Mateusz Limiera

Mateusz Limiera

„Mateusz Limiera, dzień dobry, kłaniam się” – tym zdaniem codziennie od prawie pięciu lat witam się z mieszkańcami Pruszkowa i całego zachodniego Mazowsza.

Mam 29 lat, urodziłem się w Łodzi, a od 8 lat mieszkam w Warszawie. Prywatnie, od półtora roku jestem mężem swojej żony Magdy i tatą siedmiomiesięcznej córeczki, Niny. Zawodowo — dziennikarzem, choć droga ku temu bywała kręta. Przez dwa lata, zupełnym przypadkiem i nie do końca świadomie, studiowałem informatykę w Łodzi, ale to nie było to, co chciałem robić w życiu. Wyjechałem więc do Warszawy, by studiować dziennikarstwo, które podobnie jak praca w radio, było moim marzeniem.

W listopadzie 2015 roku rozpocząłem pracę w POPradiu i właśnie wtedy zaczęła się moja przygoda z Pruszkowem. Przez 4,5 roku towarzyszyłem mieszkańcom w pracy, w domu i w drodze, prowadząc popołudniowe pasmo. Z początkiem kwietnia przeszedłem do radiowego newsroomu, gdzie jako główny wydawca informacji, staram się na bieżąco i rzetelnie informować o tym, co się dzieje w mieście i regionie. Spotkać mnie można również na wielu imprezach plenerowych, z których razem z koleżankami i kolegami z redakcji, prowadzimy relacje na żywo. Jestem też częstym gościem na pruszkowskim stadionie i w hali „Znicz”. Dla LiderTV – klubowej telewizji Panattoni Europe Lider Pruszków skomentowałem wszystkie domowe spotkania sezonu 2018/2019.

I to właśnie sport zaraz obok historii jest moją największą pasją, a te staram się realizować w każdej wolnej chwili. Zawodowym piłkarzem nie zostałem, ponieważ jako trampkarz, nabawiłem się kontuzji, ale amatorsko staram się czasem „poruszać”. Jeśli natomiast mowa o historii, to szczególnie interesuję się Wojskiem Polskim okresu II RP. Od 12 lat jestem członkiem Stowarzyszenia Historycznego Strzelcy kaniowscy. Zbieram pamiątki, umundurowanie, wyposażenie żołnierza Polskiego, który 80 lat temu stanął w obronie ojczyzny. Zdobyta przez lata wiedza, zaowocowała wieloma autorskimi publikacjami w prasie historycznej. Współpracowałem również przy redakcji książki, którą moje stowarzyszenie wydało w ubiegłym roku.

Nie jestem rodowitym „pruszkowiakiem”, nie mieszkam też w Pruszkowie, ale przez zawodowe obowiązki, spędzam w mieście dużo czasu, podróżując przy tym po różnych jego zakątkach. Poznałem także wielu mieszkańców, fantastycznych ludzi. Jak każde miasto Pruszków nie jest idealny, ale wbrew przekonaniu mieszkańcy są mocno związani ze swoim miastem. W mojej opinii istnieje swojego rodzaju duma z miejscowości. Pruszkowianie nie określają się mianem „mieszkańców Warszawy” a Pruszkowa, co uważam za duży kapitał i za to „kłaniam się nisko w pas”, dziękując jednocześnie za propozycje wzięcia udziału w projekcie „Pruszkowiak”.
Do usłyszenia!