła się jeszcze w szkole podstawowej – codzienne treningi o 8 rano, kolejne turnieje i osiągnięte sukcesy, to wszystko nauczyło mnie dyscypliny i pokazało, czym naprawdę jest ciężka praca. Jakiś czas później odstawiłem pływanie na rzecz akrobatyki, którą zafascynowałem się, kiedy tata przyprowadził mnie na trening sekcji sportowej akrobatyki w SP nr 2. I tak to się zaczęło. Wsiąknąłem na wiele lat, a potem wszystko potoczyło się lawinowo – tysiące godzin spędzonych na salach, treningi wyczynowe, zawody najpierw okręgowe, następnie krajowe i turnieje międzynarodowe, aż w końcu pierwsze sukcesy i miejsca na podium m.in. wicemistrzostwo Polski. Po latach spędzonych w roli zawodnika zostałem trenerem akrobatyki, a obecnie prowadzę też szkołę sportową na terenie rodzimego Pruszkowa. Trenuję dzieci w wieku przedszkolnym oraz szkolnym i staram się przekazać im wszystkie wartości i dać cenne lekcje, jakie ofiarował mi ten wymagający sport.

Kajetan Mrozowski

Mówcie mi ,,Kajuu”. Mam 18 lat i mogę o sobie powiedzieć: rodowity pruszkowianin, bo choć urodziłem się w Warszawie, to w Pruszkowie mieszkam całe życie. Jestem człowiekiem oddanym swej pasji i marzeniom, a te ściśle związane są z muzyką. Jeszcze, kiedy byłem 12-latkiem, strasznie „zajawiłem się” rapowaniem. Pierwsze freestyle i pierwsze napisane piosenki trafiały wówczas do dyktafonu albo do notatnika w telefonie. Odkąd sięgam pamięcią, uwielbiałem tę subkulturę i zawsze chciałem być jej częścią — oryginalną i pełną pasji jak moi idole. Gdzieś po drodze przez chwilę uczyłem się gry na fortepianie i poznawałem tajniki śpiewu. Zanim jednak całkowicie pochłonęło mnie pisanie piosenek i komponowanie, rzeczywistością był dla mnie taniec. Przez 12 lat tańczyłem w Dance Imperium Pruszków. Początkowo próbowałem swoich sił w tańcu towarzyskim i trwało to jakiś czas, ale ostatecznie rzuciłem standard na rzecz poszukiwań czegoś nowego, co faktycznie mnie wciągnie. Padło — oczywiście — na hip-hop. Choć w międzyczasie realizowałem się także sportowo, trenując w szkole koszykówkę, niezmiennie wracam do muzyki, która była, jest i zawsze będzie dla mnie nr 1. Dzisiaj robię to, co kocham – piszę, komponuję, rozwijam się muzycznie i nie przestaję się uczyć.

Jan Skwara

Urodziłem się w Warszawie. Do Pruszkowa natomiast przeprowadziliśmy się z rodzicami na przełomie lat 80. i 90., w czasach gdy cała Polska żyła mafią pruszkowską. To z tym miastem wiążą się najlepsze wspomnienia, to tutaj odbyłem pierwsze spotkanie ze swoją największą pasją i odkryłem, co chcę robić w życiu. Z wykształcenia jestem inżynierem radioelektronikiem, a ponieważ studia były dla mnie „cudowną” przygodą, zaraz po ich skończeniu otworzyłem sklep z zabawkami. Wbrew pozorom to właśnie ta decyzja zapoczątkowała ciąg zdarzeń, który doprowadził mnie do miejsca, w którym obecnie jestem. Kilkutygodniowa podróż z plecakiem po Tajlandii, w którą wyruszyłem wraz z przyjacielem, kompletnie odmieniła moje życie. Uśpione w młodości zamiłowanie do fotografii odżyło ze zdwojoną mocą, przy okazji wmanewrowując mnie w romans z podróżowaniem. Od tamtej pory nieustannie się uczę, podróżuję, kiedy tylko mam taką możliwość, robię tysiące zdjęć i wciąż szukam nowych fotograficznych bodźców. Na dodatek wraz z przyjaciółmi założyliśmy stowarzyszenie i biuro podróży, które łączą ze sobą nasze pasje z chęcią niesienia pomocy potrzebującym. Poznajemy i pokazujemy świat, fotografujemy i edukujemy, czyli robimy to, co kochamy.

