Remigiusz Gołębiowski

Cześć!
Nazywam się Remigiusz Gołębiowski.
Czy jestem pruszkowianinem? Hmm… sam nie wiem. Mieszkam tu, pracuję tu, do knajp, na zakupy i do kina chodzę tu. Zdecydujcie więc sami. Przyznam jednak, że mieszkałem w kilku miejscach poza Pruszkowem.

Urodziłem się w Raciborzu i szczerze mówiąc, nie wiem, czy to jeszcze województwo śląskie, czy już Czechy. Tam pochłaniałem pierwsze piwa (bo to raptem 7 km od Czech), tam też skończyłem szkołę podstawową i udało mi się zaliczyć maturę. Od dziecka również trenowałem, reprezentując lokalny klub MKS Victoria Racibórz, a potem także Szkołę Mistrzostwa Sportowego, której jestem maturalnym absolwentem.
Potem przyszła kolei na Warszawę i Akademię Wychowania Fizycznego. Długo studiowałem, bo cenię naukę i… imprezy. Dużo także trenowałem, niejednokrotnie mając zajęte całe dnie i zarywając noce.

Tak więc, jak widzicie, niczym się nie różnię od Was. No, może poza jednym małym szczegółem — bardzo szybko pływałem, pływam i mam nadzieję, będę pływał.
Zaczynając od szkoły średniej, byłem wielokrotnym finalistą i medalistą Mistrzostw Polski w pływaniu. Na studiach podobnie, zdobywałem medale, ale już dla innego Klubu — AZS AWF Warszawa. Niestety, jak to na studniach bywa, życie weryfikuje nasze plany i skończyłem karierę zawodową. Nie martwcie się, przeszedłem do kategorii Masters, gdzie do dziś jestem wielokrotnym medalistą na różnych dystansach, choć moim zawodowym i ulubionym stylem zawsze był motyl. Dlatego mam takie bary. Po ukończeniu Akademii Wychowania Fizycznego rozpocząłem karierę trenerską od utworzenia klubu pływackiego UKS „Barakuda” w dzielnicy Bemowo i pracy w tym klubie.

Jako że człowiek miewa różne pomysły, zacząłem trenować na wodach otwartych, a dokładniej pływałem po jeziorach i innych zbiornikach. Jestem kilkukrotnym Mistrzem Polski na dystansie 3 km. Szczerze? Tyle tego było, że w końcu zapomniałem wspomnieć Wam, że trenowałem jeszcze ratownictwo wodne. Tak, to taki nowy sport, w którym uczestniczą najlepsi ratownicy wodni. Zostając przy ratownictwie, to po studiach, żeby się w Polsce nie zapracować na śmierć i to za darmo, udałem się do USA. Tam byłem ratownikiem wodnym na Florydzie w Pensacoli Beach, a poza tym udało mi się zostać asystentem trenera lokalnej drużyny GPack na Universytecie UWF Pensacola. Co tu dużo pisać, znowu powróciłem do pływania.

Po wielkim comebacku do Polski (nie pytajcie dlaczego), kolejny raz porzuciłem jednak pływanie i zacząłem pracować w korporacji. I to był najgłupszy pomysł w moim życiu. Wytrzymałem 5 lat i wróciłem do pływania. Sam pływałem jako Masters, trenowałem dzieciaki i ostatecznie otworzyłem Stowarzyszenie Pływackie „Swimmers” zrzeszające dzieci oraz Mastersów.

Na tym jednak nie poprzestałem i któregoś razu wpadłem na dziwny pomysł przepłynięcia Morza Bałtyckiego wpław. Ze Szwecji do Polski to było 166 km. Mimo że podczas przygotowań, trenowałem organizm, by przyzwyczaić go do niskich temperatur, bo jak zapewne wiecie Bałtyk to riwiera dla Eskimosów i ma najwyżej 14 st. C., niestety przegrałem – z matką naturą i chorobą morską.

Dziś znacie mnie jako Mistrza Świata w pływaniu lodowym i człowieka, który reprezentował Pruszków na Mistrzostwach Świata w pływaniu lodowym w Murmańsku 2019. Moje dystanse, które podjąłem to 50 dow. 1 miejsce; 50 klas, 1 miejsce; 1km 8 miejsce; 4 x50 dow. (sztafeta Polski) 1 miejsce; 4 x 250 dow., 2 miejsce.
I chyba dlatego TU JESTEM, NA TYM ZDJĘCIU, na którym widzicie pasjonata pływania, wymagającego trenera i kogoś, kto nie ma pracy, bo jego praca to hobby, i co najśmieszniejsze płacą mi za to moje hobby. I jak tu nie być szczęśliwym?

Zawodowo – od września pełnię funkcję nauczyciela w ZSOiS w Pruszkowie i trenera UKS ARMEXIM PRUSZKÓW.
Prywatnie jestem ojcem dwóch synów – 15-latka i 3-latka. Mam kota i konto. Moje zainteresowania? Psychologia sportu, budowa mózgu i ciała człowieka, rekiny delfiny, kosmos, Aikido i „zdrowa medycyna”.