Kamil Kuczyński

W rubryce „zawód” wpisuję sportowiec. Kiedyś wpisałem kolarz, ale Pani Księgowa myślała, że sobie z niej żartuje, bo jak można traktować jazdę na rowerze, jako zawód? Moja przygoda z kolarstwem tak naprawdę rozpoczęła się w 1996 roku w rodzinnym Płocku, chociaż powinienem chyba napisać, że to kolarstwo wybrało mnie, byłoby to zdecydowanie bliższe prawdzie. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Nie potrafiłem naprawić roweru z komunii, więc wybrałem się do warsztatu rowerowego i to tam zobaczyłem plakat informujący o naborze do sekcji kolarskiej. Zapisaliśmy się razem z bratem i nim się obejrzałem, minęło mi tak 25 lat.

Kolarzem jestem od 1997 roku, w 2000 roku pierwszy raz zostałem Mistrzem Polski, a od 2002 roku mogę nazywać się kadrowiczem. Chyba nigdy nie zapomnę momentu, gdy po raz pierwszy broniłem biało-czerwonych barw na Mistrzostwach Europy. Od tamtej pory wiele wydarzyło się w moim sportowym życiu. Trzy razy byłem na Igrzyskach Olimpijskich, brałem udział w niezliczonych startach zagranicznych. Zostałem też dwukrotnym Mistrzem Europy i kilkanaście razy stawałem na podium Pucharu Świata. Jednak współzawodnictwo to nie wszystko. Od 2014 roku jestem również trenerem najlepszego polskiego kobiecego tandemu kolarskiego, a moje podopieczne w 2016 roku wywalczyły tytuł Mistrzyń Paraolimpijskich.

Jakiś czas temu, a dokładnie w 2018 roku, zdecydowałem się rozpocząć kolejny etap sportowej przygody w kolarstwie tandemowym. Rok później na swoich pierwszych Mistrzostwach Świata w konkurencjach paraolimpijskich, pomimo wielkich problemów sprzętowych, zdobyliśmy brązowy medal w sprincie tandemów oraz IV miejsce w wyścigu na 1 km ze startu zatrzymanego. W 2020 roku dorzuciliśmy jeszcze srebrny medal w sprincie drużynowym tandemowym oraz ponownie brąz w sprintach klasycznych tandemów.

W tej chwili staram się łączyć rolę zawodnika z funkcją trenera i chyba całkiem nieźle mi to wychodzi. Wolnego czasu może nie mam zbyt wiele, ale każdą taką chwilę spędzam z rodziną i pomagam żonie w opiece nad dwójką dzieci – 3-letnim Hubertem oraz prawie roczną Julią. A gdy już położymy dzieci spać, świat znów obraca się wokół sportu. Dużo czytam i szukam informacji na temat metodyki treningów. Często rozmawiam także z żoną, która jest doświadczonym fizjoterapeutą i zdając się na jej ogromną wiedzę oraz świetną intuicję dopytuję, jak wzmacniać poszczególne grupy mięśniowe. Zawód sportowca tak już wygląda, że jeśli chcesz mieć dobre wyniki, musisz nieustannie nad sobą pracować. Łatwo nie jest, ale efekty rekompensują wszystko.

Jak się zapewne domyślacie, od chwili otwarcia tutejszego toru kolarskiego, Pruszków to mój drugi dom, w którym spędzam większość czasu. Prawdę mówiąc, sporą część doby przebywam na torze, swego czasu mieszkałem nawet w pokoju tuż przy nim. Od niedawna wynajmujemy jednak z rodziną mieszkanie na Żbikowie, a najwięcej wolnego czasu z dziećmi spędzamy na placu zabaw w Parku Anielin lub karmimy kaczki i łabędzie na Stawach Potulickich.