Konrad Werkowicz

Urodziłem się w Pruszkowie w 1985 roku, ale zanim przenieśliśmy się tu na stałe, wczesne dzieciństwo spędziłem w Milanówku, ulubione zabawki to była motorynka Romet i ładna lalka formie szczupłej brunetki. Lata leciały. Próbowałem wielu szkół. W liceum, kiedy towarzystwo próbowało się uczyć, u mnie to jakoś nie szło. Rozpocząłem warsztatowe praktyki w OHP, a kiedy doszedłem do wniosku, że to strata czasu, przesiedziałem kilka tysięcy godzin przed komputerem, ucząc się montażu wideo, grafiki i retuszu, gdzieś w międzyczasie zatrudniłem się w magazynach MLP. Pracowałem też w reklamie, jako fotograf biznesowo-imprezowy, w pracowni krawieckiej, przez pół roku puszczałem wielkie bańki na ulicach Londynu, potem działałem przy kreacji klipów video. Obecnie zawodowo robię zdjęcia ludzi, głównie wizerunki lub proste kreacje. Wróciłem do tego, co robię najlepiej. Jeśli widzisz na billboardzie zdjęcie jakiegoś zespołu lub czyjąś twarz na stronie internetowej, to mogą być moje prace. Hobbystycznie lubię fotografować kobiety (również takie, które nie zawsze są ubrane). Nie mam jednak wykalkulowanej ścieżki zawodowej, nie wiem, czy będę fotografem do końca życia. Może coś nowego mnie oświeci albo zainspiruje? Czas pokaże.

Krystian Radziejewski

Urodziłem się w Pruszkowie 29 lat temu i mieszkam tu całe swoje życie wraz z trójką moich cudownych dzieci. Jestem głodnym przygód introwertykiem, który próbuje rozmaitych hobby. Nie zdołam opowiedzieć tu o wszystkim, ale przynajmniej postaram się wspomnieć o najważniejszych. Po pierwsze – harcerstwo – trwająca kilkanaście lat przygoda doprowadziła mnie do stopnia podharcmistrza, służby w Głównej Kwaterze ZHP i ma ogromny wpływ na moje życie. Po drugie – góry, szczególnie Tatry i godziny spędzone na szlakach. Po trzecie – cyberbezpieczeństwo, czyli moja praca zawodowa. Pracuję dla dużej, międzynarodowej organizacji, a moim zadaniem – w dużym skrócie – jest „szukanie dziury w całym”, audyt i zarządzanie podatnościami. Oczywiście tematyka jest zdecydowanie bardziej rozbudowana, ale o tym innym razem. Nie mogę również zapomnieć o hobbystycznym uprawianiu roślin – mieszkanie i balkon zielenią się od kwiatów; Airsofcie, który pasjonuje mnie już od dawien dawna, choć nie zawsze już znajduję na niego wolną chwilę; i astronomii, do której zainteresowanie podzielam z bratem i moją najstarszą córką. Fakt, że jestem zagorzałym fanem „Gwiezdnych wojen”, nie wziął się przecież znikąd.

