Małgorzata Różańska

Urodziłam się w Pruszkowie, w Szpitalu na Wrzesinie. Od lat 6 jestem mamą, od 11 przedsiębiorczynią, od 2 wykładowcą akademickim. 3 lata temu napisałam książkę o „Super Żywności, czyli superfoods po polsku”, w której zachęcam do jedzenia naszych polskich, rodzimych produktów. W Pruszkowie mieszkam i pracuję. Tu wzięłam ślub, tu mieszkamy z mężem (wcześniej warszawiakiem) i tu wychowujemy dzieci, które uczęszczają do pruszkowskich przedszkola i żłobka. W Pruszkowie czuję się jak u siebie. Tu mam przyjaciół i rodzinę. Tu mieszkają moi kochani rodzice. Tu mieszkają z rodzinami moja siostra i brat. Tu umawiam się z przyjaciółkami na spacer lub kawę w lokalnych kawiarniach. Tu wiem gdzie naprawić torebkę czy buty, gdzie oprawić obraz albo zamówić lustro. Tu robię zakupy, tu odpoczywam. Tu chodzę na spacery. Uwielbiam pruszkowskie parki. Mieszkam blisko parku Żwirowisko, więc bywam w nim najczęściej. Jednak moje ulubione to Park Potulickich i Park Mazowsze, gdzie można mnie spotkać siedzącą na ławce ze szkicownikiem i ołówkiem w ręku.

Jestem kobietą, która ma to szczęście, że może spełniać się w swojej pracy. Moja praca to moja pasja. 11 lat temu założyłam własną firmę — poradnię dietetyczną, którą prowadzę w Pruszkowie, a moimi pacjentami są głównie pruszkowianki i pruszkowiacy. Czy marzyłam, żeby pracować jako dietetyk? Niezupełnie. Wyszło tak, trochę przypadkiem, ale o tym za chwilę.

Wychowałam się w okolicy domków jednorodzinnych niedaleko osiedla Staszica. Wtedy w pobliżu Urzędu Skarbowego, zamiast wysokich wieżowców, które są teraz, były polanki gdzie rosły drzewa morw. Do dzisiaj pamiętam, jak latem ze starszym o 6 lat bratem wchodziliśmy na drzewa i zrywaliśmy intensywnie barwiące dłonie i usta morwy. Wtedy Pruszków był miastem znacznie spokojniejszym, ulice nie były tak ruchliwe. My, dzieciaki, poruszaliśmy się po mieście rowerami.

Podstawówkę ukończyłam w SP nr 8, zwanej przez wszystkich po prostu „Ósemką”. Biologia i nauki pokrewne interesowały mnie od najwcześniejszych lat. Pamiętam, że już w najmłodszych klasach, jak tylko nauczyłam się płynnie czytać, podbierałam książki z biologii mojej o 8 lat starszej siostrze. Lubiłam też sport – uczęszczałam na zajęcia sportowe tzw. SKS-y, startowałam w zawodach biegowych jako reprezentantka szkoły i miasta. Przy okazji serdeczne pozdrowienia dla Pani Magdaleny Kulmaczewskiej, która była moją trenerką oraz wychowawczynią w podstawówce w klasach 4-8. Lata podstawówki to też pierwsze przyjaźnie i momenty, które do dzisiaj wspominam z sentymentem, szczególnie klasę ósmą i czas spędzony z paczką znajomych na polach parzniewskich, gdzie teraz jest Osiedle Miasto Ogród.

Pruszków to dla mnie także matura i 4 lata nauki spędzone w LO im. Tomasza Zana. Uczyłam się w klasie „c” o profilu bio- chem. Nadal interesowałam się biologią – moje zainteresowanie wzbudzało chyba wszystko związane z tym przedmiotem. Oczywiście maturę zdawałam z biologii.

Jako nastolatka planowałam zostać lekarzem. Nie dostałam się jednak na Akademię Medyczną w Warszawie (obecny Warszawski Uniwersytet Medyczny). Papiery złożyłam więc do warszawskiej SGGW na kierunek Żywienie Człowieka. Zamierzałam ponownie spróbować dostać się na Wydział Lekarski za jakiś czas, ale po roku studiów doszłam do wniosku, że nie chcę niczego zmieniać, bo właśnie odnalazłam swoją zawodową drogę. Co ciekawe, wtedy zawód żywieniowca czy dietetyka, był bardzo mało popularny. Myślę nawet, że większość znajomych i rodziny zastanawiała się czy znajdę pracę w zawodzie i gdzie. Bywało wtedy, że tłumaczyłam czym zajmuje się żywieniowiec oraz sama pod wrażeniem przekonywałam jak ogromny wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie ma to co jemy. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dietetyka stała się popularna. Niestety, zawód dietetyka w Polsce wciąż nie jest uregulowany prawnie, więc każdy może udzielać porad dietetycznych osobom chorym, u których żywienie ma ogromne, niekiedy wręcz kluczowe znaczenie w powodzeniu leczenia.

