Marta Wnuk

Pruszkowianką jestem od 10 lat, a dokładnie odkąd przeprowadziłam się tutaj z mojego rodzinnego miasta, Łodzi. Jeszcze w czasie studiów poznałam mojego pierwszego męża, który osiedlił się w Pruszkowie na długo przed tym, nim się poznaliśmy. Moje pierwsze miejsce zamieszkania znajdowało się w dzielnicy Bąki.

Początki przygody z Pruszkowem były bardzo trudne, chociażby z tego powodu, że z dużego miasta przeniosłam się do dzielnicy, w której były tylko bloki i pola. Dla kogoś przyzwyczajonego do tętniącego życiem centrum większej metropolii była to momentami droga przez mękę. Skrycie marzyłam więc o zamieszkaniu w centrum Pruszkowa, gdzie wszystko mogłabym mieć w zasadzie na wyciągnięcie ręki: parki, centrum kultury i miejsca spotkań. Długo nie musiałam czekać. Bardzo szybko udało mi się kupić mieszkanie w idealnej wręcz lokalizacji, a niedługo potem na świecie pojawiły się moje dzieci – Adam i Jagoda. Tak naprawdę to właśnie dzięki nim poczułam się w tym mieście, jak w domu. Nic nie daje bowiem tak szerokich możliwości poznawania nowych ludzi, jak właśnie dzieci, wspólne wychodzenie na place zabaw czy odprowadzanie do przedszkola.

Kiedy moja młodsza latorośl skończyła rok, dostałam pracę jako nauczyciel biologii w Gimnazjum numer 3. Ten okres chyba już zawsze wspominać będę z pewnym sentymentem, bo to była dla mnie pierwsza stała praca, na dodatek blisko domu i z towarzystwem zarówno przesympatycznych koleżanek, jak i niezapomnianych uczniów. Kiedy wychodziłam na spacer, co chwilę ktoś mówił mi „dzień dobry”, a ja po raz drugi poczułam się w Pruszkowie jak u siebie.

W Gimnazjum nr 3 pracowałam tylko rok, po czym przyjęłam posadę w Liceum im. Adama Mickiewicza w Piastowie i tam spędziłam kolejne lata. Podczas gdy zawodowo układało mi się całkiem nieźle, moje życie prywatne legło w gruzach. Po głowie chodziły mi różne myśli, w tym również pomysł powrotu do mojego rodzinnego miasta, czyli do Łodzi, gdzie mogłabym liczyć na pomoc moich rodziców. Nie zrobiłam tego jednak. Wiedziałam bowiem, że to miasto było domem nie tylko dla mnie, ale stało się nim również dla moich dzieci. Zostałam, bo tu było nasze miejsce i życie potoczyło się dalej.

Moje znajomości się rozwinęły, a dzieci mają tutaj wszystko, czego tak naprawdę potrzebują. Świetną szkołę, wiele możliwości na zajęcia pozalekcyjne, parki i place zabaw. Z kolei to, czego przez długi czas brakowało mi w Pruszkowie, a co teraz mam właściwie na wyciągnięcie ręki, to przede wszystkim restauracje, kawiarnie, po prostu miejsca spotkań. Pruszków w pewien sposób pomógł mi rozwinąć skrzydła, nie tylko jako kobiecie, czy nauczycielce, ale przede wszystkim jako spełnionej bizneswoman.

Od ponad roku jestem właścicielką centrum edukacyjnego, które zrzesza nie tylko naszych lokalnych uczniów, ale dzięki zajęciom online, łączymy się także z uczniami z całej Polski, a nawet świata, bo mamy też uczniów z Francji, Anglii czy Izraela. Sama idea centrum powstała właśnie tutaj w Pruszkowie. Dziś, dzięki nowoczesnym technologiom nasi lokalni uczniowie spotykają się na zajęciach językowych, warsztatach i kursach przedmiotowych ze znajomymi, z którymi nie mieliby możliwości uczyć się wspólnie w innych okolicznościach.

Sami widzicie, że całe moje życie kręci się w Pruszkowie, nie mogłabym więc stąd wyjechać.

Pamiętam pierwszy dzień, kiedy pociągiem przyjechałam do Pruszkowa, do mojego nowego mieszkania i zamiast kierować się w stronę centrum miasta, trafiłam na osiedle Staszica. Rozpłakałam się wtedy, nie wiedząc, gdzie jestem i jak mam teraz dotrzeć do miejsca docelowego. Dziś, żadna uliczka nie jest mi obca, uwielbiamy rodzinne spacery, wyjścia na rower, na pizzę, czasem zdarza nam się nawet biegać :). Z nostalgią wspominam codzienne wyjścia z wózkiem do Parku Potulickich, kiedy dzieci były malutkie. Całkiem niedawno czytałam książkę „Stulecie winnych” i jakże wielki uśmiech pojawiał się na mojej twarzy, kiedy w myślach rozpoznawałam miejsca w Pruszkowie opisywane przez autorkę.

Pisałam o tym na początku, ale powtórzę raz jeszcze. W Pruszkowie najbardziej podoba mi się to, że wszystko jest w zasięgu spaceru, wszystkie urzędy, sklepy, szkoły, przedszkola, restauracje, domy kultury, kino. Przy tym, miasto nadal jest kameralne i zawsze spotka się kogoś znajomego :). Wielu mieszkańców, to podobnie jak ja osoby przyjezdne, szukające kontaktu z innymi, radosne i uśmiechnięte. Miasto żyje i się rozwija. Do Pruszkowa „sprowadziłam” również mojego partnera. Choć za pierwszym razem, kiedy tutaj przyjechał, nie mógł się nadziwić i pytał: „Kto stoi w tych porannych korkach w kierunku Warszawy?”. Bardzo szybko sam zaczął w nich stać i chyba wcale tego nie żałuje :).