Małgosia Bystrzycka

PRUSZKÓW
Tu się urodziłam, to miejsce mnie ukształtowało, a teraz ja jestem jego częścią. Ani piękne, ani brzydkie, moje, nasze.

Z dzieciństwa pamiętam widok z okna na park „Sokoła”, spacery obok pomnika pieska, a latem dźwięki ze szkoły muzycznej w pałacyku. Część z nich wydobywałam ja. Dzięki mojej mamie, która z własnych nauczycielskich oszczędności kupiła mi wiolonczelę. I tak na początku katowałam sąsiadów dźwiękami Tekli, a z czasem „raczyłam” koncertami wiolonczelowymi. Wszystko to pod okiem świetnego profesora Kazimierza Piwowarskiego, za którym poszłam do szkoły muzycznej aż do Żyrardowa. Niestety rozczarowałam go, gdy jako nastolatka wybrałam spływ kajakowy z kolegami zamiast udziału w międzynarodowym konkursie wiolonczelowym. I zakończyłam przygodę z wiolonczelą, ale nie z muzyką… o czym przekonacie się za chwilę.

Pruszków to dla mnie również wspólnota oazowa. Ja należałam do tej ze św. Józefa, a wielu moich przyjaciół było w św. Kazimierzu i na Żbikowie. Tam moja wiara z pobożnej prymuski przeobraziła się w świadomą relację z Osobą, nauczyłam się głęboko rozmawiać z ludźmi i Bogiem. Doskonale pamiętam też wspólne szaleństwa taneczne na sali na Żbikowie i potem nocne odprowadzania się przez cały Pruszków. Nikt nie słyszał wtedy o uberach czy wożeniu przez rodziców.

LICEUM „KOŚCIUCH”
Wejście w dorosłość, pierwsze rozterki miłosne, przyjaźnie na całe życie. Dużo osób radziło liceum warszawskie – ja wiedziałam, że moje miejsce jest tu: dostałam nie tylko świetne wykształcenie, ale przyjaźnie na całe życie. Do dziś pamiętam nasz strajk: przyszliśmy do szkoły z plecakami, karimatami, śpiworami i rozbijaliśmy się na korytarzach, protestując przeciwko zwiększeniu liczby godzin lekcyjnych. W „Kościuchu” poznałam, jak się później okazało, męża. Po liceum nadszedł czas na studia ekonomiczne, pracę w korporacji i ślub.

PRACA
Przez ponad 15 lat było to zarządzanie projektami i zespołami w globalnej korporacji. Świetnie się w tym czułam, realizowałam, rozwijałam, poznałam niezwykłych ludzi. Potem przyszedł czas na dzieci (trójkę) i czas domowy. Od 6 lat jestem w domu z dziećmi. Bywa cudownie i bywa frustrująco, ale wiem, gdzie jestem potrzebna.

Od kilku lat wspieram też przyjaciółki w start up’ach kosmetycznych. Twórcze i charyzmatyczne kobiety stworzyły naturalne kosmetyki – w Pruszkowie!!! Podczas jakiegoś grilla widząc zbliżającą się katastrofę planistyczną tak wspaniałego pomysłu, zaproponowałam swoją pomoc: że wpadnę i poukładam dokumenty, zamówię, co trzeba i zorganizuję magazyn. I tak z połączenia pasji, wiedzy, kreatywności Moniki i Ani oraz mojej organizacji powstawało w Pruszkowie UZDROVISCO, czyli naturalne kosmetyki. A dla mnie to oznacza, że mogę odnaleźć się w dużej firmie, jak i w młodym start up’ie.

MOJA PASJA
… to taniec. Od małego skakałam w „Pruszkowiakach”, zjeździłam z nimi Polskę i świat, brałam udział w obozach oraz festiwalach. Wtedy to był inny świat, z atrakcji dostępnych dla dzieciaków po szkole byli harcerze, trzepak i „Pruszkowiacy”. Pół Pruszkowa – jak nie cały (no może oprócz mojego męża) przez niego „przetańczyło się”.
Najpierw mama odprowadzała mnie do siedziby w pałacyku, potem wędrowałam na Obrońców Pokoju do „Ołówków” – teraz mieści się tam restauracja, aż w końcu wylądowałam na Drzymały, dziś w tym miejscu znajduje się budynek starostwa. Potem przerwa na „dorosłość”, a teraz w dojrzałości powrót do zespołu, gdzie ze starymi znajomymi tańczymy, śpiewamy, uczymy młodszych, tak aby z czasem, gdy nam już sił zabraknie, zostawić zespół w dobrych, młodych… nogach.
Jeżeli miałabym wybrać jedną sferę, w której najpełniej wyrażam i przeżywam siebie, to będzie to taniec. Choć to nie jest mój zawód, a przez większość tygodnia robię, co innego, to jednak w tańcu czuję, że jestem.

I jeszcze KOBIETY.
Chyba od zawsze dobrze czułam się w skórze dziewczyny, kobiety. Jednak około czterdziestki spodobałam się sobie na 100%, zaakceptowałam siebie i korzystam z kobiecości. Bardzo lubię spędzać czas z kobietami, inspirować się, motywować. Stąd od czasu do czasu organizuję czy angażuję się w wydarzenia kobiece: warsztaty, konferencje, spotkania babskie.

Bo w każdej z nas jest więcej, niż myślisz…