Piotr Grzegrzółka

Cześć,

Nazywam się Piotr Grzegrzółka i mam 42 lata. Urodziłem się w Pruszkowie, jednak przez większość życia mieszkałem w Piastowie i tam też ukończyłem szkołę podstawową. Następnie naukę kontynuowałem w „Kościuchu”. Nie powiodło mi się tam jednak i po dwóch latach przeniosłem się do liceum im. Iwaszkiewicza w Brwinowie, które ukończyłem maturą.

Pruszków wciąż jednak był obecny w moim życiu. Mój tata oraz jego czterej bracia mieszkali w Pruszkowie, więc siłą rzeczy spędzałem tutaj bardzo dużo czasu. Zwłaszcza na ul. Kościelnej, gdzie kiedyś mieszkała moja babcia, a od 11 lat ja wraz z rodziną. Miasto na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat mocno się zmieniło. Za czasów, kiedy przyjeżdżałem tu jeszcze jako dzieciak, wyglądało zupełnie inaczej, niż teraz, gdy przebywam w nim na co dzień.

Dawne „Glinki”, na które jeździłem z tatą się kąpać, dzisiaj są super fajnym i kompletnie inaczej wyglądającym kąpieliskiem. W parku „Sokoła” pamiętam „dechy” przy pałacyku, gdzie latem spędzało się przerwy między lekcjami w „Kościuchu” i w „Zanie”. Z biegiem lat utraciły jednak swój kultowy charakter. W mojej pamięci pozostał również basen, na który często chodziłem, a który od kilkunastu już lat wygląda inaczej, przede wszystkim ma bowiem dach. Z Pruszkowem mam tak naprawdę najlepsze wspomnienia. Jeden z moich fajniejszych koncertów zagrałem właśnie tu. Tutaj nauczyłem się też pływać, tutaj poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi, a z niektórymi do dziś utrzymuję kontakt. Pruszków jest więc ważną częścią mojego świata. A co tworzy jego całość poza tym miastem? Postaram się nieco Wam to przybliżyć.

Z zawodu jestem technikiem geodetą, ale odkąd sięgam pamięcią, ciągnęła się za mną muzyka. Wprawdzie nie przekułem jej w źródło utrzymania, stała się za to ogromną pasją, która zajmuje sporo mojej życiowej przestrzeni. Poważne muzykowanie zaczęło się jeszcze w liceum. Grałem wtedy w pierwszym zespole blues-rockowym „Hazard”, a ponieważ większość jego członków była z Ursusa, tam właśnie graliśmy najczęściej. Później z kolei występowaliśmy już w całej Warszawie. Kiedy po dwóch latach poczułem, że chcę dalej się rozwijać, z ciężkim sercem zmieniłem zespół. Zacząłem współpracę z „Diktum”, w którym ostatecznie spędziłem 9 kolejnych lat i było to bardzo poważne granie. Kilka razy wystąpiliśmy w telewizji, a także na dużych scenach, jako support przed Myslovitz’em i O.N.A.

Z czasem doszedłem jednak do wniosku, że pora wydorośleć i założyć rodzinę. Po prostu w pewnym momencie uznałem, że z muzyki nic nie będzie i postanowiłem zostać kierowcą ciężarówki. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Na początku jeździłem w różnych firmach, a potem kolega ściągnął mnie do firmy kurierskiej na linii nocnej. Żeby było weselej, firma była z Pruszkowa. I tak jeździłem po Polsce, aż poznałem moją żonę, Rozalię. Bardzo szybko przeprowadziłem się do niej do Poznania, w którym spędziliśmy razem kolejnych 5 lat, a w międzyczasie urodziła nam się córka, Weronika.

