Marek Długołęcki

Marcin Długołęcki

Marek Długołęcki
Odkąd pamiętam, mój świat kręci się wokół rowerów.
Jestem żywym dowodem na to, że wokół pasji można zbudować swoje życie i być szczęśliwym.

Moją drugą wielką pasją są psie zaprzęgi, które szybko zdominowały moją codzienność. Zaangażowałem się w sport zaprzęgowy bez reszty, co poza ogromną satysfakcją przyniosło doskonałe rezultaty w postaci tytułów Mistrza Europy i Wicemistrza Świata.

Rowery i kolarstwo będące motywacją do działania skutecznie pokierowały także moim życiem zawodowym. Efektem są sklepy rowerowe Komobike. Jak wielu mówi, jestem szczęściarzem, bo udało mi się połączyć pracę z pasją.

Zaczynając od początku, wychowałem się w Brwinowie, jednak od 25 lat mieszkam na osiedlu Ostoja, na granicy Pruszkowa z Komorowem. I to właśnie pomiędzy Pruszkowem a Komorowem toczyła się moja codzienność. To na tym osiedlu swego czasu mieszkali szefowie mafii pruszkowskiej. Nie raz widziałem na mojej ulicy nieoznakowane wozy policyjne z zamaskowanymi komandosami z długą bronią, gotowymi do akcji.

Szkołę podstawową ukończyłem w Komorowie, następnie edukację kontynuowałem między innymi w L.O. imienia Tadeusza Kościuszki, czyli pruszkowskim „Kościuchu”.

Przez cały ten czas nieustannie towarzyszyło mi też kolarstwo. Już jako dziecko absolutnie każdą wolną chwilę wykorzystywałem na jazdę na rowerze. Pod koniec szkoły podstawowej startowałem już w zawodach kolarskich, w barwach Grodziskiego Klubu Kolarskiego „Opty.
Na początku startowałem na szosie, potem przyszła kolej na kolarstwo przełajowe, torowe i MTB, czyli kolarstwo górskie, w którym ostatecznie zacząłem się specjalizować.

Zawsze pasjonowało mnie profesjonalne podejście do sportu, więc wybór uczelni był dla mnie oczywisty. Tytuł magistra uzyskałem na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie.

Zawsze wyznaczałem sobie ambitne cele. Na trzecim roku studiów w 2005 roku, otworzyłem sklep rowerowy Komobike (nazwa nie jest przypadkowa, „komo” pochodzi od Komorowa). Mimo, iż niewielu wierzyło w powodzenie tego przedsięwzięcia, sklep stale się rozwijał. W 2016 roku firma rozbudowała się, z kolei w 2018 roku pod szyldem „Komobike” powstał w Warszawie drugi punkt z rowerami.

Jeszcze za czasów studenckich poznałem na uczelni Bartka Gadziomskiego, który zaraził mnie pasją do psich zaprzęgów i zainteresował dyscypliną, która już wtedy zdawała się być wręcz stworzona dla mnie. Mowa o bikejoringu — najszybszej dyscyplinie psich zaprzęgów, w której kolarz startuje z psem. Początkowo startowałem z pożyczonymi psami. Mój debiutancki start był… ciekawy. Pies rasy syberian husky o imieniu Diabeł, zaraz po starcie, chciał wracać do swojej właścicielki, a po tym, jak już udało mi się go namówić, by w końcu ruszył na trasę, mieliśmy kilka przystanków na siku. Nie było łatwo i naprawdę dużym sukcesem było samo dotarcie do mety. Myślę, że Diabełek albo chciał mnie zniechęcić do kolejnych startów, albo zachęcić do zakupu własnego psa. I przyznam, że szybko zdecydowałem się na własnego czworonoga, który właściwie od dziecka był moim marzeniem. Bartek wyszukał wtedy dla mnie na Słowacji greystera – Zoję. Greystery to specjalne mieszanki do psich zaprzęgów, w żyłach których płynie krew wyżła i charta, ale często też alaskan husky.

Od tego momentu moje życie bardzo się zmieniło a bikejoring stał się moją główną pasją.
Dzięki kolarstwu dużo podróżowałem po Polsce, natomiast dzięki psim zaprzęgom zacząłem poznawać świat. Z moimi psami byliśmy między innymi w Anglii, Szkocji, Belgii, Szwajcarii, Francji, Niemczech, Italii, Czechach, na Słowacji, Węgrzech, Litwie, Łotwie oraz Rosji i Kanadzie.
Bikejoring ma w sobie coś niesamowitego, razem z psem wzajemnie się nakręcamy i powstaje synergia. Kolarz z psem jest szybszy aż o 25-30%. Wspaniała jest też motywacja psów do biegania i treningów. Gdy tylko wezmę rower lub uprząż, moje psy szaleją z radości, bo wiedzą, że będą biegać. Często to właśnie one stają się dla mnie impulsem do działania, zwłaszcza wtedy, gdy jest paskudna pogoda lub nie mam już na nic sił. Ich zacięcie i motywacja dodają mi energii. Do tej pory razem zdobyliśmy 10 medali Mistrzostw Świata i Europy, a najważniejsze z nich to: Wicemistrzostwo Świata zdobyte w Kanadzie w 2009 roku oraz Mistrzostwo Europy wywalczone w 2012 roku w Wielkiej Brytanii. Na szczęście udało się pogodzić pracę z pasją, gdyż główny sezon startów w bikejoringu przypada na jesień, czyli spokojniejszy okres w sklepie rowerowym

Moje podejście do pracy i sportu, zostało docenione, gdy zaproponowano mi stanowisko mechanika Reprezentacji Polski Kolarstwa Górskiego. Byłem odpowiedzialny za sprzęt, między innymi Mai Włoszczowskiej, gdy jeździła w tęczowej koszulce Mistrzyni Świata.
Jestem dumny z tego, że jako mechanik kadry nigdy nie zawiodłem. Zawodnicy na rowerach, którymi się opiekowałem, dojeżdżali do mety bez defektu z winy sprzętu i co najważniejsze zdobywali medale Mistrzostw Świata, Europy i Polski.

Kontynuując edukację, po studiach, zdobyłem uprawnienia trenera drugiej klasy w kolarstwie oraz lekkiej atletyce.

Poza tym, że sam mam wielką pasję do rowerów i kolarstwa, udaje mi się skupiać wokół siebie ludzi o podobnych zainteresowaniach. Dzięki temu przy sklepie powstał Klub Kolarski Komobike. „Komobajki” w charakterystycznych fluo-strojach mają dużo poważnych sukcesów na koncie. Mowa tu głównie o miejscach na podium w klasyfikacji generalnej drużyn najważniejszych polskich maratonów MTB, takich jak Mazovia MTB Maraton, Polandbike, Bike Adventure, MTB Trophy, Vienna Life Lang Team Maraton oraz wiele indywidualnych sukcesów z medalami Mistrzostw Polski włącznie.

Kolejnym marzeniem, które udało mi się zrealizować, jest szkółka kolarska, w której trenują najmłodsi adepci kolarstwa w wieku szkoły podstawowej.

Życie przekonało mnie, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli ma się bardzo silną motywację napędzaną pasją.