Marcin Jankiewicz

Pruszków. Moje miasto, z którym jestem silnie związany.

W tych pierwszych słowach chciałbym się przedstawić.
Nazywam się Jankiewicz Marcin i urodziłem się 12 maja 1980 roku w Warszawie. W stolicy spędziłem jednak tylko pierwszy rok życia, potem wraz z rodzicami wróciliśmy do Pruszkowa. I to właśnie w Pruszkowie upływały mi kolejne dni, tygodnie i lata. Nim się obejrzałem, rozpocząłem naukę w Szkole Podstawowej nr 8. Uczęszczałem do niej jednak tylko przez cztery lata, a podstawową edukację zakończyłem w SP nr 11. Było to miejsce, gdzie poznałem nowych kolegów i uczyłem się rysowania „szlaczków”… O rany, jak ja tego nie lubiłem! Na szczęście miałem wspaniałą wychowawczynię, która wiele mnie nauczyła i którą zachowałem w pamięci do dzisiaj. I zapewne jej wspomnienie zostanie ze mną na dłużej.

Po szkole, kiedy odrobiłem lekcje, wybiegałem na podwórko i tak naprawdę to tam dopiero zaczynała się prawdziwa zabawa. Nie była to doba komputerów ani też telefonów komórkowych. Dzieci wymyślały sobie przeróżne zabawy i nie narzekały na nudę. Posiadanie technologicznych zabawek, które w obecnych czasach są na wyciągnięcie ręki czy chociażby spędzenie czasu nad grą komputerową, to była nie lada gratka. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy mama wypożyczyła dla mnie retro komputer Atari. Gra nazywała się bodajże Boulder Dash.
Oczywiście, była to karta przetargowa Mamy. Zawsze mówiła: „Chcesz pograć, odrób lekcje”. Nie miałem wyjścia, no, a potem… Szał! Nie tylko mnie pochłaniała gra, ale nierzadko także moich rodziców. Ten etap w życiu wspominam z łezką w oku i przyznam, że chętnie bym do niego wrócił.

Z podobnym sentymentem wspominam sam Pruszków z czasów, kiedy byłem jeszcze podlotkiem. Piekarnię blisko szkoły, w której kupowaliśmy z kolegami pyszne ciepłe bułki, żeby zajadać się nimi na przerwie. Nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie wspomniał o sławetnym Czołgu IS-2, który istniał w Pruszkowie od 22 lipca 1969 roku, na skrzyżowaniu ulic Niepodległości i Wojska Polskiego. Postanowiony na pamiątkę „wyzwolenia Pruszkowa 17 stycznia 1945 roku”. Jak dla wielu młodych pruszkowian, tak i dla mnie przez lata było to miejsce umawiania się z kumplami czy spotkań z płcią pękną. Ja się do niego przyzwyczaiłem i wspominam go bardzo często. Tak często, jak boisko przy ulicy Powstańców, w okolicach bloków nr 5, 7, 9, którego już niestety nie ma, bo stoją tam kolejne bloki. To tam grało się w piłkę, żartowało i patrzyło na nasz kochany Pruszków. I tak upływało dzieciństwo, a nawet wczesna młodość. A co w międzyczasie?

Po szkole podstawowej postanowiłem zdawać egzamin do Technikum Łączności w Warszawie na Saskiej Kępie. Z perspektywy czasu dochodzę jednak do wniosku, że to była nieprzemyślana decyzja. Bardzo szybko podjąłem kolejną o zmianie szkoły i przeniesieniu do Liceum Ogólnokształcącego.

Już wtedy miałem marzenie zdawać na studia do AWF. Kochałem sport, a od dzieciństwa uwielbiałem piłkę nożną. Życie pisze jednak własne scenariusze, a marzenia czasem trzeba odłożyć między bajki.
Po zdaniu matury nastąpiły czasy, w których bardzo ciężko było znaleźć sobie pracę. Chwytałem się więc przeróżnych zajęć – pracowałem na magazynie, w cateringu, a nawet w firmie sprzątającej. Ponieważ moja mama pracowała w Hotelu Marriott, zgodnie doszliśmy do wniosku — w porozumieniu z menadżerem mamy — że spróbujemy własnych sił w biznesie. Założyliśmy firmę o nazwie „Pielęgnacja roślin doniczkowych w hydroponice”. To moje zauroczenie i jakby nie patrzeć przygoda, trwała tylko sześć lat.

Z powodu choroby Mamy i strasznej diagnozy musieliśmy zamknąć firmę. Przez zupełny przypadek dowiedziałem się, że jest wolny etat listonosza na poczcie. Pomyślałem, że w tej sytuacji każda praca jest dobra. I tak od 2008 roku przez kolejnych 9 lat „śmigałem” ulicami Warszawy, roznosząc pocztę, a popołudniami spotykałem się z przyjaciółmi. Na jednym z takich spotkań dostałem propozycję pracy w Holandii. Jak to mówią: do odważnych świat należy! Wyruszyłem.