Nie ukrywam, że bardzo lubiłem jeździć, ale po narodzinach córki po prostu się wypaliłem. Zdecydowałem wówczas, że będę pracować na miejscu. W 2010 roku sytuacja zmusiła nas jednak do przeprowadzki do Pruszkowa, na wspomnianą wyżej ul. Kościelną. Później wszystko potoczyło się lawinowo. Znalazłem pracę na magazynie, gdzie następnie przepracowałem 6 lat. W 2012 urodził nam się syn, a ja pracowałem jeszcze w kilku firmach, aż w 2019 trafiłem na wakat kierowcy do Regionalnego Centrum Informatyki w Warszawie, gdzie pracuję do dzisiaj i planuję zostać do emerytury. Moja żona z kolei pracuje w Helenowie w jednostce reprezentacyjnej MON-u.

Nie przewidziałem tego, ale los postanowił poprowadzić moją życiową drogę przez Pruszków. Wróciłem do rodzinnego miasta na „stare śmieci” i – co więcej – wróciłem też do mojej największej pasji, czyli do grania.

Początkowo zaczepiałem się w różnych zespołach i działałem muzycznie z różnym skutkiem. Dopiero po jakimś czasie zacząłem grać w zespole wirtuoza gitary Vinati’ego. Zagraliśmy nawet koncert przed Lao Che na Rock Pikniku w Pruszkowie. Po kilku kolejnych występach ostatecznie nasze drogi się rozeszły, a ja szukałem dalej. Wówczas w moim muzycznym życiu pojawił się zespół „Stereotypy”. Zagraliśmy w tym składem sporo koncertów, na jednym z przeglądów nawet dostałem nagrodę najlepszego basisty. Zespół nie wytrzymał jednak trudów, jakie niesie ze sobą zaangażowanie w muzykę, ale zostały kontakty. Wspaniała wokalistka, Agata Gałach, w 2020 roku nagrała solową płytę „Katapulty” i poprosiła mnie o zagranie basów do kilku jej utworów. Ponadto zagrałem też kilka koncertów w teatrze „Trzy Rzecze” u boku fantastycznej aktorki i wokalistki Beaty Kacprzyk (wokalistka „De Su”).

Po latach grania pragnąłem zrobić krok do przodu. Założyłem więc salę prób i studio nagrań w Ursusie, które prowadzę do dzisiaj z grupką kolegów „po fachu”. Otwarcie studia zaowocowało z kolei założeniem zespołu „AD ASTRA” i wydaniem na portalach streaming’owych płyty pt. „W którą stronę”. Niestety, z czasem nasze drogi również się rozeszły, a ja działałem dalej. Między innymi wydałem książkę na gitarę basową „Gitara basowa – techniki gry”. Kontynuowałem również muzyczną zajawkę, grając w zespołach „Inhalo” i „Osa”. Z pierwszą ekipą udało nam się zagrać kilka mniejszych lub większych koncertów, ale niestety przyszła pandemia i zespół nie wytrzymał tej próby. Z kolei „Osa” działa szczęśliwie do dzisiaj i ma poważne plany. Jeden z naszych utworów „Luna” z teledyskiem można znaleźć na YT.

Na tym jednak nie poprzestałem. Już niedługo powinna pojawić się szkółka wideo na bas, którą przygotowałem przy współpracy z tym samym wydawnictwem, co przy książce. W 2018 roku wydałem również swoją solową płytę „Emotion tape vol. 1”, tym razem jednak pod pseudonimem „Canorus”, a za chwilę zakończę pracę nad drugim solowym albumem. Co więcej, ostatnio rozpocząłem współpracę z zespołem cover’owym „Off Timers”. Może uda mi się z którąś z ekip zagrać w Pruszkowie, to się spotkamy.

Na koniec chciałem jeszcze dodać, że Pruszków zmienił się bardzo na plus. Rozwinął się. Szkoda, że straciliśmy tak znaczące fabryki, jak Porcelit czy Ołówki, ale widocznie tego wymagał rozwój. Niewątpliwie Pruszków staje się coraz większym i coraz bardziej nowoczesnym miastem. Pamiętam, jak wyglądał kiedyś i widzę, jak wygląda teraz. Nie da się ukryć, że to potężna zmiana i oby tak dalej. Nie planuję wyprowadzki, więc zapewne zostanę już tu, gdzie leżą prochy moich przodków.