Łukasz Kok

Pozwól, że skradnę Ci kilka chwil i opowiem o tym, kim jestem oraz jaki wpływ na to miała pruszkowska koszykówka.
Nazywam się Łukasz Kok i moja historia zaczyna się w lutym ’89 w Pruszkowie. Tu się urodziłem i przez kolejnych 18 lat byłem „blokersem”. Wychowany w 2 pokojowym mieszkaniu na 2. piętrze wieżowca z wielkiej płyty, a takich pełno było na osiedlu Staszica.

Jako dziecko chciałem być kowbojem, później piratem, marynarzem, aż w końcu gwiazdą przepięknego sportu, jakim jest koszykówka. Jak zapewne się domyślasz, mieszkając w Pruszkowie trudno o realizację pierwszych trzech marzeń. Jednak co do czwartego – pomyślałem, że spróbuję.
Był rok ’99, kiedy na lekcji WF-u w szkole podstawowej nr 2 odwiedził nas Pan Tomasz Ziembiński – dwukrotny mistrz Polski z Mazowszanką, kapitan tamtej drużyny i zapraszał na treningi w MKS MOS Pruszków. Wówczas nie sądziłem, że będzie to przygoda (jak dotąd) na całe życie.

Fani koszykówki zapewne pamiętają te czasy – wielki koszykarski boom, hala w Pruszkowie wypełniona do ostatniego krzesełka, wielkie pojedynki ze Śląskiem Wrocław czy Anwilem Włocławek. To były piękne chwile.

Każdy wolny moment spędzałem z piłką. Na podwórku obok stał drewniany kosz, pomalowany białą farbą z logo MAZOWSZANKA na górze tablicy. Niejeden mecz się tam rozegrało. Kolejne lata mijały na trenowaniu koszykówki. Skończyłem SP nr 2, później Gimnazjum nr 3, rozpocząłem naukę w liceum sportowym im. Generała Andersa w Warszawie. To była lekcja pokory – pobudki o 5.30, aby o 6:02 siedzieć w autobusie do Warszawy, bo o 7:30 zaczynamy dzień od treningu, potem lekcje w szkole, a o 17.00 kolejny trening. Powrót do domu przed 21:00. O ile była wiosna, czy wczesna jesień to jakoś szło, najgorzej było zimą. Do dziś pamiętam stary PKS, w którym wszyscy się do siebie przytulali, aby trochę się ogrzać. Nigdy tego nie zapomnę. Po roku nauki wróciłem do liceum w ZSTiO w Pruszkowie, gdzie zdałem maturę i przez chwilę miałem niebywałą przyjemność być zawodnikiem drużyny Znicz Basket Pruszków. Świetna przygoda, dzięki której dziś jestem tu, gdzie jestem.

A gdzie jestem?
Nigdy nie zostałem gwiazdą sportu, ale mam nieopisaną przyjemność pracować z ludźmi, których za gwiazdy można uważać. Zarówno wschodzące, jak i świecące regularnie. Od 9 lat jestem fizjoterapeutą. Przez 5 ostatnich lat współpracowałem z reprezentacjami Polski w koszykówce na poziomie zarówno młodzieżowym, jak i seniorskim. Od 3 lat prowadzę gabinet fizjoterapii.

Nie jestem typem, który mówi „moja praca to moja pasja”. Nie. Moja praca to moja praca. Realizuję się w niej, lubię to, co robię. Moja pasja to życie! Staram się je doceniać i celebrować na każdym kroku. Uwielbiam podróżować, poznawać, doświadczać. Każdą kolejną podróż traktuję jak niesamowitą przygodę. Bez względu na to, czy piję wodę z kokosa na tajskiej wyspie, jem pizzę w samym sercu Toskanii, piję piwo na plaży w Gdańsku czy leżę w basenie na ranczu w Radości (tak, jest takie miejsce) to jestem szczęśliwy. Uważam, że najważniejsze w życiu jest być szczęśliwym i cieszę się, że mogę to o sobie powiedzieć.
Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o otaczających mnie ludziach, którzy towarzyszą mi w tej najwspanialszej przygodzie, jaką jest życie. To w ogromnej mierze Wasza zasługa, że ta podróż jest tak niesamowita. Dziękuję, że Was mam.

Podsumowując, koszykówka ukształtowała moje życie, nauczyła pewnych wartości i zasad, którymi kieruję się w życiu. Gdyby nie jedna lekcja WF-u, która zapoczątkowała całą spiralę kolejnych zdarzeń, to kto wie, gdzie i kim bym dzisiaj był. Moja historia jest od początku związana z Pruszkowem i jestem z tego dumny. Łukasz Kok – Pruszkowiak.