Piotr Goniewicz

Piotr Goniewicz, 43 lata. Pochodzi z Lublina, jednak mieszkał już w wielu miejscach: w Krakowie, Warszawie, Holandii, Tybecie. Zwiedził spory kawałek świata i zna sześć języków: angielski, niemiecki, holenderski, rosyjski, ukraiński i łemkowski (jest Łemkiem z pochodzenia). Od trzech lat żyje w Pruszkowie ze swoją partnerką Katarzyną i pięcioma psami, w tym z ukochaną psią przewodniczką, biszkoptową labradorką Aillą.

Jest współzałożycielem i byłym członkiem zarządu Fundacji Niewidomych Żeglarzy “Ślepa Kura”, która działa od 2012 roku; obecnie Piotr zajmuje się prowadzeniem social mediów i strony fundacji oraz strony festiwalu Bieszczady Pod Żaglem, związanego ze “Ślepą Kurą”, którego jest organizatorem. Od 2015 gra w zespole Ponton Band na gitarze basowej, czasem także na akordeonie lub flecie, niekiedy śpiewa. Ukończył szkołę muzyczną w klasie fortepianu i puzonu, gry na pozostałych instrumentach nauczył się sam. Udziela się także w dwóch innych projektach muzycznych, skupionych wokół szant i tradycyjnej muzyki irlandzkiej. Mimo stopniowej utraty wzroku, która rozwijała się latami, miał również warsztat samochodowy blacharsko-lakierniczy i sklep spożywczy, w którym jeszcze w 2010 roku samodzielnie obsługiwał kasę fiskalną.

Choć ciężko doszukać się tej informacji w oficjalnych źródłach, jest współtwórcą kapeli Drewutnia, założonej w 1998 roku. Działa także w fundacji Empatia Polska, która organizuje rejsy dla osób niepełnosprawnych oraz powyżej pięćdziesiątego roku życia. W 2015 roku odbył się nawet rejs ze Świnoujścia i Gdańska, który miał zakończyć się w Sztokholmie, jednak w wyniku wady konstrukcyjnej statku załoga zdołała dotrzeć jedynie do Visby. O podróży tej powstał film dokumentalny “Przechyły i wychyły/Sailing in the dark”, reżyserii Ewy Podgórskiej, prezentowany na festiwalach. Empatia jest w trakcie budowy jachtu, który będzie w pełni przystosowany do potrzeb osób, poruszających się na wózkach inwalidzkich. Nawet jeśli napotkają sztorm i jacht przechyli się na burtę, pozostaną bezpieczni w specjalistycznych wózkach. Sam Piotr regularnie wypływa w rejsy, szkoli ludzi na jachcie Empatia, a jego marzeniem jest zostać pierwszym niewidomym sternikiem morskim. Mimo wielu trudności, jakie stawia przed nim utrata wzroku, nadal jest człowiekiem pełnym pasji i samodzielnym, którego życie wypełnia wiele podróży (również samodzielnych) i przeżyć.

Piotrowi zawsze towarzyszyły zwierzęta: psy, koty, bażanty oraz przeklinająca papuga Ara o imieniu Karol. Jest wielkim miłośnikiem szczególnie psów: o swoich czworonogach wypowiada się z ogromnym uczuciem, ale też z humorem, często przywołując anegdoty z nimi związane. Ailla, jego pies przewodnik, ma obecnie 10 lat i powinna już przejść na psią emeryturę, jednak są ze sobą bardzo związani i Piotr chciałby, aby została z nim do końca, bowiem tyle jej zawdzięcza. Labradorka była szkolona w Wielkiej Brytanii, gdzie, między innymi, uczęszczała na mecze Arsenalu Londyn w ramach szkolenia – teraz, zabrana na mecz piłkarski, po prostu zasypia. Podczas pełnienia służby spełnia polecenia wydane w języku angielskim, dzięki czemu wie, kiedy jest w pracy, a kiedy ma wolne. Z Anglii przywiozła także znajomość ruchu lewostronnego, jednak całe szczęście nie stanowi to większego problemu, gdy razem z Piotrem wychodzą na miasto.

Dużo większym problemem jest za to nieprzystosowanie miasta dla potrzeb osób niewidomych. W Holandii przeszedł zakończony sukcesem przeszczep soczewki w Holandii (problemy ze wzrokiem miał od zawsze), jednak w wyniku wypadku w 1995 roku doznał uszkodzenia nerwu wzrokowego i przestał widzieć całkowicie w 1999 roku. Odczuwa jednak różnice światła oraz odróżnia kolor żółty, w którym, jak się okazuje, nie bez powodu są, na przykład, poręcze w autobusach. W Pruszkowie naliczył raptem dwa skrzyżowania z sygnalizacją dźwiękową dla osób niewidomych – choć ma bardzo wrażliwy słuch i wyczucie lokalizacji, przejście przez ulicę bez sygnału dźwiękowego jest szczególnie trudne i nie zawsze bezpieczne. “Wyobraź sobie, że ktoś ci zawiązuje oczy i każe przejść przez najbardziej ruchliwe skrzyżowanie w Pruszkowie”, mówi i sugeruje, że być może władze miasta powinny spróbować takiego eksperymentu. Brak sygnalizacji dźwiękowej w Pruszkowie o mały włos nie doprowadził kiedyś do wypadku. Piotr chciał przejść przez przejście dla pieszych, zasygnalizował to białą laską i mimo to kierowca przyspieszył i przejechał mu po białej lasce, niszcząc jej końcówkę, która wyposażona była w urządzenie Night Walker – sygnalizator, który włączał się po zmroku i migał na czerwono, żeby był bardziej widoczny. Piotr z chęcią wykorzystuje wszelkie dostępne dla niewidomych technologie, ułatwiające poruszanie się w codzienności, jednak są rzeczy, które wymagają wsparcia ze strony włodarzy miasta i kraju.

Bardzo lubi Pruszków za bycie niewielkim, lecz tętniącym życiem miastem; szczególnie dzielnicę, w której mieszka oraz Park Potulickich. Często jednak spotyka się tu z absurdami, takimi jak płacenie 50 groszy za wezwanie do zapłaty za brak biletu w WKD, który kosztuje 20 groszy. Raz został także wyproszony z psem ze sklepu, gdy oburzona ekspedientka upomniała go, że przecież na drzwiach wisi informacja, że nie wolno wchodzić z psami.

Pomoc osobie niewidomej nie polega na łapaniu jej za ramię i usilnym prowadzeniu. Wystarczy na przejściu dla pieszych powiedzieć krótko “zielone” lub wyraźnym komunikatem ostrzec przed przeszkodą na drodze. Aby lepiej zrozumieć świat niewidomych, Piotr poleca film “Zapach kobiety” z Alem Pacino. I zaprasza wszystkich na swoje koncerty.

 

[Zdjęcie: portret bohatera tekstu Piotra Goniewicza w kolorze, z nieco zacienionym tłem, z tyłu widnieje ściana pruszkowskiego domu kultury. Pośrodku kadru stoi Piotr w tradycyjnej łemkowskiej białej koszuli z czerwonymi haftami przy szyi i w czerwonych spodniach. W rękach trzyma gitarę basową bezprogową: w lewej dłoni trzyma gryf, prawą dłoń opiera o pudło rezonansowe. Przed nim siedzi biszkoptowy labrador Ailla z otwartym pyskiem, w szelkach przewodnika. Z lewej strony kadru znajduje się czarny futerał na gitarę.]