Łukasz Meyna

Sława drodzy czytelnicy!
Jestem Łukasz, lat 30, w Pruszkowie mieszkam od dobrych 29. Stawiałem tu swoje pierwsze kroki i widziałem, jak zmieniał się nasz Pruszków na przestrzeni czasu. Dzieciństwo i młodzieńcze lata spędziłem na ul. Obrońców Pokoju, gdzie uczęszczałem najpierw do Przedszkola nr 9, a następnie do Szkoły Podstawowej nr 8. Gimnazjum niestety musiałem już kontynuować w placówce przy parafii św. Józefa, choć do „Zana”, pod którego podlegało gimnazjum, miałem dosłownie skok przez siatkę. A kiedy już zgodnie z przydziałem jako trzecioklasista mógłbym, „ekhm”, pełnoprawnie przez ów płot skakać, jak na złość przeprowadziliśmy się na odległy Żbików, wręcz Piastów prawdę powiedziawszy! Zdziwieniem zatem dla nikogo nie będzie, jeśli powiem, że ze względów logistycznych po ukończeniu gimnazjum wybrałem piastowskiego „Chemika” jako liceum, w którym kontynuowałem naukę i szczerze mogę powiedzieć, że była to dobra decyzja. Do tej pory mam kontakt ze świetnymi ludźmi ze szkoły, a nawet gronem pedagogicznym. Po maturze nie podjąłem się studiów, chociaż z perspektywy czasu i mojego hobby, o którym opowiem nieco dalej, prawdopodobnie wybrałbym kierunek związany z historią lub rzemieślnictwem. A może rozpocznę je w niedługim czasie, kto wie?

Powrócę jednak do lat szczenięcych. Kiedy do kin wchodził „Władca Pierścieni” nasze okoliczne hultajstwo w wieku 9-14 lat, spędzało czas, grając — oprócz piłki nożnej oczywiście — w fabularne gry wyobraźni, takie jak „Dungeons & Dragons”. Z częścią z nas ta zabawa pozostała do dzisiaj i raczej nie mamy zamiaru z niej rezygnować, choć wiadomo wraz z wiekiem z wolnym czasem coraz trudniej, więc już bardziej skłaniamy się do gier planszowych — lepsza rozgrywka na trzy godziny niż kampania na 3 lata :D. Nawet nasze zabawy plenerowe jak np. „walki na kije” czy „budowanie bazy” powiązane były z tematyką fantastyczną oraz sławnym „Władcą Pierścieni”. I to wszystko na terenie boiska szkolnego w „Zanie” dokładnie w miejscu, w którym stoi nowy gmach placówki.

Skoro już jestem przy zmianach w infrastrukturze, muszę przyznać, że okolica przeszła korzystną wizualnie metamorfozę, jednak moim zdaniem straciła na charakterze i stała się „kolejną sypialnią Warszawy”. Być może jednak przemawia przeze mnie nostalgia i szacunek do jednych z pierwszych zabudowań w naszym mieście.
Pisząc ten tekst, pogrążam się we wspomnieniach i widzę, jak teraz mnogo pojawiają się place zabaw i rekreacji. Przy tej okazji zadaję sobie pytanie, ile każdy z nas, lat temu 15 -20, dałby, aby mieć do użytku, choć taki jeden w niedalekiej okolicy swojego zamieszkania. Pruszków zmienia się w dobrym kierunku. Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich trzech lat zaszło więcej zmian niż przez ostatnie dziesięć — autobusy, ulice, nowe budynki, wymienione wcześniej place zabaw… Dziś mieszkam nieopodal Parku Mazowsze i dziękuje za ciszę oraz spokój, ponieważ centrum płaci cenę tego rozwoju. Przejeżdżając autem w pobliżu stacji, widzę te zatłoczone przystanki i peron, ten ludzki pęd za codziennością. Sięgam wtedy pamięcią do czasu kiedy na tych przystankach nie było aż takiego tłumu, a ja będąc małym chłopcem, musiałem być trzymany przez matkę za kołnierz, ponieważ kiedy tylko czułem luzujący się uścisk, niczym rasowy chart wyścigowy biegłem przed siebie, raz omal nie wpadając właśnie pod nadjeżdżający autobus. Wtedy najwyraźniej nie miałem problemu ze wspomnianym wyżej „pędem”.

