Mateusz Miłek

„Kolarstwo to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportu. Nawet najgorszy kolarz jest wciąż wybitnym sportowcem”. [Marco Pantani]

Takie słowa usłyszałem w wieku 12 lat od mojego znajomego, który już zaczął treningi w miejscowym klubie „Zorza Dobrzany”. Dobrzany, z których pochodzę, to małe miasteczko nieopodal Szczecina. Ten cytat wybitnego kolarza zainspirował mnie do zapisania się właśnie do tego klubu, w którym obecnie był trenerem Pan Jan Kusztykiewicz. W porównaniu do innych kolegów swój pierwszy wyścig zaliczyłem nie na szosie, a na torze kolarskim w Szczecinie. Szczęście mi wtedy dopisało. Udało mi się wygrać jedną z moich ulubionych form wyścigowych, a dokładnie Keirin. Emocje były ogromne a zastrzyk motywacji do dalszych treningów jeszcze większy.

Po kategorii „młodzik” przyszedł czas na „juniora młodszego”. ŚP. Trener Bogdas Godras, ówczesny trener BO-GO Szczecin, zadzwonił do mnie i powiedział, że jeżeli chciałbym mieć większe możliwości rozwoju, to muszę wyprowadzić się do Szczecina, tam zacząć naukę oraz treningi. Po roku ścigania było już pewne, że najlepsze dla mnie będzie przejście do klubu Piast Szczecin, w którym trenował Damian Zieliński — trzykrotny olimpijczyk specjalizujący się w kategorii Sprint, w której ja z kolei czułem się najlepiej. Mój obecny trener Zygfryd Jarema zrobił mi parę testów i powiedział słowa, których nie zapomnę chyba do końca życia: „Mateusz, jesteś urodzonym sprinterem”. Zaproponował, żebym przeniósł się do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Żyrardowie, gdzie będę mógł dalej szlifować swój talent. Już po pierwszym roku udało mi się zdobyć srebrny medal Mistrzostw Europy, a miesiąc później brąz Mistrzostw Świata. Kolejny rok był równie owocny w sportowe sukcesy. Zdobyłem dwa srebrne medale Mistrzostw Europy. To dało mi przepustkę do Kadry Narodowej, a co za tym idzie przyszła pora na ponowną przeprowadzkę, tym razem do Pruszkowa.

Mieszkam tu już 4 lata, a mimo to nie mogę powiedzieć za wiele o tym mieście. Życie tutaj toczy się o wiele szybciej niż w moich rodzinnych stronach, jednak i tu zdołałem znaleźć swoją ostoję – Park Potulickich. To zdecydowanie moje ulubione miejsce na mapie Pruszkowa. Swego rodzaju oaza, gdzie mogę odpocząć i oderwać się od codziennej rutyny, a przy okazji poobcować trochę z naturą na dodatek w centrum miasta.

Co robię w wolnym czasie? Nie jest tego za wiele. Moje hobby to muzyka, a dokładniej jestem DJ’em oraz amatorskim producentem muzycznym. Miałem okazję zagrać w paru klubach. Regularnie natomiast pojawiam się na transmisjach na żywo, gdzie często gramy charytatywnie.

To tyle o mnie. Nie jest łatwo pisać o sobie, kiedy w zasadzie 80% mojego czasu wypełnia kolarstwo, a 20% zostaje na odpoczynek i czasami na hobby. Sport to wymagająca dyscyplina, każdy, kto trenuje zawodowo, zgodzi się ze mną całkowicie.

ZDJĘCIE ZROBIONE W RAMACH WYSTAWY w CH NOWA STACJA