Marcin Oskiera

Nazywam się Marcin Oskiera. Mam 29 lat, psa Budynia i totalną zajawkę na bmxa.

Wprawdzie, jak większość pruszkowian, urodziłem się w tutejszym szpitalu, jednak moim rodzinnym miastem jest Brwinów, w którym zresztą mieszkam do dzisiaj. Tam skończyłem Szkołę Podstawową nr 1, a następnie kontynuowałem naukę w liceum Mickiewicza w Piastowie. Później naturalną koleją rzeczy przyszła pora na studia. Ukończyłem fizjoterapię na Podkowiańskiej Wyższej Szkole Medycznej oraz na Wyższej Szkole Rehabilitacji w Warszawie. Aktualnie pracuję jako fizjoterapeuta i trener przygotowania motorycznego w Base Training Center, a mój zawód jest super dodatkiem w formie wiedzy do uprawianego przeze mnie sportu.

Od lat najmłodszych ciągnęło mnie do aktywności fizycznej, a jak się później okazało również do adrenaliny. Najpierw wyborem oczywistym była piłka nożna w lokalnym klubie BKS Naprzód, potem padło na coś indywidualnego — rower, ale nie taki zwyczajny. Tak się złożyło, że dwóch moich znajomych kupiło sobie BMX-y, ja w tym czasie świrowałem na górskiej damce mamy. Zaczęła się jazda wyczynowa, prędkość, pierwsze skoki i w końcu udało się namówić rodziców na kupno mojego pierwszego BMX-a. Już wtedy pobliski Milanówek pełen był osób, które jeździły na naprawdę wysokim poziomie, na dodatek rozgrywane były Mistrzostwa Polski MTBMX DIRT JUMP, więc mogłem po raz pierwszy zobaczyć na żywo najlepszych zawodników z naszego kraju. Nie muszę chyba pisać, że połknąłem sportowego bakcyla? Na BMX-ie jeżdżę do dzisiaj.

Dlaczego? Być może niektórzy zarzucą mi uzależnienie od adrenaliny. Nie będę się spierał. Po części pewnie tak jest, ale ten sport to coś więcej, niż tylko ryzyko i fun. Przede wszystkim wsiadając na BMX-a zapominam o otaczającym mnie świecie. Mogę odciąć się od problemów dnia codziennego i pozwolić, by pochłonęła mnie pasja. Tu prawie wszystko jest zależne ode mnie. Nie ma reguł, czysty freestyle. Robisz, co chcesz, jak chcesz i tylko to, co sprawia ci przyjemność. Poza tym to doskonały sposób na walkę z samym sobą i własnymi ograniczeniami. Zupełnie naturalnie przychodzi stawianie przed sobą kolejnych wyzwań, podnoszenie poprzeczki centymetr wyżej, niż poprzednie i zacieranie granic, które w zasadzie są tylko w głowie człowieka. Nie zamieniłbym tego za nic w świecie.

W ciągu tylu lat jazdy udało mi się zdobyć m.in. 5x tytuł Mistrza Polski w różnych kategoriach, startować w imprezach rangi Mistrzostw Świata, czy Pucharu Świata. Od ubiegłego roku, gdy BMX-park stał się dyscypliną olimpijską, należę do Kadry Narodowej naszego kraju. Trenuję głównie w Milanówku oraz Warszawie.

W najbliższej przyszłości chciałbym na pewno rozwijać się dalej zarówno na płaszczyźnie zawodowej, jak i sportowej, otworzyć swoją działalność i cieszyć się pracą wykonywaną z pasji, nie z przymusu. No, i może znaleźć trochę więcej czasu na spotkanie z przyjaciółmi, partyjkę w bilarda czy dobry serial.