Waldemar Nacewicz

Urodziłem się, wychowałem, a teraz również mieszkam i pracuję w Pruszkowie. Z zawodu jestem ratownikiem na tutejszym basenie miejskim i instruktorem pływania. Prowadzę zajęcia ze szkołami oraz lekcje indywidualne zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Praca to jednak nie wszystko i jak większość z Was mam w życiu coś, co robię „po godzinach”. Moją największą, a zarazem jedyną pasją jest sport. Początkowo była to piłka nożna i gra na bramce w Zniczu Pruszków, ale potem przyszła fascynacja siłownią, która nieprzerwanie trwa od przeszło 40 lat. Zaczynałem na siłowni w Warszawie, gdzie trenowałem głównie kulturystycznie. Później po trwającej jakiś czas tułaczce po różnych miejscach w rodzinnym mieście, trafiłem do siłowni „Goliat” i to tam poznałem człowieka, który nie tylko intensywnie trenował wyciskanie na ławie, ale pokazał mi, czym jest ten sport i zabrał na pierwsze zawody. Tak to się zaczęło. Połknąłem bakcyla i przez kolejne lata pracowałem nad formą, w końcu dochodząc do rezultatów, z których dzisiaj mogę być dumny. Świadectwem tego są liczne osiągnięcia, tak na arenie krajowej, jak i światowej, jak chociażby Puchar Świata, Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Polski czy kilkukrotnie bity już rekord świata.

Dawid Petrów

Informatyk z wykształcenia. Pruszkowiak z wyboru. Sportowiec i wędkarz z pasji. Do tego niezwykłego miasta ściągnęła mnie moja żona, rodowita pruszkowianka i to właśnie Pruszków dał mi idealne warunki do rozwoju moich największych pasji — biegania oraz wędkarstwa! Mnóstwo terenów zielonych, liczne parki i lasy aż zachęcają do aktywnego uprawiania sportu. To w Pruszkowie osiągnąłem najlepsze wyniki biegowe. Z kolei wspaniałe okoliczne łowiska, jak chociażby Zalew w Komorowie czy stawy w Parku Potulickich, aż proszą wędkarza, aby przysiadł nad brzegiem wody i zarzucił wędki. A mnie długo nie trzeba prosić. Lubię dużą rybę, tę adrenalinę, gdy kij wygina się aż do wody. Na chwilę obecną mój największy wyczyn to karpie i amury powyżej 20 kg! I choć moje dwie pasje mogą wydawać się od siebie skrajnie różne, to uwierzcie mi, że łapanie karpi niekiedy wymaga więcej wysiłku, niż przebiegnięcie półmaratonu! Obecnie wraz ze znajomymi prowadzimy stowarzyszenie, które wspiera pruszkowski sport i rekreację, a także działa prężnie na rzecz rozwoju lokalnego i ogólnopolskiego wędkarstwa na terenie naszego powiatu. Współpracujemy też z ośrodkami badawczymi i uniwersyteckimi w celu zagospodarowania, ochrony i rozwoju fauny oraz flory stawów Pęcickich.

Konrad Uzarski

Przedsiębiorca, pilot, płetwonurek, modelarz – tak powiedziałbym o sobie w telegraficznym skrócie. Przyszedłem na świat w szpitalu na Wrzesinie dokładnie 52 lata temu, a wychowałem się na Żbikowie, gdzie poznałem i poślubiłem moją żonę. Prywatnie jestem też dumnym tatą dwóch chłopaków, Adriana i Jakuba. Nie jestem typem osoby, która pozostaje w bezruchu. Odkąd pamiętam, poszukiwałem nowych bodźców i możliwości. Mam wewnętrzny napęd, który zaprowadził mnie w przestworza i w morskie głębiny. Jako nadaktywny nastolatek robiłem wiele rzeczy: pasjonowałem się modelarstwem, uczestniczyłem w sekcji wędkarskiej, a później spędzałem czas na siłowni. Niedługo po uzyskaniu pełnoletności miałem już własną firmę budowlaną, a na podróżniczym koncie wiele wypraw zagranicznych. Po kilku latach odleciałem w przeciwnym kierunku i zacząłem pracę w korpo, stopniowo pnąc się po szczeblach kariery. Wszystko po to, żeby ostatecznie znów zacząć działać na własny rachunek. Tym razem zająłem się prowadzeniem sklepu internetowego – obecnie mam ich już trzy. Wciąż jestem aktywny – realizuję się w szybownictwie i płetwonurkowaniu, co więcej marzy mi się życie cyfrowego nomady, bo właściwie czemuż by nie?

