Marta Lesiewicz

Cześć, nazywam się Marta Lesiewicz, mam 27 lat i pochodzę ze Skierniewic. To właśnie w tamtejszym Domu Kultury, mając zaledwie 7 lat, stawiałam swoje pierwsze taneczne kroki. Takim sposobem sala taneczna stała się moim drugim domem, nie skłamię również, jak napiszę, że taniec jest całym moim życiem.

Dlatego postawiłam na dalszy rozwój w tym kierunku i ukończyłam szkołę taneczną w Mazowieckim Instytucie Kultury. Ten moment otworzył mi oczy i serce na tę dziedzinę wyrażania emocji. Myślałam, że to już niemożliwe, a okazało się, że pokochałam taniec jeszcze bardziej. Nie raz było mi ciężko, nie raz miałam gorsze dni, obolałe ciało, pozdzierane stopy. Bywały momenty, kiedy chciałam wszystko rzucić i znaleźć sobie inne zajęcie. Miłość do tańca zawsze okazywała się jednak silniejsza. Jestem zawzięta, łatwo się nie poddaję. Następnego dnia po kryzysie zawsze wracałam na salę, trenując intensywniej niż poprzednio. Tym bardziej że za moimi plecami zawsze była i jest moja mama, która potrafi dopingować mnie jak nikt inny i nigdy nie pozwalała mi się poddać.

Miałam to szczęście, że już od najmłodszych lat mogłam rozwijać się pod okiem najlepszych instruktorów i choreografów, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Dzięki temu w 2008 roku wraz z grupą taneczną zdobyłam Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu w Wenecji „Orfeusz we Włoszech”. Trzy razy brałam udział w Letnim Festiwalu Tańca w Wiśle organizowanym przez Piotra Galińskiego. Rozwijałam swoje umiejętności na międzynarodowych warsztatach np. u Luciano Di Natal, Jean Claude Marginale oraz Grzegorza Pańtaka.

Jako tancerka brałam udział w spektaklach: „3 x Ja” 2003 rok, „Obrazy Życia” w 2007 roku, „Spectrum” 2011, „Imię Róży” 2012. W 2013 roku wystąpiłam jako solistka w premierowym spektaklu przygotowanym przez Grzegorza Pańtaka pod tytułem: „Buty”.


Taneczna droga, którą kroczę od lat, finalnie poprowadziła mnie do Pruszkowa. To piękne miasto, pełne życzliwych ludzi otworzyło dla mnie swoje ramiona. Dwa lata temu, właśnie w Pruszkowie, ziściło się jedno z moich największych marzeń — otworzyłam własną szkołę tańca. Teraz to ja jako wykwalifikowany trener i choreograf czuwam nad tanecznym rozwojem dzieci z tego miasta. Mam to ogromne szczęście, że moja praca jest moją największą pasją. Uwielbiam obserwować, jak moje taneczne dzieci pięknie dojrzewają, cieszy mnie każdy ich sukces, począwszy od zrobienia pełnego szpagatu, a skończywszy na zdobyciu tytułu mistrzowskiego. To, co kocham najbardziej w mojej pracy to roześmiane buzie, które biegną, żeby się do mnie przytulić, kiedy wchodzę do szatni. Uwielbiam każdą laurkę, każde „kocham Cię ciociu” – to mój zastrzyk energii do realizowania kolejnych celów, których moja artystyczna głowa jest pełna.

Tworząc choreografie, inspiruję się wszystkim tym, co mnie otacza: śpiewem ptaków, szumem wiatru, zachowaniem ludzi, kolorem. Zdarza się, że jakiś drobny gest jest w stanie rozbudzić we mnie zapał twórczy i wtedy przelewam go na ruch taneczny. W choreografiach ważny jest dla mnie każdy szczegół, niczego nie zostawiam przypadkowi, każdy najmniejszy ruch, gest, mimika twarzy, postawa, strój, makijaż, fryzura mają swoje miejsce. Niestety albo stety jestem estetką, kocham wszystko, co piękne, i to nie tylko w tańcu, ale też w codziennym życiu. Wielką frajdę sprawia mi projektowanie kostiumów tanecznych, lubię dbać o detale.

Moje studio to miejsce, które łączy wszystkich kochających taniec. Tancerze, trenerzy, rodzice to siła sama w sobie. Jesteśmy dla siebie taneczną rodziną, pełną pasji, wzajemnego zrozumienia. Uwielbiam otaczać się takimi ludźmi. Kocham moich podopiecznych, którzy są wyjątkowi, bo każdy jest inny, a przez to cudownie niepowtarzalny.

Poza pracą uwielbiam spędzać czas z moim narzeczonym, który jest dla mnie ogromnym wsparciem, imponuje mi, jak bardzo jest zaradny, jak sam pięknie realizuje się w swojej pracy i pasji. Lubię także spędzać czas z moimi przyjaciółmi. Kocham podróże, uwielbiam wyszukiwać klimatyczne miejsca, obserwować otaczający świat popijając pyszną kawę w towarzystwie serdecznych dusz. Ostatnimi czasy bardzo lubię bawić się w modelkę i pozować przed obiektywem.

Jedynym słowem, Pruszków otworzył się na mnie. To tu spełniają się moje marzenia, to z tym miastem wiążę moją przyszłość — zawodową i prywatną. Tu powoli zapuszczam korzenie, dziś wiem, że tu chcę mieszkać i założyć rodzinę.