Katarzyna Basiukiewicz

Aktualnie studiuję na łódzkiej Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewicz na kierunku Muzykoterapia.

Jest to hybryda mojej pasji i miłości do muzyki oraz chęci rozszerzenia mojego zawodu Terapeuty Zajęciowego.
Z całej powoli rozwijającej się Arteterapii dla mnie osobiście największe oddziaływanie, niedoceniony potencjał i siłę ma MUZYKA.

Muzyka idzie z moją rodziną od pokoleń.
Moja Prababcia Stanisława wraz z jej bratem Kazimierzem i członkami rodziny jej męża tworzyli nieformalną grupę muzyczną w Pruszkowie. Prababcia znana była ze „słowiczego głosu”, jej brat akompaniował jej na harmonii oraz skrzypcach. Ich talent dostrzegła nawet Hrabina Potulicka, która zapraszała muzyczną trupę na podwieczorki.
Niestety mojej Prababci nie było dane usłyszeć gry swoich prawnucząt, ale na pewno byłaby z nas dumna.

W Pruszkowie wychowałam się i nadal mieszkam.
Z nim wiążą się moje pierwsze kroki w muzyce. Już jako przedszkolak uwielbiałam zajęcia rytmiczno-muzyczne w Jedynce i chętnie brałam udział w przedstawieniach pełnych piosenek.

Mając 8-9 lat po raz pierwszy miałam bliższy kontakt z moim ukochanym instrumentem – skrzypcami.
W naszym rodzinnym domu, w kuchni odbywały się próby zespołu, w którym grał mój Tata.
Oprócz Panów z gitarami przyjeżdżała wesoła skrzypaczka. I to był ten moment! Miałam pierwszy raz okazje tak blisko posłuchać instrumentu, dotknąć go… a zaszczytem było trzymanie go pod brodą podczas przerw na próbach! (I to nie były czasem krótkie przerwy.)

Rodziców nie musiałam namawiać – poszliśmy z Mamą i Bratem na najbliższy egzamin wstępny do Państwowej Szkoły Muzycznej I st. im. Witolda Lutosławskiego w Pruszkowie, której dziś jestem już absolwentką.

Pruszkowska Szkoła Muzyczna ma niesamowitych pedagogów i swój klimat. Moja cudowna nauczycielka od skrzypiec zaszczepiła we mnie muzyczną pasję, chęć szukania swojego muzycznego ja, którym m. in. jest znalezienie swojej indywidualnej barwy brzmienia i zostawianiu w każdym granym utworze cząstki siebie.
Nauczono mnie nie tylko techniki gry, ale również przekazano ogrom wiedzy o samej muzyce, o sposobie odbierania i odczytywania muzyki.
Miałam szczęście, że tam mogłam cieszyć się graniem solo, kameralnie i w orkiestrze, poznawaniem historii muzyki wraz z literaturą z wielu anegdot i ciekawych opowiadań , spróbować swoich sił na przesłuchaniach i podczas koncertów dorocznych.

Poszłam później do Szkoły Muzycznej II st do Warszawy, teraz jestem na Akademii Muzycznej w Łodzi ale moim szkolnym odpowiednikiem „Alma mater” jest właśnie nasza pruszkowska Szkoła Muzyczna w Pałacyku.

W Pruszkowie startowałam również z graniem muzyki rozrywkowej z rodzinnym Ponton Band. Do dziś gramy dla najlepszej publiki na świecie – pruszkowskiej grupy naszych serdecznych przyjaciół.

W Mazowieckim Centrum Zdrowia im. Jana Mazurkiewicza, tzw. Tworkach odbywałam praktykę zawodową. To tam zaczęłam używać muzyki jako środka terapeutycznego.
Przy pomocy Brata i przyjaciół udało się nam zorganizować kilka koncertów na żywo dla pacjentów wybranych oddziałów.
Po koncertach muzyki irlandzkiej kiedy słowem i muzyką opowiadaliśmy o tej pięknej „zielonej wyspie” zostałam ochrzczona przez pacjentów jednego z oddziałów „Panią Irlandią”. Każdego dnia wchodząc do budynku pacjenci witali się ze mną okrzykiem „Dzień dobry, Pani Irlandio!” – to miłe wspomnienie cały czas jest inspiracją do dalszych działam muzykoterapeutycznych.

Oprócz całego muzycznego zgiełku moją wielką miłością i odskocznią od świata są JAMNIKI (co jedno drugiego nie wyklucza, iż często ładują mi się do futerału od skrzypiec). Są to psy o małych ciałkach ale i o wielkiej charyzmie i inteligencji. Każdy z nich ma swoją mocną i ciekawą osobowość.
Od kilku lat angażuje się w pomoc dla nich, jeżdżę na Zloty miłośników jamników.
Przez ostatnie lata adoptowałam jamniki w potrzebie: Tofika, Tinkę oraz Dziadziusia, który niestety jest już za Tęczowym Mostem.

Od kilku lat wspieram muzycznie i organizacyjnie Fundację Niewidomych Żeglarzy Ślepa Kura z Warszawy.
Razem gramy, śpiewamy, działamy na rzecz osób niepełnosprawnych, organizujemy co roku Festiwal Bieszczady pod Żaglem a nawet czasem razem pływamy na żaglach.

Mimo, iż gram muzykę żeglarską ponad 10 lat to dopiero w ubiegłym roku poznałam co to żeglowanie i to od razu po Morzu. Załoga s/y Empatia skutecznie zaraziła mnie żeglarstwem!
Łódka to niesamowite miejsce, gdzie na lądzie zostawia się cały bagaż codzienności, problemu i stresu. Na morzu Na pewno nie przyda się w trakcie Rejsu, więc łatwiej o nim zapomnieć…

Cieszę się, że powstał taki projekt w naszym mieście i mogę być jego częścią.
Dla mnie to nie tylko okazja do zaprezentowania siebie i poznania innych.
Naszemu miastu potrzebne jest odczarowanie pewnych mitów i pokazanie, że Pruszków to przede wszystkim inspirujący ludzie z niesamowitym potencjałem.