Magdalena Długosz

Nazywam się Magdalena Długosz. Jestem instruktorem kulturystyki i fitness oraz trenerem personalnym. Piszę o tym na samym początku, gdyż jest to kluczowe dla mojej „pruszkowatości”.

Zacznijmy jednak od początku. Urodziłam się i wychowałam na warszawskiej Woli. Tam chodziłam do szkoły podstawowej i liceum. Tam też — w klubie WRKS OLIMPIA — od 10. roku życia trenowałam piłkę ręczną. Sport jest bardzo ważnym elementem mojego życia, chociaż nigdy nie wiązałam swojej przyszłości z zawodowym graniem. Mimo wszystko okres siedmiu lat treningów, meczów, turniejów i obozów uważam za jedną z najwspanialszych przygód. Nie zawsze było lekko: codziennie 2 godziny w-fu, a potem jeszcze trening wieczorem, w weekendy treningi lub turnieje, z kolei zimą oraz latem sezonowe obozy. I gdzieś w międzyczasie szkoła. Niemniej jednak w tamtym czasie poznałam mnóstwo fajnych ludzi, zjeździłam całą Polskę i ku uciesze rodziców, miałam mniej czasu na „głupoty”. Sport uczy bowiem dyscypliny i wytrwałości, na dodatek jest znakomitym wentylem bezpieczeństwa.

Na pierwsze zajęcia fitness (jeszcze wtedy AEROBIK) poszłam, mając 19 lat i… to było to!!! Wbiłam się do pierwszego rzędu i przez całe zajęcia machałam łapami, naśladując sygnalizację instruktorki, bo myślałam, że tak trzeba. Niedługo potem zrobiłam kurs i zaczęłam szukać pracy jako instruktor, dzwoniąc do wszystkich możliwych „klubów” – to było 20 lat temu, niewielu widziało komputer, Facebook nie miał wtedy nawet kształtu pomysłu. Dostałam szansę w klubie w Piastowie i dalej potoczyło się już lawinowo. Wkrótce ktoś podał mój numer telefonu do nieistniejącego już dawno klubu OLIMP w Pruszkowie przy Działkowej. Otrzymałam propozycję codziennego prowadzenia zajęć „na wyłączność” i to spowodowało, że postanowiliśmy z mężem wynająć tu mieszkanie. Prowadziliśmy wtedy firmę w Warszawie, ale stwierdziliśmy, że tak będzie wygodniej i bardziej ekonomicznie, po czym zamieszkaliśmy w bloku przy Helenowskiej.

Zajęcia w OLIMPIE prowadziłam przez 1,5 roku i w tym czasie poznałam mnóstwo fajnych babek, z którymi w większości przyjaźnie się do dziś. Potem zrobiłam sobie roczną przerwę na urodzenie dziecka i wróciłam, ale tym razem już „na swoje”. Na początku 2004 roku otworzyłam klub fitnessNRGclub, w miejscu dzisiejszego ROSSMANNa przy alei Wojska Polskiego. To było szaleństwo. Syn Mikołaj miał wtedy 4 miesiące. To wszystko ponownie było możliwe dzięki życzliwości i pomocy wielu osób, pruszkowiaków. Zawsze powtarzam, że jeśli mam w życiu do czegoś szczęście, to na pewno mam szczęście do ludzi. Do NIESAMOWITYCH ludzi. Nie wiem, czy jest to kwestia tego miasta, ale ja kocham to miejsce, bo kocham właśnie ludzi tutaj!!! Mój zawód daje mi możliwość obcowania głównie z kobietami i to są jakieś PETARDY. Zresztą ta moja praca, to sama przyjemność — wychodzę codziennie na spotkanie z przyjaciółkami, na ploty, a przy okazji jeszcze się poruszamy. Żartuję często, że w końcu ktoś się zorientuje i to ja będę musiała płacić za ten przywilej.
Niestety klub po 3 latach musiałam zamknąć, ale dziewczyny nie dały mi uciec — przenosiliśmy się z miejsca na miejsce, a one razem ze mną.

