Robert Świercz

Cześć, mam na imię Robert, urodziłem się w Pruszkowie w 1997 roku. Jestem absolwentem Szkoły Podstawowej nr 8, Gimnazjum nr 4 oraz LO im. Tadeusza Kościuszki w Pruszkowie. Szkoła nr 3 (dawniej „Jedenastka”) także nie jest mi obca, a konkretnie boisko, na którym narodził się we mnie sportowy duch. Od najwcześniejszych lat, byłem bowiem „żywym” dzieckiem, którego wszędzie pełno, a na „Trójce” mogłem wyładować swoją energię. Z racji tego, grałem w piłkę na starym tartanowym boisku, a gdy było zajęte przez „starszych”, zmieniałem dyscyplinę, idąc do brata – Artura, i grałem z nim w kosza. W tamtym momencie nie miałem świadomości, że w pewnym sensie już szlifuję swoją formę. Po prostu robiłem to, co zawsze dawało mi dużo radości i szczęścia. Razem z kolegami rozgrywaliśmy mecze międzyosiedlowe. Mówią wam coś nazwy AC Kubuś czy FC Szopen? Pewnie nie, ale jestem pewny, że wielu osobom biorącym udział w tych meczach z sentymentem przypomną się beztroskie czasy dzieciństwa. Czasem graliśmy w „Króla”, czasem w „Kwadraty”, ciągle byliśmy w ruchu. Naprawdę jestem z tego pokolenia, które darło się: „Mamooo, rzuć picie” i siłą trzeba było nas zaganiać do domu.

Niestety nie pamiętam ani czołgu, ani „basenu na Broadway’u”, ale mam z tymi miejscami dużo wspomnień. Zabawy w podchody, karty Duel Master, kiedyś to było… Wreszcie w wieku 10 lat zostałem zapisany na Znicz i tam mogłem szlifować swój „talent”. Ta przygoda trwała 9 lat, podczas których przechodziłem chyba przez wszystkie szczeble akademii. Kariery nie udało mi się zrobić, ale co przeżyłem to moje. W międzyczasie kopało się w Playarena Pruszków, czyli rozgrywkach piłki nożnej sześcioosobowej. To też super okres. Mogę nadmienić, że na jednym z turniejów eliminacji do Mistrzostw Polski zostałem wybrany najlepszym zawodnikiem do lat 20.

Po Zniczu przyszedł czas na Nadarzyn, gdzie spędziłem kilka sezonów, niestety zrywając dwa razy więzadło krzyżowe w tym samym kolanie. Przeciągająca się rekonwalescencja załamała mnie. Był to dla mnie najtrudniejszy okres w życiu (szczególnie po drugim zerwaniu), jednak dzięki wsparciu bliskich udało mi się przeformułować życiowe plany. Od I klasy gimnazjum zacząłem ćwiczyć siłowo i z roku na rok masy mięśniowej przybywało. Każda aktywność, jaką wykonywałem, miała na celu poprawić moje cechy motoryczne, dzięki którym stawałem się lepszym piłkarzem. Siłownia nigdy nie była mi obca, ale pewnego dnia spojrzałem na nią z innej perspektywy.

Podejmowałem różne prace, od magazyniera, przez doradcę sprzedaży, aż odnalazłem swoje powołanie. Ponieważ moje ciało traktuje jako „świątynię”, postanowiłem pomóc innym, chętnym ludziom zadbać o siebie. Na początku 2020 roku, po ukończonych wielogodzinnych szkoleniach i kursach zdałem egzamin dający mi uprawnienia trenera personalnego. Dodatkowo chciałem wiedzieć, dlaczego doszło do mojej kontuzji. Zgłębiałem wiedzę na ten temat, przy okazji zostając trenerem przygotowania motorycznego. To chyba tyle o mnie. Najczęściej spotkacie mnie w Zdroficie w Nowej Stacji (jak już go otworzą) i na funpage, do którego link podsyłam Wam w komentarzu.