Tomasz Deput

Urodziłem się i wychowałem w Kwidzynie. Moim marzeniem, jak zapewne u 90% młodych chłopców, od zawsze było zostać światowej klasy piłkarzem. Byłem pewny, że pisana mi jest wielka kariera, ale życie szybko zweryfikowało moje plany. Po 10 latach grania w piłkę dopadła mnie kontuzja kolana i lekarze z bezwzględną stanowczością oznajmili, że zawodowe granie w piłkę muszę dla własnego dobra wykluczyć. Musiałem sobie znaleźć inny cel w życiu, ale nie szukałem daleko. Zdałem sobie bowiem sprawę, że oprócz trenera, jedyną osobą, która znajduje się zawsze blisko piłkarzy, jest fizjoterapeuta. Moje marzenia legły w gruzach, ale kochałem sport na tyle mocno, że wciąż chciałem być jego częścią. Ukończyłem Medyczne Studium Zawodowe i zdecydowałem się na podjęcie studiów w Wyższej Szkole Rehabilitacji w Warszawie. W myśl dewizy, że jeśli chcesz być w czymś dobry, musisz cały czas się dokształcać, na tym nie poprzestałem i kontynuowałem naukę w kilku szkołach wyższych, a obecnie szykuję się do obrony magistra na kierunku Pielęgniarstwa. Nie jestem rodowitym Pruszkowiakiem, przeprowadzkę tutaj wymusiło życie, ale właśnie w Pruszkowie odnalazłem to, czego zawsze szukałem – rodzinę.

Krzysztof Cyronek

Mieszkam w Pruszkowie i jestem piwowarem. To niecodzienne zajęcie, ale wraz z upływem lat doszedłem do wniosku, że moja pasja stała się jednocześnie pracą, bo lubię to, co robię. Od dzieciaka fascynowało mnie tworzenie rzeczy od podstaw, szczególnie w kuchni, gdzie własnymi rękoma mogłem ugotować danie bez używania półproduktów. Kiedy byłem starszy, natrafiłem w sklepie na piwo, które nie dość, że odbiegało od tych powszechnie dostępnych, bo pochodziło z rzemieślniczego browaru, to jeszcze zaskoczyło mnie nietuzinkowym aromatem i smakiem. Siedzący we mnie duch odkrywcy postanowił zgłębić temat. Nim się obejrzałem, stałem przed garnkiem z gotującą się brzeczką, do której sypałem mój pierwszy chmiel. Oczywiście wytworowi daleko było do ideału, ale to mnie nie zniechęciło. Później zacząłem pracować w pubie z piwem kraftowym i to tam nauczyłem się wszystkiego, co powinienem wiedzieć – od poznania nowych smaków, przez nowe style, a kończąc na odkryciu, czym jest goszczenie ludzi. W browarze rzemieślniczym z kolei nauczyłem się, jak uwarzyć piwo na dużych garnkach. Zdobyta tam wiedza, doświadczenie i pasja zaprowadziły mnie do własnego brewpubu, gdzie za dnia warzę piwo według własnych receptur, a wieczorami staję za barem, goszcząc przybyłych.

