Kajetan Mrozowski

Cześć, mam na imię Kajetan, ale ludzie mówią do mnie ,,Kajuu”. Mam 18 lat i jestem rodowitym Pruszkowiakiem. Choć urodziłem się w Warszawie, to w Pruszkowie mieszkam całe życie. Jestem człowiekiem oddanym swej pasji i marzeniom, a te ściśle związane są z muzyką, którą zajmuję się od niespełna 6 lat. Jeszcze, kiedy byłem 12-latkiem, strasznie „zajawiłem się” rapowaniem. Pierwsze freestyle i pierwsze napisane piosenki trafiały wówczas do dyktafonu albo do notatnika w telefonie. Odkąd sięgam pamięcią, uwielbiałem tę subkulturę i zawsze chciałem być jej częścią — oryginalną i pełną pasji jak moi idole. W wieku 15 może 16 lat przechodziłem okres, kiedy codziennie pisałem piosenki. Myślę, że poniekąd zostało to spowodowane sytuacją w życiu i problemami, od których, jak każdy nastolatek, uciekałem. Z tym że ja uciekałem w pisanie. Muzyka stała się więc nie tylko moją największą pasją, ale też w pewien sposób terapią i sposobem na radzenie sobie z rzeczywistością, która potrafi być dokuczliwa. To dlatego do tej pory napisałem już około dwóch tysięcy piosenek. Dzisiaj wiem, że chcę robić to dalej, ponieważ dzięki temu czuję się spełniony i bardzo, ale to bardzo szczęśliwy.

Jak się tak nad tym zastanowić muzyka była obecna w moim życiu chyba od zawsze, bo zanim całkowicie pochłonęło mnie pisanie piosenek i komponowanie, rzeczywistością był dla mnie taniec. Przez 12 lat tańczyłem w Dance Imperium Pruszków pod okiem Pana Jacka Grabowskiego i Pana Tomka Angielskiego. Pierwsze kroki w tym kierunku stawiałem jeszcze w przedszkolu przy ulicy Helenowskiej. Już wtedy czułem rytm. Najpierw próbowałem swoich sił w tańcu towarzyskim i trwało to jakiś czas, a właściwie do momentu, gdy będąc uczniem Szkoły Podstawowej nr 2, rzuciłem standard na rzecz poszukiwań czegoś nowego, co faktycznie mnie wciągnie. W tym czasie uczyłem się tańczyć u Pana Tomka Angielskiego, który stał się dla mnie wzorem do naśladowania i uczęszczałem do szkoły muzycznej, gdzie poznawałem tajniki śpiewu oraz gry na fortepianie. Niestety po smutnym incydencie rodzinnym, opuściłem szkołę muzyczną i zająłem się tańcem hip-hop. Mimo wszystko to były piękne lata, podczas których jeździłem na różne turnieje, godnie reprezentując moją grupę taneczną nawet na Mistrzostwach Polski. Zdobyliśmy wspólnie wiele medali i pucharów, wtedy też w pełni zrozumiałem, że życie na scenie to jest moje największe marzenie. Nigdy nie bałem się publiczności i starałem się być otwarty na rozmaite doświadczenia, mając świadomość, że nabieram w ten sposób wprawy, a praktyka czyni mistrza.

Gdy chodziłem do szkoły podstawowej, ciągłe czułem się niespełniony i nieustannie szukałem nowych bodźców, czegoś, co mnie tak naprawdę zainteresuje. Próbowałem wielu rzeczy. Jako mały chłopiec chciałem zostać aktorem. Pierwsze występy organizowałem pod czujnym okiem mojej najukochańszej na świecie Babci, Elizy Klik. To Ona od zawsze we mnie wierzyła i zresztą wierzy do dzisiaj, powtarzając jak mantrę, że mam ogromny talent. Swego czasu trenowałem także piłkę nożną w brwinowskim klubie, a potem na Lidze Szóstek, ale był to stosunkowo krótki epizod. Choć moja „kariera” piłkarska zakończyła się dawno temu, wciąż zdarza mi się wyjść na boisko i czysto rekreacyjnie pokopać z kumplami, a z niektórymi przyjaźnię się jeszcze od czasów gimnazjum.