Podróż przebiegła bez przygód, a pracę dostałem na magazynie. Tęsknota za krajem i rodziną była jednak zbyt silna i zwyczajnie mnie pokonała. W 2017 roku wróciłem na „stare śmieci”, nie tylko do rodzinnego miasta, ale też do pracy listonosza, tym razem jednak w Pruszkowie w placówce przy ul. Chopina. I pracuję tam do dzisiaj. Moim rejonem są ulice: Stalowa, Ołówkowa, Sienkiewicza, Brwinowska, Pułaskiego, Staszica, Mechaników, Powstańców (tylko dwa numery) i nasza kochana Galeria NOWA STACJA.

Lubię swoją pracę, kontakt z ludźmi. To mi daje powera.

A kiedy nie tuptam z listami? No cóż… W wolnym czasie biorę kartkę i piszę wiersze. Udało mi się nawet wydawać dwa tomiki, głównie dla znajomych.

Chciałbym w tym miejscu podziękować za zaproszenie do projektu — Agnieszce, Magdzie i Maćkowi.

A na koniec, aby przybliżyć Wam nieco moją osobę, coś zacytuję…

”Chodź zabieram cię ze sobą wezmę również wiersze.
Odpal piwko, albo fajka, mordko to po pierwsze.
Wiersze pisze ręka, w głowie rymów mam dostatek.
Tak przy każdym tomiku zapraszam na mój statek,
przenieś się do mojej głowy, poznaj moje myśli,
dowiesz się, ilu było ze mną… tylko dla korzyści.
Ale to już było i powtarzać się już nie chcę,
Życie zaskakuje, daje nam nowe lekcje.
Jego pilny uczeń, znowu ci opowiem,
że wcale kolorowo nie mam tu, na co dzień.
Nie wiem, czego jestem godzien, często wiarę tracę,
Najpierw rzuca cię dziewczyna, a później tracisz pracę.
Byłoby już po mnie, gdyby nie złote rymy,
W biedzie i dostatku, nie to, co te dziewczyny.
Wypiął się przyjaciel – nie mam już litości.
Odpaliłem z towarzystwa takie znajomości
Dalej ciągnę temat..
Choć już wiersze wyszły z mody.
Stary się nie czuję, chociaż też nie jestem młody.
Podam rękę ci do zgody, jeśli czuję swoją winę,
Raczej czujesz twardy uścisk a nie wazelinę.
Na przyjaźnie i miłości serce bardzo małe,
Dużo się nie zmieści, za to oddam wtedy całe.
Wypuść bucha, popij piwkiem, płyniesz ze mną bracie,
Mój szacunek, że to czytasz tyle w tym temacie!
Witam na pokładzie, tu nie będziesz zdziwiony.
Jeśli znowu cię zabiorę w pruszkowskie rejony.
Wciąż nie czuję swego wieku, sercem wiecznie młody,
Ciągle chętny na wyzwania i gotowy na przygody.
Kiedy jak nie dziś?
Czas na wielkie zmiany.
Setki zauroczeń, kilka razy zakochany.
Przestałem już narzekać, i nie mowie o problemach,
Sensu nie ma by przewijać ten sam temat.
Ludzi się nie zmienia, życie robi to przez lata.
Jeśli jesteś tego świadom, uczy każda przyszła data.
Nic nie warta kartka, która spada z kalendarza,
Ta, która zostaje, owe możliwości stwarza.
To niewielkie gesty a nie wielkie słowa.
Budują przyjaźń, dzięki czemu jest stalowa.
Tu nie żwir ci drażni nos, ale stopa dudni w uchu,
Gdy za oknem wschodzi słońce…
Mógłbym zostać TAK W BEZRUCHU.
Oczy zmrużyć, czarnej kawy biorąc łyka,
Trwać bez ruchu i nie słyszeć, że zegar ciągle tyka.
Przemierzamy życie często w drugiej klasie,
Chcemy najeść się tak szczęściem, żeby było go w zapasie.
Chociaż bilety w jedną stronę decydują o kierunku,
Robi wiele ważnych rzeczy pamiętając o szacunku.
Spróbuj moich wierszy, nie poprawiaj ”byków”,
Mój szacunek do Ciebie jest pełen zachwytu.
Poznaj moją duszę i serca kawałek,
Wtedy zobaczysz, ze jest bez przechwałek.”

[tekst pochodzi z utworu: OSTRY / Bezimienni: Rejs (feat. Kasia Moś) – pisownia oryginalna bohatera projektu]