Magdalena Jaskulska

Magdalena Jaskulska, 35 lat.
W Pruszkowie mieszkam od 7 lat i tyle samo prowadzę restaurację Smart Sushi. Kocham swoją pracę z wzajemnością.

Pomysł na sushi zrodził się 10 lat temu. Po liceum poszłam do pierwszej pracy i była to japońska restauracja, wtedy pierwsza w Warszawie mieszcząca się na ul. Foksal 16 – nazywała się TSUBAME co oznacza “jaskółka” po japońsku.

Tam poznałam tajemniczy kraj kwitnącej wiśni, nieznane dotąd smaki takie ja np. surowy tuńczyk, marynowany imbir, sos słodki Teriyaki i lody z zielonej herbaty.

To był rok 2002. Później moja praca zawodowa była związana już tylko z restauracjami sushi. I pomału powstawało marzenie… ogromne marzenie podróży do kraju Gejsz i Samurajów. W 2010 realizuję je i jestem tam aż przez 20 dni. Zwiedzam i widzę wszystko to, co chciałam. I widziałam tylko w książkach, na filmach lub usłyszałam od moich szefów – rodowitych Japończyków.W międzyczasie powstawał biznesplan własnej restauracji sushi. Dużo pracy, ogromna ilość wiedzy, całkowite poświęcenie.

SMART dosłownie oznacza sprytny i to właśnie ja – ale w marketingu to zasada osiągnięcia celu. Koncepcja S.M.A.R.T. pomaga w prawidłowym wyznaczaniu celów, co z kolei zwiększa szansę na ich osiągnięcie. Wyznaczanie celów w ten sposób wymaga dogłębnego przeanalizowania tego, co chcemy osiągnąć, a tym samym osiągnięcie tak wyznaczonego celu zapewni nam większą satysfakcję, gdyż będzie to dokładnie to, czego naprawdę zamierzaliśmy dokonać. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam.

Restauracja to było marzenie, to był mój cel, a teraz jest to moje życie. Dużo w nim chaosu, ciągły pośpiech, porządna dawka stresu, pot i łzy ale też szaleństwo, uśmiech, przyjaźni do grobowej deski, dużo szczęścia, radości, satysfakcji i spełnienia.

Jestem realistką. Nie umiem nie robić nic, a już na pewno leżeć spokojnie. Jestem zorganizowana. Rozpiera mnie energia, robię wiele rzeczy na raz.

Te 7 lat życia w Pruszkowie to moje najpiękniejsze i zarazem najtrudniejsze lata życia. Ale póki co nigdzie się stąd nie wybieram, lubię tu być. Podoba mi się to miejsce, chyba tu pasuje.
Jeśli chodzi o ulubione miejsca w Pruszkowie… to na pewno cmentarz. Może i dziwnie wymienić to miejsce jako ulubione, ale jest tam spokój, można w ciszy posiedzieć i „pogadać” z tymi co byli, a już odeszli, no i oczywiście pogawędka z moją kochaną Panią Bożenką od zniczy – uwielbiam kobietę! A drugie miejsce to Park Potulik, można i pobiegać, i poćwiczyć, i poczytać książkę na ławce, i z psami pochodzić, i na rowerze pojeździć, i na rolkach, ikajaki i ryby – no, wszystko można, tak właśnie powinno być w parkach.

A czas wolny? A co to jest, przepraszam? A, wiem to wtedy, jak się je i śpi…

Podobno charakter człowieka zmienia się co 7 lat. Zobaczymy, co przyniesie tym razem, już nie mogę się doczekać!