Łukasz Chodowski

Urodziłem się w Pruszkowie. Aktualnie mam 34 lata i chyba powinien zacząć od tego, że niemalże całe życie poszukiwałem pasji, której mógłbym się oddać bez reszty. Nie były to łatwe poszukiwania, ale z perspektywy czasu i przebytych życiowych zakrętów wiem już, że od zawsze to sport był dla mnie właśnie czymś takim. Moja sportowa przygoda zaczęła się, kiedy jeszcze w podstawówce zacząłem grać w koszykówkę. Szybko okazało się jednak, że jestem za niski, w związku z czym ostatecznie skupiłem się na biegach przełajowych, reprezentując najpierw Szkołę Podstawową nr 2 im. Urho Kalevi Kekkonena, obecnie Kornela Makuszyńskiego, do której wówczas uczęszczałem, potem Gimnazjum nr 1.

W międzyczasie zwerbowany podczas międzyszkolnego turnieju dołączyłem do drużyny piłkarskiej Znicz Pruszków, gdzie grałem na pozycji bramkarza. Niestety, kariera piłkarska trwała krótko, ponieważ doznałem kontuzji ręki, co uniemożliwiło mi dalszą grę. To był jeden z powodów, dla których powróciłem do biegów – sportu, który w gruncie rzeczy towarzyszył mi, odkąd pamiętam. Liczne sukcesy zaowocowały propozycją trenowania lekkoatletyki w klubie sportowym KS Solidarni Pruszków. Startowałem na dystansach od 400 m do 1500 m.
Po okresie gimnazjum naturalną koleją rzeczy przyszedł czas na szkołę średnią. Wybrałem Liceum Ogólnokształcące w Zespole Szkół nr 2 im gen. J. Bema w Milanówku, a mój sportowy duch wcale nie osłabł. Dołączyłem bowiem do drużyny piłkarskiej Legion Otrębusy, tym razem jednak nie na pozycji bramkarza, a obrońcy, dzięki czemu miałem pewność, że kontuzjowanej wcześniej ręce nic się nie stanie. A skoro już o niej mowa, warto w tym miejscu wspomnieć, tak zupełnie na marginesie, że swego czasu bardzo dużo rysowałem, choć traktowałem to raczej jak hobby i zabijacz czasu na zajęciach lekcyjnych. Nie byłem i chyba do dzisiaj nie jestem typem kogoś, kto potrafi usiedzieć na miejscu. Być może właśnie dlatego tak dobrze odnajdywałem się w sporcie i z tego powodu zacząłem grać w legendarnych już rozgrywkach Pruszkowskiej Ligi Szóstek Piłkarskich, których początki sięgają lat ‘80. Piłka nożna to mimo wszystko nie jedyny sport, któremu poświęcałem swój czas. Drzemiący we mnie niespokojny duch łaknął ekstremalnych wrażeń, więc doskonale radziłem sobie w ekstremalnej jeździe na rolkach, hulajnodze czy rowerze typu DownHill, niejednokrotnie wykonując ewolucje i karkołomne skoki zarówno w warunkach miejskich, jak i na łonie natury, czy chociażby w górach. Warto tu podkreślić, że wszystkie sprzęty potrzebne do uprawiania sportów ekstremalnych składałem samodzielnie.
W końcu nadszedł taki moment, kiedy chciałem spróbować swoich sił w czymś nowym, idąc w innym kierunku niż dotychczas. Zakupiłem więc kolarzówkę i stopniowo zacząłem pokonywać coraz większe dystanse, które z czasem sięgały nawet 200 km. Do dzisiaj niewiele się zmieniło, bo wszędzie gdzie tylko mogę, poruszam się właśnie w taki sposób.

W życiu bardzo szybko doszedłem do wniosku, że sport to właśnie to, co satysfakcjonuje mnie najbardziej. Pewnego dnia mój znajomy Kamil namówił mnie do wzięcia udziału w biegu organizowanym przez Runmageddon. Jako że bardzo lubię wyzwania, postanowiłem podjąć się i tego. Tamten moment zweryfikował, jaki sport tak naprawdę jest moją największą pasją.

Pierwszy bieg Rumageddon’u miał 6 km, w formule rekrut. Na swojej trasie miałem do pokonania trzydzieści przeszkód po względnie płaskim terenie. To właśnie po tym starcie pojawiła się ekscytacja, chęć poznawania OCR-owego świata, zawzięcie związane z pokonywaniem przeszkód, z którymi nie miałem wcześniej do czynienia i ogromna dawka pozytywnej energii, którą chciałem wykorzystać na kolejne starty. Nie przeszkadzały mi ani dystans, jaki musiałem pokonać, żeby wziąć udział w kolejnym biegu czy niekorzystne warunki atmosferyczne, ani tym bardziej to, że niejedna przeszkoda zmuszała mnie do zamoczenia się w lodowatej wodzie, której szczerze nienawidzę. Tym sposobem podbiłem trasy OCR-owych biegów m.in. w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Wiśle czy Kocierzy. W ostatnim z wymienionych brałem udział w półmaratonie, czyli dystansie 21 km, który odbył się w górach, a na swojej trasie miałem siedemdziesiąt pięć przeszkód.

Ponadto wraz z Kamilem, zrealizowaliśmy projekt, który polegał na pokonaniu 6 km trasy RMG w udziale powszechnie znanego nam w Pruszkowie Artura Świercza na wózku! Emocje były niesamowite, ludziom i uczestnikom opadały szczęki, nikt nie dowierzał w to, co widzi, ale też każdy mocno kibicował całej drużynie Artura. Osiągnęliśmy sukces i dokonaliśmy tego nie lada wyczynu.

Wtedy byłem już pewien, że chcę iść właśnie w tym kierunku. Dlatego też zacząłem odwiedzać centrum treningowe OSPRO, aby móc swobodnie podnosić swoje umiejętności związane z pokonywaniem przeszkód. W międzyczasie w telewizji pojawiła się pierwsza edycja polskiego wydania programu Ninja Warrior. Możecie się domyślać, że nie przegapiłem ani jednego odcinka. Uczęszczając wciąż na wspomniane wyżej treningi, poznawałem uczestników, którzy występowali w pierwszej edycji, a po jednym sezonie treningów dostałem propozycję dołączenia do drużyny OSPRO Ninja Team. Nie zastanawiałem się ani chwili i do tej pory występuje w ich barwach. Drużyna ta założona została pod koniec 2019 roku i na ten moment liczy 20 członków (w tym także kobiety). Warto podkreślić, iż OSPRO Ninja Team to pierwsza profesjonalna drużyna ninja w Polsce inspirowana programem Ninja Warrior. Po pierwszym bardzo owocnym, jak na nowicjusza sezonie, zostałem mianowany kapitanem drużyny, a tym samym dołączyłem do jej zarządu. W tym momencie realizuje swoje cele oraz marzenia.

Biorę udział w zawodach ninja i za każdym razem mierzę w czołówkę. Jednak wisienką na torcie i jednym z bardziej wyczekiwanych do zrealizowania marzeń był udział w programie Ninja Warrior Polska. No i stało się! Przeszedłem casting do 3 edycji programu, dzięki czemu mogłem wziąć udział w dalszych eliminacjach, w efekcie których dotarłem aż do finału. Emocje są naprawdę ogromne, biegi nieprzewidywalne, a uczestnicy oryginalni i jedyni w swoim rodzaju. A ja jako dumny Pruszkowiak w dalszym ciągu wspinam się na wyżyny stosunkowo młodej dziedziny sportu.