Paulina Skrobisz

Od dawien dawna w moim życiu oddycha Pruszków. To bez wątpienia moje miejsce na ziemi.
Nazywam się Paulina Skrobisz i swój pierwszy krzyk wydałam w 1995 roku na „prehistorycznej” porodówce Szpitala na Wrzesinie. Moja rodzina, mimo iż nie pochodzi z Pruszkowa, korzenie zapuściła właśnie w tym mieście już w czasach II wojny światowej. I nie zapowiada się na zmiany.
To tutaj dorastałam, poznawałam rówieśników, uczęszczałam do placówek oświaty. Tu poznałam też mojego męża, a córka przyszła na świat na „współczesnym” Wrzesinie. Rzec można, iż historia zatacza krąg — mam ogromną nadzieję, że nowe pokolenie również pokocha to miasto.

Swoje pierwsze lata życia spędziłam na Osiedlu Staszica, mieszkając na 11. piętrze jednego z tamtejszych wieżowców, a z okna mogłam podziwiać cały Pruszków — miasto, które w ciągu 26 lat mojego życia, zmieniało się i w pewnym sensie ewaluowało. Pamiętam obrazy sprzed lat i mimo szeregu widocznych zmian zachodzących w krajobrazie, Pruszków jest oazą i miejscem szczególnym również dla mnie. Z rodzicami — oczywiście urodzonymi w słynnym szpitalu na Wrzesinie — często zmieniliśmy miejsce zamieszkania. W okresie przedszkolnym mieszkaliśmy przy ul. Ewy. Tam więc nauczyłam się jeździć na rowerze i chodziłam po drzewach na nieistniejącym już placu zabaw tuż za pawilonami. Dzisiaj przechodząc tymi ścieżkami, często wspominam ławkę przed blokiem, śmiejące się dzieci, drewnianą piaskownicę, czy lody Algidy i trąbiącą starą kolejkę WKD.

Dzieciństwo minęło mi jednak nie tylko pod znakiem zabaw, ale także szlifowania wielkiej pasji, jaką jest taniec. Tańczyłam, odkąd pamiętam. Już w Przedszkolu nr 12 wymykałam się na zajęcia taneczne, ale tak, aby nikt nie wiedział. Potem w Szkole Podstawowej nr 6 otoczona wspaniałą kadrą nauczycielską mogłam dalej się realizować. Co więcej, wraz z koleżanką stworzyłyśmy choreografię do utworu Cobrastyle, którą finalnie zaprezentowałyśmy na szkolnej dyskotece. Przygodę z układaniem choreografii kontynuowałyśmy na zajęciach WF-u, pod czujnym okiem Wychowawczyni.

Okres Gimnazjum nr 3 nie był już tak beztroski, jak wcześniejsza edukacja. Ten czas wspominam jako trudny, gwałtowny i przede wszystkim ciężki do odnalezienia samej siebie. Potrzeba przynależenia do grupy bywa bowiem uciążliwa, szczególnie dla nastolatki w momencie szalejących hormonów dojrzewania. Całe szczęście spotkałam na swojej drodze cudowną kobietę, która była wówczas Wychowawczynią mojej klasy – Panią Magdalenę. Zawsze motywowała mnie do tańca i to dzięki niej w tym trudnym dla mnie czasie, uwierzyłam we własne możliwości. Zajęcia organizowane po lekcjach na sali gimnastycznej były idealnym sposobem na odreagowanie po ciężkich dniach w szkole. Realizując swoją pasję, nie miałam więc czasu na robienie głupot. Tym bardziej że w tamtym czasie zgłosiłam się także do grupy Cheerleaderek, która została stworzona w Gimnazjum nr 1 przez trenera Znicz Basket. Formację prowadziła z kolei była tancerka Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Przez dwa lata reprezentowałam wraz z grupą AsArt Baby nasz pruszkowski klub Znicz Basket oraz Lider Pruszków. I to był dla mnie bardzo ważny okres w życiu. Cieszyła mnie bowiem nie tylko możliwość samorealizacji, ale już wtedy poczułam swego rodzaju więź z mieszkańcami miasta.

W szkole średniej, a dokładniej w Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Pawlikowskiej w Warszawie kontynuowałam swoją przygodę z tańcem i kiedy tylko nadarzyła się ku temu okazja, zarażałam innych tańcem, organizując zajęcia pozalekcyjne. W tym miejscu powinnam nadmienić, że w liceum, do którego uczęszczałam, broniłam swojego miasta, nieraz będąc wyśmiewaną, że jestem z Pruszkowa. Przy każdej takiej konfrontacji zapraszałam do odwiedzin i poznania, a dopiero w następnej kolejności oceniania. Tak mi już chyba zostało do dzisiaj.

Z powodu braku czasu oraz przejścia na pełen etat bycia mamą, zrezygnowałam z tańca, lecz mam nadzieję, że jeszcze kiedyś znajdę chwilę, aby znów poczuć pruszkowski parkiet. Z zawodu jestem pracownikiem socjalnym. Będąc w ciąży, ukończyłam Akademię Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, a aktualnie pracuję w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Pruszkowie. Zanim jednak znalazłam się tu, gdzie jestem teraz, podejmowałam się różnych prac, aż pewnego dnia do mojej ówczesnej pracy, zawitali pracownicy socjalni, jak się okazało kojarzący mnie z czasów, gdy w tutejszym ośrodku odbywałam praktyki studenckie (nie wyobrażałam sobie wtedy innego miejsca). W niespełna 2 tygodnie podjęłam, mimo wszystko, ciężką pracę, jaką jest bycie pracownikiem socjalnym. Wraz ze współpracownikami napisałam projekt socjalny skierowany do samotnych mam i ich dzieci, którego głównym celem jest wzmocnienie więzi między matką a dzieckiem. Czuję się dumna i potrzebna, niosąc pomoc oraz wsparcie pruszkowianom, seniorom, osobom bezrobotnym czy osobom niepełnosprawnym. Spełniam swój obowiązek, ale przede wszystkim działam na rzecz ludzi, których widuje na ulicach, których pamiętam z dzieciństwa i którzy tak, jak ja od lat żyją i tworzą Pruszków.

To dla mnie wyjątkowe miasto i zajmuje w moim sercu szczególne miejsce. Swojego męża poznałam właśnie w Pruszkowie, a jego rodzina także stąd pochodzi. Nie ma więc tu dla nas obcych miejsc. Swoją przyszłość planujemy właśnie tu. Jesteśmy rodziną Saabiarzy. Tworzymy społeczność, która zrzesza ludzi lubujących się w marce samochodowej — Saab. Dla ciekawostki nasza córeczka na drugie imię ma Saabina, i mimo zdziwienia urzędniczki w naszym pięknym Urzędzie Stanu Cywilnego, mąż nie dał za wygraną. Uczęszczamy na zloty, jeździmy na rajdy, na naszym autowym koncie posiadamy 7 saabów. Szacunek do posiadaczy, okazujemy machnięciem ręką zawsze wtedy, gdy ujrzymy kierowcę Saaba jadącego znad przeciwka. Pruszkowskie ulice coraz częściej doświadczają właśnie tych aut, co bardzo mnie cieszy.

Teraz ze swojego okna widzę Park Potulickich, zmiany pór roku, gwar aut, przejeżdżające karetki ratujące ludzkie życia, śmiechy dzieci uczących się jeździć na rowerze. I w takim Pruszkowie chcę być, chcę żyć, chcę nieść pomoc i pokazać swojemu dziecku miejsca, w których sama uczyłam się życia.