Krzysztof Cyronek

Nazywam się Krzysztof Cyronek, mieszkam w Pruszkowie i jestem piwowarem.

Od urodzenia mieszkałem jednak w Piastowie, gdzie uczęszczałem do podstawówki, nim postanowiłem edukację kontynuować w stolicy. W Pruszkowie z kolei bywałem dość często, ponieważ tutaj mieszkali moi dziadkowie. Nierzadko wsiadałem na rower i przemierzałem okolice, ulica Stalowa czy Obrońców Pokoju zdawały się nie mieć przede mną tajemnic. Byłem świadkiem zmian, jakie zachodziły w tamtym rejonie, a ten swego czasu nie cieszył się zbyt dobrą sławą. Pamiętam doskonale ten dreszczyk emocji, gdy przejeżdżałem obok starych, nierzadko zrujnowanych kamienic. Okolica owiana licznymi, miejskimi legendami z każdym rokiem wyglądała lepiej i bardziej przyjaźnie. Na szczęście przez ostatnich 10 lat wiele się zmieniło, a ja sam znalazłem tu swoje miejsce. Od zeszłego roku mieszkam w Pruszkowie, do którego ściągnęła mnie praca zawodowa.

Jak wspomniałem na początku swojej opowieści, jestem piwowarem. Moja przygoda z piwem rozpoczęła się w 2015 roku, bo to wtedy pierwszy raz w kuchni restauracji moich rodziców uwarzyłem swoje pierwsze domowe piwo. Dzisiaj, dokładnie 20 kroków od tej kuchni zajmuję się tym profesjonalnie.

Dlaczego akurat piwo ? Od małego dziecka fascynowało mnie tworzenie rzeczy od podstaw, zwłaszcza w kuchni gdzie mogłem ugotować danie bez używania półproduktów, wszystko własnymi rękoma. Któregoś dnia, w nieistniejącym już pruszkowskim sklepie natrafiłem na zupełnie inne piwo niż powszechnie dostępne, z małego rzemieślniczego browaru. Po przelaniu szklanki zaskoczyły mnie buchające aromaty cytrusów, intensywna, bardzo wyraźna goryczka, po pierwszych łykach zrozumiałem, że to jest to. Poszukałem trochę w Internecie, okazało się, że takie piwo można zrobić samemu, w domu, od podstaw. Musiałem tego spróbować. Zanim się obejrzałem, stałem przed garnkiem z gotującą się brzeczką, do której sypałem mój pierwszy chmiel. Oczywiście mojemu pierwszemu piwu daleko było do ideału, oj daleko. Po kilku kolejnych warkach rozpocząłem pracę w Pubie z piwem Kraftowym, to tam nauczyłem się smaków, poznałem zupełnie dla mnie nowe style w piwie. Odkrywałem również, czym jest goszczenie ludzi. Czułem się jak gospodarz, którego obowiązkiem jest zadbać o swoich gości. Po kilku miesiącach takiej pracy byłem pewny, że właśnie to chce robić.

W tym czasie, dzięki moim rodzicom zainteresowałem się historią Pruszkowa. A konkretnie jedną fabryką. Fabryka ołówków St. Majewski powstała pod koniec XIX w. i produkowała znane na całym świecie kredki oraz ołówki. Szybko zakochałem się w starych, zabytkowych budynkach. Poznawałem historie każdego pomieszczenia, uczyłem się kolejnych etapów produkcji kredek. Szczególną uwagę zwróciłem na budynek zakładowej remizy strażackie, piękne, wysokie pomieszczenie z charakterystycznymi, zabytkowymi bramami, przez które w okresie świetności fabryki wyjeżdżały wozy strażackie. Już wtedy wiedziałem, że chce dać temu pomieszczeniu drugie życie.

Później rozpocząłem prace w browarze rzemieślniczym, w którym nauczyłem się, w jaki sposób uwarzyć domowe piwo na większych garnkach. Dużo większych garnkach. Była to ciężka praca, lecz dawała mi ogromną satysfakcję, gdy widziałem ludzi, którym smakuje piwo, które pomagałem tworzyć.

W 2020 roku spełniłem moje największe marzenie, otworzyłem brewpub (branżowa nazwa punktu gastronomicznego, który produkuje piwo na własny użytek) w zabytkowym budynku, w którym za dnia warzę piwo według własnych receptur a wieczorami staję za barem i mogę gościć ludzi jak prawdziwy gospodarz.

W wolnych chwilach, gdy tylko mogę, staram się podróżować, ale trochę po swojemu. Nie szukam luksusowych hoteli czy obleganych atrakcji turystycznych. Podróżuję żołądkiem. W każdym kraju, do którego zawędruję, muszę zjeść coś lokalnego. Omijam restauracje na rynkach miast. Wyszukuję punktów, w których jedzą i piją „lokalsi”. Wesołe miasteczka, zamki, muzea to nie dla mnie, dajcie mi lokalnego piwa, sera, mięsa i pokażcie, jak gotuje się w waszym kraju.

ZDJĘCIE ZROBIONE W RAMACH WYSTAWY w CH NOWA STACJA