Już podczas studiów magisterskich zaczęłam pracę w zawodzie, najpierw jako praktykant, a potem jako dietetyk w jednej ze znanych, warszawskich poradni. Po obronie tytułu magistra zdecydowałam się otworzyć własną działalność, którą prowadzę do dziś w Pruszkowie. Za co tak lubię swoją pracę? Za możliwość pracy z ludźmi. Za możliwość pomocy w nierzadko trudnym procesie, jakim jest zmiana diety. Za to, że mogę uczyć, iż zdrowe odżywianie wcale nie jest takie trudne, jak się wydaje. Wspólnie z pacjentem obdzieramy mit diety: restrykcyjnej, niesmacznej i takiej, której towarzyszy głód.

Jestem mamą. 6 lat temu przyszła na świat moja pierwsza córka, 2 lata temu druga. Są one moim całym światem. Pokazuję im Pruszków i miejsca, z którymi związane jest moje dzieciństwo. Jako że są jeszcze małe, spędzamy czas głównie w parkach i na placach zabaw. I cieszy nas fakt, że powstają nowe, bezpieczne miejsca, gdzie dzieci mogą ciekawie spędzić czas. Przychodząc na plac zabaw do Parku Sokoła, mijamy „Pałacyk” i pokazuję córkom, gdzie za czasów liceum były tzw. dechy, na które chodziliśmy całą paczką, aby posiedzieć, porozmawiać i się pośmiać. Tam też często odbywały się koncerty. Córki miały i mają wpływ na mój rozwój zawodowy. Ich alergie pokarmowe postawiły mnie w roli nie tylko mamy–dietetyczki, ale przede wszystkim mamy–pacjentki, które nieraz zwracają się do mnie o profesjonalną pomoc.

Odkąd na świecie pojawiły się córki, zmieniłam sposób patrzenia na dietę. Wiem, że czasem ciężko jest pogodzić w życiu rolę matki, żony i kobiety aktywnej zawodowo. Jestem przedsiębiorczynią, a od 2 lat pracuję również na etacie na uczelni (gdzie wykładam na wydziale dietetyki) i zdaję sobie sprawę, że mając małe dzieci, czasu na przygotowywanie zdrowych i zbilansowanych posiłków pozostaje naprawdę niewiele. Moje życie codzienne skłoniło mnie więc do szukania rozwiązań na to, jak jeść zdrowo, ale nie poświęcać temu większości dnia. Pomysłami na to, w jaki sposób połączyć zdrowy styl życia z codziennymi obowiązkami dzielę się z moimi pacjentkami, które niejednokrotnie są w podobnej sytuacji. Z niektórymi kobietami mam ciągły kontakt, mimo że już dawno ukończyłyśmy współpracę dietetyczną. Dzwonimy do siebie przed świętami i składamy życzenia.

Poza pracą lubię wyżyć się artystycznie. Często odpoczywam, siedząc na ławce w Parku Potulickich i szkicując drzewa albo spędzając z córkami czas na tworzeniu – tak powstała w ostatnim czasie kolorowa biżuteria z modeliny, miseczka z gliny dla babci, kolorowe gliniane ptaszki do powieszenia na ścianie albo rysunki, które wiszą na ścianach.

W Pruszkowie lubię to, że mieszkają tu ludzie z pasją, ciekawi, oddani temu, co robią. Podoba mi się to, że moje miasto się rozwija; że przestaje być tylko tzw. sypialnią Warszawy. Podoba mi się to, że potrafi się zjednoczyć w dobrej sprawie i przejść ulicami miasta co pokazaliśmy na marszach Strajku Kobiet. W Pruszkowie szczególnie podoba mi się to, że (zwłaszcza w ostatnim czasie) powstaje coraz więcej dobrych restauracji. Już nie trzeba jechać do Warszawy, bo w Pruszkowie naprawdę można dobrze zjeść! Co mi się nie podoba? To, że Pruszków ma coraz mniej terenów zielonych, że celem budowy nowych blokowisk niszczy się zieleń. Według mnie Włodarze Pruszkowa powinni robić wszystko by utrzymać naturalne środowisko i dbać o pruszkowskie parki – przecież to nasze wizytówki.