Sylwia Dobrzyńska

Sylwia Dobrzyńska

Urodziłam się w Rynie, małym miasteczku na Mazurach, liczącym ok. 3 tys. mieszkańców. Większość dzieciństwa spędziłam jednak na wsi blisko Mikołajek, gdzie rodzice do dzisiaj mają dom i małą działkę, otoczoną mazurskimi jeziorami.

Szkołę średnią skończyłam w Ełku, a zaraz po maturze zdecydowałam się na pielęgniarstwo. Po części to chyba rodzinne zamiłowanie. Pielęgniarką jest bowiem moja stryjeczna siostra, z kolei babcia w czasie wojny była akuszerką (odbierała porody). Z drugiej jednak strony, jako młoda kobieta u progu dorosłości, nie do końca wiedziałam, co naprawdę chcę robić w życiu. Mimo wszystko czułam, że nie zmarnuję czasu na naukę i nie myliłam się. Pielęgniarstwo całkowicie mnie wciągnęło, pochłaniając zawodowo na najbliższych 6 lat.

Po ukończeniu szkoły zaczęłam pracę w Olsztynie, w szpitalu dziecięcym na oddziale patologii noworodka. Nie było to łatwe zajęcie, ale już po pierwszym roku wiedziałam, że to nie koniec mojej zawodowej drogi. Chciałam dalej się rozwijać i podnosić kwalifikacje, więc zaczęłam rozglądać się za studiami i kierunkiem, który rzeczywiście by mnie zainteresował. Wtedy byłam już dojrzalsza i bardziej świadoma, czego właściwie chcę, a decyzja o dalszej edukacji lepiej przemyślana. Któregoś dnia wpadła mi do rąk ulotka informująca o otwarciu nowego kierunku — Odnowa Biologiczna z Kosmetologią. Były egzaminy z biologi. Na szczęście biologię i anatomię miałam już na pielęgniarstwie, co znacznie ułatwiło mi zadanie.
Po obronie dyplomu zaczęłam pracować w gabinetach kosmetologicznych, aż nabrałam doświadczenia i poszerzyłam wiedzę. W końcu nadszedł moment, by pójść na swoje i spełnić marzenie. Otworzyłam swój własny gabinet na Mazurach i prowadziłam go z powodzeniem przez kilka lat, do czasu, kiedy moja siostra zaproponowała, bym przeniosła się do niej, do Pruszkowa. Moja przeprowadzka trwała rok, ponieważ musiałam spakować całe swoje dotychczasowe życie w kilka walizek i przenieść je w całkowicie obce miejsce. Udało się. To było 2,5 roku temu i dziś z pełną świadomością mówię, że nie żałuję. Co więcej, przeprowadzka nie przeszkodziła mi w realizacji celów. Wciąż rozwijam swoje umiejętności w dziedzinie medycyny estetycznej i makijażu permanentnego, prowadząc swój gabinet, tym razem w Pruszkowie.

Pruszków zauroczył mnie od pierwszej chwili. Lubię to miasto — ja i mój 9-letni syn, Piotr. Choć mieszkamy tu krótko, mam wrażenie, że spędziłam w tym miejscu większość życia. Po prostu dobrze się tu czuję. A Pruszków cenię za to, że mam wszędzie blisko: do szkoły, do pracy, do lekarza, nawet do kina. Jedyny mankament, jaki zauważam, to zbyt mało placów zabaw dla dzieci, ale tego pewnie nie napiszecie ?
W wolnym czasie biegam i czytam książki. Chętnie też razem z synkiem wybieramy się na wycieczki rowerowe i na basen. Obowiązkowym punktem programu są oczywiście treningi piłki nożnej na Zniczu, na które z zapałem uczęszcza Piotr.

Przeszłam długą i krętą drogę, zanim znalazłam się tu, gdzie jestem w tej chwili i robiąc to, co kocham. Ale chyba właśnie na tym polega sens życia. Trzeba doświadczać, tworzyć, być z ludźmi i dla ludzi. Myślę, że dobro procentuje. Z tego miejsca dziękuję mojej siostrze, Halince, która pomogła mi się tu znaleźć — jest moją przyjaciółką, powiernicą i wspaniałym człowiekiem. Bardzo Cię kocham!
W pewnym sensie Pruszków dał mi nowe życie, ofiarował drugie szanse i postawił na mojej drodze wyjątkowych ludzi. Tutaj poznałam też Jego — partnera, przyjaciela, drugą połowę. Wiem, jak wielkim szczęściem jest mieć obok kogoś, kto kocha, szanuje i wspiera. Dla mnie to ON. Bardzo Ci za to dziękuję.
Pruszków to moje miasto. Tu żyję, uśmiecham się i spełniam zawodowo. Po prostu jestem szczęśliwa.