Michał Basiukiewicz

Michał Basiukiewicz lub po prostu Basiuk. Pruszkowiak z rodowodu, po dziś dzień tę ostoję zamieszkujący, choć dla tych bardziej czepialskich można powiedzieć, że jednak mieszkaniec Tworek.

Tak jak wcześniej moja siostra się wypowiadała, muzykę możemy mieć w genach, bo już nasi pradziadkowie ją czuli i oczarowywali swoją grą i śpiewem Potulickich. Więc i ta muzyka cały czas gdzieś w życiu się przewija. Od wczesnych lat niemowlęcych miałem na nią dużą wrażliwość. Z opowieści ojca wynikało, jak przy dźwiękach czerwonych gitar trząsł się cały kojec z radochy bigbitowych rytmów. Później również ten sam rodziciel zaszczepił ze mnie miłość do pieśni morza, szant i wszelkiej maści szuwarowo-bagiennych zaśpiewek. Zainspirowany tym, zacząłem się przyuczać gry na gitarze, by potem już pod okiem nauczyciela, który miał do mnie sporą dawkę cierpliwości, zostać absolwentem Szkoły muzycznej I st. Im. Witolda Lutosławskiego. Przez ten czas doszła świadomość tego, że wrażliwość bierze się po części ze słuchu absolutnego, który bywa pomocny, lecz czasem bywa utrapieniem, wychwytując każdy niestrój w muzyce. Tak to już pozostało: gram w naszym rodzinnym zespole „Ponton Band”, na gitarze, naprzemiennie z basem i ukulele. Czasem w zaciszu domowym daję upust artyzmowi tworząc utwory z gatunku niezidentyfikowanej jak dla mnie elektroniki.

Kolejną pasją, która zaczyna się powoli rozkręcać, jest żeglarstwo, bo w końcu trzeba poznać to, o czym się śpiewa. Pływając wraz z s/y Empatia czuję się, jakbym był to mój drugi dom i staram się szukać wolnego czasu, by choć na chwilę czuć pod nogami pokład, wiatr i fale, które jachtem kolebią.

Od paru lat jestem związany z Fundacją niewidomych żeglarzy „Ślepa kura”, współpracuje przy muzycznych projektach oraz przy organizacji festiwalu „Bieszczady pod żaglem”, odbywającym się w Polańczyku.

Na co dzień pracuję jako kierowca. Zajmuję się transportem osób niepełnosprawnych do szkół specjalnych. Z mojej perspektywy nie jest to zwykła praca. Trzeba włożyć w nią odrobinę ciepła da tych, którym nie jest dane żyć w pełni sprawnie. Zawsze te osoby odwdzięczają się za to uśmiechem, to bardzo uszczęśliwia dając kapkę pozytywnej energii na kolejne dni.

Cieszę się, że przyszło mi się tutaj urodzić. Spokojne miasto, wiele ciekawych miejsc, w których można się odłączyć od miejskiego zgiełku. Widzę, że w końcu miasto zaczęło odżywać. Czasem tylko przeraża mnie fakt, że z podwarszawskiej ostoi może nagle stać się nagle miastem, w którym zacznie komunikacyjnie być niewystarczalnym dla ludzi przyjezdnych i straci swój urok. Ubolewam również i mam wrażenie, że dla włodarzy miasta dzielnica Tworki jest jak zaciemniony punkt na mapie i jest trochę pomijana w budżetach.

Miło mi, że mogłem tutaj zagościć i bardzo fascynujące jest, że nie-pruszkowiak zaczyna ukazywać tak wiele ciekawych ludzi w mieście występujących. Pragnę podziękować autorom projektu i dać wielki ukłon w ich stronę, za wielkie zaangażowanie i pracę w to włożoną. Życzę, by rozrosło się to do wielkiego projektu, bo okazuje się, że nagle można odkryć swoje miasto zupełnie na nowo, z innej perspektywy.