Krzysztof Maksel

Mówi się, że kiedy robisz to, co kochasz, nigdy nie będziesz czuł się jak w pracy — przyznam szczerze, że to określenie idealnie wpisuje się w ramy tego, co w większości wypełnia moje życie, czyli kolarstwo. Zaczynałem jako sześciolatek podczas amatorskich imprez rodzinnych na rowerach górskich. Później wszystko potoczyło się już lawinowo. Był pierwszy rower szosowy, klub, rywalizacja na poważnie. Nawet nie zauważyłem, kiedy minęło tych kilka lat, a ja znalazłem się w samolocie na igrzyska olimpijskie w Rio.

Mimo wszystko sport to niezwykle trudny zawód, niosący ze sobą masę wyrzeczeń i godziny ciężkiej pracy. Zawód, w którym trudne chwile walki z własną głową, przeplatają się z radosnymi, kiedy stoisz na swoim pierwszym podium. Wtedy nie pamięta się już o złych momentach, a czas wydaje się stać w miejscu. To właśnie to uzależniające uczucie trzyma mnie w sporcie, daje ogromną motywację do dalszej pracy, ale również przekraczania własnych granic.

Pochodzę z okolic Nysy, małej miejscowości w województwie opolskim, która zasłynęła — choć pewnie nie tylko — z fabryki odpowiadającej za budowanie najbardziej charyzmatycznych dostawczaków w naszym kraju. Co ważne, to właśnie w rodzinnym mieście stawiałem pierwsze kroki w kolarstwie szosowym. Moje predyspozycje wyraźnie wskazywały, że „sprint” to jedna z moich najlepszych cech i dlatego naturalnym było sprawdzenie się na torze kolarskim. Niestety w województwie opolskim nie ma takiego. Trzeba więc było podjąć ważne decyzje, które docelowo miały kluczowe znaczenie dla mojej sportowej przyszłości. Na szkołę średnią wybrałem bowiem Szkołę Mistrzostwa Sportowego w Żyrardowie, która umożliwiła mi treningi na torze kolarskim pod okiem trenerów reprezentacji Polski. Na pierwsze sukcesy w kolarstwie torowym wcale nie musiałem długo czekać. Już podczas pierwszego sezonu juniorskiego w barwach SMS Żyrardów zdobyłem dwa medale Mistrzostw Świata i dwa podczas Mistrzostw Europy. Niewątpliwie to był moment zwrotny w mojej karierze.

Po tych sukcesach zostałem członkiem Młodzieżowej Reprezentacji Polski i przeprowadziłem się do Pruszkowa. Wybór miejsca zamieszkania wcale nie był przypadkowy. Pruszków to jedyne miasto w Polsce, które w swojej infrastrukturze sportowej ma obiekt na miarę igrzysk olimpijskich — drewniany Tor Kolarski, który dwukrotnie gościł już zawodników podczas mistrzostw Świata, czy Pucharu Świata. To kompleks sportowy niezwykle potrzebny w naszym kraju, na co dzień korzysta z niego bowiem Reprezentacja Polski, której sam jestem członkiem.

Poza tym chyba niewiele więcej mogę napisać o Pruszkowie. Wprawdzie mieszkam tutaj już przeszło 10 lat, ale moje obserwacje dotyczące tego, jak na przestrzeni czasu zmieniło się miasto, ograniczają się jedynie do wiedzy o tym, która ulica jest akurat remontowana albo że w mieście powstała duża galeria handlowa. Ot, takie zwykłe obserwacje miejskiej codzienności. Niemniej jednak od początku czułem się w Pruszkowie dobrze i śmiało mogę powiedzieć, że jest to właśnie moje miejsce na ziemi.

A jaki jestem prywatnie? Ciężko napisać coś o sobie. W mojej opinii jestem po prostu zwykłym chłopakiem, który robi to, co kocha i bardzo dobrze się w tym odnajduje. Mimo że sport każdego dnia pochłania większą część mojego czasu, udaje mi się też znaleźć chwilę na hobby. A niedawno zostałem również ojcem. Nie mogę więc powiedzieć, że kiedykolwiek cierpię na nudę. Kiedy akurat nie trenuję i nie poświęcam czasu dziecku, to mechanika porywa mnie w swój wir na długie godziny. Kolekcjonuję, remontuję i użytkuję, czasami nawet na co dzień, stare samochody, głównie z czasów PRL. Ta pasja też rodziła się poniekąd właśnie w Pruszkowie. To tutaj poznałem pierwszych kolegów, z którymi do dzisiaj jeżdżę na zloty, spotykam się na mieście i remontuję stare samochody, ciesząc się z ich powrotu na drogi Pruszkowa.