W te wakacje mija 18 lat, jak tu mieszkam i nie zamierzam się nigdzie wynosić. Oczywiście są pewne niedogodności (np. komunikacja), ale mimo wszystko tutaj jest mi dobrze. Moje dzieciaki (16 i 10 lat) chodzą do tutejszych szkół i co najważniejsze nie muszą nigdzie dojeżdżać. Ja natomiast mam znajomości w każdym urzędzie. Żarty żartami, ale to, co mnie tutaj zawsze „zaskakuje”, to taka zwykła, ludzka życzliwość. Może rodowici mieszkańcy nie mają takich odczuć, bo tu się urodzili i wychowali, być może nie zawsze było kolorowo, ale ja jestem zachwycona. Za każdym razem, kiedy coś komuś potrzeba — czy jest to sprawa błaha, czy wręcz życia i śmierci — wystarczy rzucić hasło na zajęciach i dziewczyny momentalnie się organizują. Skręcałyśmy różne akcje zbiórkowe jeszcze zanim to było modne. ZAWSZE mogę liczyć na odzew i pomoc. Tak, właśnie tacy ludzie tu mieszkają. Tu, w Pruszkowie. Kocham Was i dziękuję!!!

Co więcej, Pruszków 18 lat temu nie był bardzo inny niż dzisiaj. Dla mnie był taki swojski. Może dlatego, że pochodzę z Warszawskiej Woli — podobne klimaty. Jak mówiłam, gdzie mieszkam, ludzie łapali się za głowę — jeszcze wtedy pobrzmiewały echa mafijnej famy. Ale ja nigdy nie czułam tutaj żadnego „zagrożenia” — klub w centrum zamykałam na jeden podklamkowy klucz typu YALE. O wyborze mieszkania też zadecydowała „chemia” — weszłam do sklepu spożywczego obok solarium, przy CORRADO. Na szybie wisiało ogłoszenie: „Wynajmę 3 pokoje”. Zapytałam, jak wygląda to mieszkanie, a pan Janek (jak się później okazało) odpowiedział mi:
– A jak ma wyglądać?!? Jak burdel po spaleniu!!!
Od razu wiedziałam, że się dogadamy. Jak nie kochać tego miasta? Nie da się!

Na koniec dwa słowa ode mnie, jako trenera: KAŻDY powinien ćwiczyć, bo to robi dobrze na głowę. To moje życiowe motto, które mam nadzieję stanie się i Waszym. W dzisiejszych czasach, przy szalonym tempie życia, kilkugodzinnym siedzeniu przy komputerach czy w samochodzie, każdy powinien sobie znaleźć jakąś aktywność fizyczną i robić cokolwiek. Dla ciała — dla lepszej postawy, kondycji, może figury, ale przede wszystkim dla głowy; dla tzw. WENTYLA BEZPIECZEŃSTWA. Z myślą o pruszkowskich mamach uruchomiłam w zeszłe wakacje w CKiSie zajęcia AKTYWNA CIĄŻA i AKTYWNA MAMA. To jest taki czas w życiu kobiety, że wiele z nas zostaje wtedy pozostawionych samych sobie. Sytuacja jest nowa, wszystko się zmienia, jesteśmy czasem pogubione. Te zajęcia oczywiście są również po to, żeby się przygotować fizycznie na poród i macierzyństwo. Przede wszystkim jednak po to, żebyśmy miały takie swoje miejsce, swój czas, gdzie każda z nas przeżywa podobne „apsy” end „dałnsy” i możemy się zrozumieć bez słów. A że przy okazji podniesiemy pośladki, a nasze bobasy przez godzinę się pobawią i może chociaż na chwilę dadzą nam spokój, to już inna inszość. Ćwiczcie, ćwiczcie i jeszcze raz ćwiczcie, bo to dobrze robi na głowę!!! Pamiętajcie, że bóle głowy często biorą się z niedotlenienia. Więcej ćwiczenia > mniej bólów głowy > mniej rozwodów. No i koniecznie KEGLA!!! Kegla ćwiczcie!!!

Tym optymistycznym akcentem kończę i do zobaczenia!!! Na sali albo „na mieście” 🙂