Maciej Machalski

Nie będzie w tym przesady, jeśli napiszę, że całe moje życie związane jest z Pruszkowem. W tym mieście się wychowałem, tutaj chodziłem do szkoły i tutaj szlifowałem swój sportowy talent. Kiedy miałem 7 lat, tata zapisał mnie i brata na treningi do Znicza. W klubie gram praktycznie całe życie, z rocznym epizodem w Wiśle Puławy. Od 3 lat natomiast pełnię funkcję kapitana Znicza Pruszków, a na swoim koncie mam 250 występów na szczeblu centralnym. Z zawodu jestem nauczycielem wf-u. Po obronieniu tytułu magistra na warszawskim AWF-ie rozpocząłem pracę w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Sportowych w Pruszkowie, a następnie przeniosłem się do Szkoły Podstawowej nr 5, gdzie pracuję do dzisiaj. W 2014 roku otworzyłem akademię piłkarską, gdzie wraz z kadrą trenerską szkolimy dzieci od 4. roku życia, dbając o to, aby rozwijały swoje umiejętności w profesjonalnych warunkach. To dlatego dwa lata temu wspólnie z Radosławem Majewskim wpadliśmy na pomysł otwarcia hali pneumatycznej tzw. balonu, umożliwiającego korzystanie z boiska również w czasie zimy. W życiu prywatnym jestem szczęśliwym mężem Olgi, z którą wychowujemy nasze ukochane córki – Zuzię i Polę.

Adrian Mamala

Nie urodziłem się w Pruszkowie, ale tu spędziłem większość swojego niemalże 30-letniego życia. W tym mieście zaczynałem swoją edukację szkolną i tutaj prowadzę biznes. Od początku zawodowej drogi siedzę w gastro, co bynajmniej nie wynika ze zdobytego wykształcenia. Miała być turystyka, ale przez przypadek znalazłem pracę w hotelowej restauracji i to był dla mnie zupełnie nowy rozdział. Setki, a nawet tysiące smaków dań i koktajli, pozytywni ludzie po obu stronach baru i atmosfera tak odmienna od tej panującej w korpo, zafascynowały mnie do tego stopnia, że nim się obejrzałem praca stała się pasją i sposobem na życie. Nic nie może równać się z uczuciem satysfakcji, kiedy z uśmiechem wstajesz rano i idziesz do pracy, bo zwyczajnie lubisz to, co robisz. Kiełkujące stopniowo marzenie o otwarciu własnego lokalu, okupione ciężką pracą w gastronomii i dorabianiem u ojca w firmie przy tworzeniu mebli na wymiar, w końcu się ziściło. Po kilku latach harówki czasem po 80h tygodniowo i przy pomocy najbliższych otworzyłem pierwszy drink-bar w Pruszkowie. Chociaż w tym biznesie bywa różnie, wiem, że to właśnie w gastronomii jest moje miejsce i to w tej dziedzinie chcę się dalej rozwijać.

Sebastian Kieszek

Od wczesnych lat młodości związany jestem z Pruszkowem. Co prawda urodziłem się w Warszawie w 1987 roku, ale to Pruszków jest moim domem od początku lat 90. Większość swojego życia spędziłem na Gąsinie i to tam chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 10, w której nauczyciele odkryli moje sportowe predyspozycje. Ponieważ byłem najszybszym dzieciakiem w tej podstawówce, szybko zacząłem wygrywać zawody szkolne, lokalne, a nawet te na szczeblu powiatowym. Niedługo potem wykorzystując swoje umiejętności, rozpocząłem treningi w klubie piłkarskim Znicz, gdzie spędziłem kilka lat, nim ostatecznie wróciłem do biegania. Obecnie na swoim sportowym koncie mam ponad 200 spotkań biegowych w ramach cyklu parkrun, kilka ukończonych maratonów w tym tych składających się na Koronę Maratonów Polski, liczne festiwale biegów górskich, w których miałem okazję brać udział. Podczas wszystkich zawodów z dumą reprezentuję mój pruszkowski klub biegowy „WPRunning”, którego częścią jestem od samego początku jego działalności. Zawodowo natomiast od ponad 15 lat związany jestem z branżą tel-co. Na co dzień zajmuję się obsługą, doradztwem, sprzedażą rozwiązań telekomunikacyjnych dla średnich i dużych przedsiębiorstw.