Katarzyna Trepkowska-Janas

Katarzyna Trepkowska — pruszkowianka z urodzenia, z wyboru, z miłości.

Urodziłam się w Pruszkowie, dwukrotnie wyprowadzałam się z niego, żeby później dwukrotnie do niego powrócić. Gdy miałam trzy lata, przeniosłam się z rodzicami do Warszawy. Tam zaczęłam edukację, ale już po pierwszej klasie wróciłam do Pruszkowa, więc tak naprawdę to w tym mieście chodziłam do szkół. Skończyłam Szkołę Podstawową nr 2. „Dwójka” za moich czasów nosiła imię Urcho Kaleva Kekkonena i zapewne jak większość uczniów nie potrafiłam tego ani napisać, ani wymówić, tym bardziej zapamiętać kim był. Muszę przyznać, że zmiana patrona szkoły była bardzo dobrym pomysłem.

Kolejny etap edukacji to LO im. Tomasza Zana. Tak się złożyło, że moje gimnazjum mieściło się właśnie w Zanie. Tym sposobem miałam przyjemność spędzić tam sześć lat i był to wyjątkowy okres, spędzony pod skrzydłami najlepszego wychowawcy, pedagoga i polonistki, jaką mogłabym sobie wymarzyć. Dziękuję Pani Profesor. Później naturalną koleją rzeczy rozpoczęłam studia na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego, studiując najpierw Edukację Plastyczną, a następnie Medialną, jednak szybko zorientowałam się, że nauczanie nie jest dla mnie.

W szkole byłam indywidualistką, dziś jestem wolnym strzelcem-grafikiem, rysownikiem, autorem komiksów internetowych. Chociaż moje prace mają charakter humorystyczny, podejmuję również trudne tematy. Od roku jako rysownik wspieram Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą, przedstawiając w lekki sposób obraz tej ciężkiej nieuleczalnej choroby. Kiedy nie pracuję: czytam, podróżuję, maluję (kawą i olejem), robię pirografię, szydełkuję, spaceruję z psem i gotuję — to jedyna „praca” domowa, którą wykonuję, pewnie dlatego, że kocham jeść. Myślę, że prowadzę bardzo normalne i nudne życie, ale to jest akurat to, co lubię.

Kiedy podczas mojej nauki w liceum, wyprowadziłam się z Pruszkowa, nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek do niego wrócę. Los chciał jednak inaczej. Pięć lat temu, w Warszawie, poznałam sympatycznego radomianina, który jak się później okazało, właśnie zamieszkał w Pruszkowie. Od trzech lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Zapuściliśmy w Pruszkowie korzenie (ja na nowo, mój mąż po raz pierwszy), tworzymy szczęśliwą rodzinę model 2+pies, i chociaż kochamy podróże, aktualnie nie widzimy dla siebie lepszego miejsca, niż to, w którym obecnie żyjemy.

Czym jest dla mnie Pruszków?

Przeszłością, teraźniejszością i zapewne przyszłością. Tak się złożyło, że na każdym etapie mojego życia w Pruszkowie, mieszkałam na innym pruszkowskim osiedlu. Najpierw na osiedlu Staszica, później Bolesława Prusa, a dziś Oligo Park. Dzięki temu widzę, jak Pruszków się zmienia, jak dziury w ziemi, zamieniają się w bloki, ale również jak glinki przy osiedlu Bolesława Prusa zamieniły się w park. Ciągle łapię się na tym, że ze zdziwieniem wykrzykuję „kiedyś tu tego nie było!” albo „kiedyś było inaczej!”. Takie jednak jest życie, a zmiany nieuniknione. I chociaż młodzi pruszkowiacy może nie znają tego określenia, to my urodzeni przed 1989 rokiem wiemy, gdzie to jest „przy czołgu”.