Rozpisałem się nieco, więc przejdę do clou, którym jest moja pasja. Patrząc na zdjęcie, pomyślicie „O rycerz!”, jednak muszę wyprowadzić Was z błędu. Mianowicie jestem rekonstruktorem, odtwórcą historycznym — odtwarzam woja z czasów wczesnego średniowiecza, dla uproszczenia „wikinga”. Jestem także kandydatem Mazowieckiej Drużyny Wojów Weles, nasza drużyna jest z Brwinowa i tam też prowadzimy nasze treningi, a przynajmniej prowadziliśmy, dopóki nie wprowadzono covidowych obostrzeń.

Pewnie ciekawi was jak to się stało, że jednak nerd postanowił zostać gościem, który lubi okładać się stalą i żyć jak ludzie tysiąc lat temu? Myślę, że duży wpływ miała na to wymieniona wcześniej fantastyka, która była i jest częścią mojego życia do takiego stopnia, że swego czasu zaliczyłem występ w programie śniadaniowym „Mamma Mia!” na kanale POLSAT RODZINA. Udzielałem wówczas wywiadu Panu Kamilowi Balei i opowiadałem o grach wyobraźni oraz ich walorach edukacyjnych, a także o korzyściach w zacieśnianiu rodzinnych więzi.
Nastał w końcu taki moment, kiedy zacząłem szukać analogii tj. zbroi, oręża, a nawet kultury, przeniesienia jak najwięcej tego fantastycznego świata do rzeczywistości. Najpierw rycerze, później, jako że zawsze uwielbiałem barbarzyńców z dalekiej północy, to szukałem tego wśród Skandynawów. I tak w moje ręce wpadł podręcznik do gry „Bóstwa i Półbogowie”, w którym opisane zostały różne boskie panteony tj. Olimp, Asgard, czy Starożytny Egipt jako suplement do D&D. Najchętniej czytanym przeze mnie był Asgard i choć wiem, że wartość historyczna była żadna, to w zupełności wystarczyło, aby obudzić we mnie chęć zostania takim wikingiem z prawdziwego zdarzenia! Zwlekałem długo z dołączeniem do drużyny. Już w liceum nachodziły mnie takie myśli, a prawdopodobnie czystym przypadkiem można nazwać to, że patronem naszej szkoły był Norweg Fridtjof Nansen, oceanograf i badacz polarny. W naszej szkole odbywały się „sesje norweskie”, na które przyjeżdżał sam Ambasado Norwegii, w jej trakcie odbywały się konkursy plastyczne zarówno z wiedzy na temat mitologii skandynawskiej, jak i życiorysu naszego patrona. Niestety moja wiedza była wtedy zbyt mała, abym poczuł śmiałość do wzięcia udziału w przedsięwzięciu, podobnie było z konkursem plastycznym i chociaż rysować potrafię nieco ponad przeciętnie, nie odważyłem się namalować boga piorunów Thora! A dziś przechodzi mnie śmiała myśl, że mógłbym pozamiatać konkurencję :D.

W okolicach 2012 roku niewiele brakowało, abym zgłosił się do MDW Weles. Pierwszym impulsem było zapoznanie z projektem hip-hopowym „równonoc” Donatana, w którym moja przyszła drużyna brała udział. Niedługo potem, bodajże w 2013 roku, odwiedziłem mojego znajomego z internetu na pokazach, które odbyły się w Muzeum Starożytnego Hutnictwa w Pruszkowie. Ów znajomy właśnie wraz z druhem z drużyny, podlali wtedy kiełkujące ziarenko mojego zainteresowania, za co odwdzięczyłem się, zabierając go na „Pruszkowskiego Chama”. Z kolei dwa lata później czując taką wewnętrzną potrzebę, postanowiłem z pełną świadomością zapuścić włosy i brodę, jednak nadal brakowało mi odwagi do zrobienia tego ostatecznego kroku w kierunku mojej pasji. Przełom nastąpił w maju 2017 roku, na organizowanej przez nasze AJAKŻE! Muzeum Starożytnego Hutnictwa „Nocy Wikingów”. Tam po raz pierwszy ubrałem przeszywanicę oraz pancerz lamelkowy (to taki, który mam na zdjęciu ;)), w dłonie chwyciłem toporek i tarczę, a kiedy tak pozowałem mojej dziewczynie do zdjęcia, zaczęli podchodzić ludzie i robić sobie ze mną fotki, a wśród nich np. występujący w Pruszkowiaku Pan Michał Zbigniew Landowski. Oczywiście zdjęcia trafiły na lokalny portal internetowy, co nie ukrywam, bardzo mnie ucieszyło i chyba ośmieliło w decyzji o dołączeniu do MDW Weles, bo ileż los będzie mi dawać znaki, że „chłopie, idź w to!”.

