Małgosia i Krzysiek Bystrzyccy

Znamy się od 30 lat, jesteśmy razem 26 lat, jako małżeństwo 21, po drodze pojawiły się dzieci – trójka. Wszystko to w Pruszkowie.

Poznaliśmy się w „Kościuchu”, chodziliśmy do jednej klasy. Dopiero pod koniec coś zaiskrzyło, ale tylko z jednej strony – tej męskiej.
Jak ją poderwać, koleżankę? Jak zmienić stopę koleżeńską na zakochane serce? Pomogło zdecydowanie i wytrwałość. To była największa góra, jaką zdobyłem, to trwało rok i trwa nadal.
Prymuska z mrukiem z ostatniej ławki? A jednak – chodził za mną dyskretnie, ale wytrwale i rozkochał na całe życie. A oświadczył na szczycie góry – na Lackowej.

Życie w małżeństwie płynie, raz pod górkę raz z górki, a my widzimy, jak dotychczas jedzące sobie z „dziubków” pary wokół nas, zaczynają skakać sobie do oczu. Nam też nie było łatwo. Ona znów się czepia; że za mało mówię, że nie widać we mnie emocji, że czepliwy ze mnie pedant… On ma pretensję o bałagan, że pani kierowniczka ze mnie i sama wszystko, że nie liczę się z jego zdaniem… Mimo tego wiedzieliśmy, że my to na zawsze. Jesteśmy z pokolenia, które nie szuka nowego modelu, ale próbuje naprawiać stary. Słuchaliśmy siebie nawzajem, słuchaliśmy innych. Radia też słuchaliśmy — trójki. Szukaliśmy sposobów.

I tak pojawiły się w naszym kalendarzu kursy przedmałżeńskie. Trafiliśmy na super program dla narzeczonych prowadzony warsztatowo przez małżeństwa. Sami organizujemy takie kursy już od 6 lat przy parafii św. Kazimierza. Uczestniczyło już w nich ponad 100 par, mamy już „wnuki kursowe”. Bo przecież prewencja jest tańsza niż interwencja. Spotykamy tam znajomych pruszkowiaków i nie tylko — w Pruszkowie mieszkają młodzi z całej Polski, często pracujący przy tym w Warszawie.

Jak już powiedziało się „A”, trzeba powiedzieć „B”. Bo od przygotowania do ślubu to sprawa się dopiero zaczyna, a potem bywa różnie. Jak pomóc świetnym parom być razem szczęśliwymi przez długie lata? I żeby chcieli skorzystać z tych podpowiedzi? My wpadliśmy na pomysł „Randek Małżeńskich”. Wiemy z własnego życia, jak trudno mając pracę, dzieci, pasje, a często i niechęć do wspólnych spotkań, przemóc się i nie tylko po prostu wyjść na randkę, ale też coś atrakcyjnego zorganizować.
My bierzemy to na siebie: organizujemy piękne miejsce w restauracji lub kawiarni, rozkosze podniebienia i podpowiadamy pomysły na bycie razem: wykład, warsztaty, rozmowy we dwoje.

Niektórzy pytają nas: po co wam to wszystko? Mało macie pracy, dzieci, obowiązków domowych, przyjaciół? Nie mało, dużo tego mamy — jak wszyscy. I możemy odpowiedzieć, że zależy nam na dobrych relacjach, trwałych związkach, szczęśliwych małżonkach. Tak naprawdę jednak robimy to… dla siebie . Bo nic nie poprawia związku i myślenia o sobie jak czas we dwoje i nasłuchanie się pozytywów o sobie od ukochanej osoby. A przy okazji jak nasi sąsiedzi, przyjaciele, rodzina skorzystają — SUPER.

Nasze małżeństwo to burzliwa historia, którą konsekwentnie prowadzimy do happy endu. Jesteśmy parą o różnych temperamentach, pasjach. A łączy nas poczucie humoru, zaufanie Bogu, zamiłowanie do rozmawiania ze sobą, nieustające wzajemne inspirowanie się. Czasem mamy dość tych debat i wtedy jedno idzie w góry, a drugie na tańce. O tym natomiast już w kolejnej odsłonie…
„Bo w życiu nie chodzi o to, aby przetrwać burzę, ale o to, aby tańczyć w deszczu.” ~ R.P. Evans