Uczęszczałem bowiem do Gimnazjum nr 3 i to właśnie tam poznałem ludzi, z którymi do dzisiaj świetnie się dogaduję. Lata spędzone w tej szkole uważam za najlepszy etap w swoim życiu. Mimo że moje oceny pozostawiały często wiele do życzenia i parę razy zostałem niemal wydalony ze szkoły, to jednak ten czas nauczył mnie prawdziwego życia.
Do dzisiaj doskonale pamiętam, jak ze znajomymi urzędowaliśmy na „dołach”, gdzie pełno osób w naszym wieku przychodziło, aby choć na chwilę wyrwać się z domu i po prostu spędzić czas z przyjaciółmi. Wtedy zaczęły się pierwsze papierosy i spotkania z alkoholem. Nie jest to powód do dumy, ale wspomnienia zakodowały się w naszych głowach na całe życie. Najważniejsze jest jednak to, że właśnie w gimnazjum zaczęła się moja przygoda z muzyką. Gdybym miał magiczną moc, chciałbym się cofnąć do tych beztroskich lat pełnych buntu i dojrzewania.

Niedawno ukończyłem liceum ZSOiS przy ul. Gomulińskiego, którą podobnie jak gimnazjum, będę wspominał z sentymentem. Chodziłem do klasy koszykarskiej, gdzie doskonaliłem umiejętności sportowe pod okiem trenera Pana Bartłomieja Przelazłego – świetnego człowieka i mentora, który nauczył mnie determinacji oraz konsekwentnego w dążeniu do celu. Wiele mu zawdzięczam. Poza tym liceum to miejsce dla mnie ważne nie tylko ze względu na nawiązane znajomości czy prawdziwe przyjaźnie, ale przede wszystkim dlatego, że pomogło mi dorosnąć – życiowo, emocjonalnie i muzycznie. W tym czasie udało mi się bowiem zagrać koncert na hali Znicz Pruszków. Czułem wtedy, że godnie reprezentuję moje miasto i byłem dumny ze swojego pochodzenia. Zostało mi to do dziś.

W wolnym czasie głównie piszę piosenki i jeżdżę samochodem, czasami bez celu. Bardzo mnie to uspokaja, zwłaszcza gdy odpalę moją ulubioną playlistę. Lubię też zdobywać nową wiedzę muzyczną, dowiadywać się jak pracować na programach studyjnych czy nagrywać wokale. Dużo czasu poświęcam mojej rodzinie i przyjaciołom, ponieważ to najważniejsze dla mnie osoby i nie wyobrażam sobie iść przez życie bez ich obecności.

Pruszków jest dla mnie przede wszystkim domem, źródłem doświadczeń i inspiracją do dalszych poczynań muzycznych. Mam z tym miastem masę wspomnień, nie tylko tych dobrych, ale również takich, z którymi wiążą się ciężkie chwile. Nie uważam jednak, żeby to było coś złego. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że Pruszków w jakimś sensie mnie ukształtował, zbudował mój charakter i rozbudził zawziętość w dążeniu do spełniania marzeń. Dzięki życiu w tym mieście jestem twardym człowiekiem, którego nie tak łatwo zniszczyć. Zawsze, gdy ktoś mnie pyta skąd jestem, odpowiadam dumnie: „Jestem z Pruszkowa”. To stąd pochodzi moja rodzina i to tutaj poznałem wielu barwnych ludzi, którzy kochają to, co robią i są w tym niesamowici. Kocham to miasto niezależnie od tego, jakie ono jest dla innych.

Na koniec dziękuję za możliwość wzięcia udziału w projekcie „Pruszkowiak”, za to, że dostałem szansę się Wam przedstawić i również za to, że poświęciliście chwilę, żeby mnie poznać.
Życzę uśmiechu i oczywiście miłego dnia!

ZDJĘCIE ZROBIONE W RAMACH WYSTAWY w CH NOWA STACJA