Jeszcze w 2017 roku załapałem się na pierwszy wyjazd do Bukowiny Tatrzańskiej. Co prawda było to zakończenie sezonu, ale dla mnie super przeżycie! Kolejne wyjazdy owocowały sukcesami w konkursach i dyscyplinach. Na Zamku Ogrodzieniec, jako debiutant zająłem III miejsce w zapasach, natomiast w Karpackiej Troi III miejsce w konkursie na najsprawniejszego woja! W 2019 poprawiłem swój wynik na „Najeździe Barbarzyńców”, z tego miejsca, gdzie „Netflix kręcił wiedźminową bitwę pod Sodden” i tak zostałem mistrzem zapasów na Zamku Ogrodzieniec, choć pretendentów do tytułu było dwa razy więcej niż w poprzednim! Nie trenuję żadnych sportów walki, a zdobyty tytuł zapoczątkował myśli, że „może kiedyś zacznę trenować zapasy”? Mam w sumie kilkuletni staż na siłowni i podobało mi się to zajęcie, jednak na wewnętrznego wilka usiadł niestety zewnętrzny niedźwiedź i zaniechałem treningów siłowych.

Największym jednak przeżyciem i kwintesencją tego, co facet odtwarzający woja może poczuć, był klimat bitwy na Wolinie, gdzie podczas mojego debiutu w 2018 roku walczyło prawie 800 chłopa! Adrenalina, mur tarcz, szczęk oręża, to jest magia tego wyjazdu, człowiek stoi ramię w ramię ze swoimi druhami, trzymając szyk i starając się zapędzić wroga w kozi róg! Po wszystkim ognisko i zacieśnianie więzi drużynowych, opowieści, śmiech, dobre jadło, nawiązywanie nowych przyjaźni i poszerzanie własnej wiedzy! To, co robię, otworzyło mi drogę na ciekawe projekty. Wraz z drużyną brałem udział w nagrywaniu odcinków o wikingach na tematycznym kanale prowadzonym w serwisie YouTube. Do tej pory nagraliśmy trzy odcinki, ale mamy nadzieję, że będą kolejne — zainteresowanych treścią odsyłam do komentarzy, gdzie wrzucę link do kanału.

Zbliżając się ku końcowi, pragnę podkreślić, że rekonstrukcja to świetna zabawa dla całych rodzin, od kołyski po bujany fotel. Dla dużego uproszczenia wyjazdy to wielki piknik tematyczny, w którym to Wy gracie główną atrakcję — jesteście po tej drugiej stronie, wzbudzacie zainteresowanie i podziw, a możliwość przekazania wiedzy zwiedzającym, daje duże poczucie satysfakcji. Nasza rodzina, bo tak można nazwać naszą drużynę, która jest „rodziną z wyboru”, skupia ludzi nie tylko o podobnym zainteresowaniu, ale również z podobnym sposobem patrzenia na świat. Dzielimy radości i troski, wspieramy się i choć jesteśmy trochę „porozrzucani” (Warszawa, Pruszków, Grodzisk, Żyrardów, Błonie, a nawet Skierniewice), spotykamy się w Brwinowie na treningach, ale też i na spotkaniach integracyjnych, a śmiechom, dobrej zabawie przy wieczerzy nie ma końca!

Moi drodzy, jeśli macie możliwość wziąć udział w takim festiwalu, choćby tylko jako turyści na wypadzie rodzinnym, to gorąco polecam. Ciekawe atrakcje, warsztaty, pokazy, a przede wszystkim możliwość poznania historii często związanej z własnym regionem. Jeśli jesteście ciekawi, co historycznie ma do zaoferowania nasz Pruszków, polecam odwiedzić Muzeum Starożytnego Hutnictwa w parku Potulickich, szczególnie kiedy odbywają się tam targi rzemieślnicze. Ja nie żałuję i myślę, że Wy również nie pożałujecie, kto wie może i rozpoczniecie tam swoją przygodę z historią! Sława!

ZDJĘCIE ZROBIONE W RAMACH WYSTAWY w CH NOWA STACJA