Joanna Wojtecka

Asia Wojtecka. 32-letnia kobieta z krwi i kości. Mama, fajterka, pruszkowianka od urodzenia. Tak o sobie mogę napisać w telegraficznym skrócie. Z tym że mojej historii w skrócie opowiedzieć się nie da.

Urodziłam się w Warszawie tylko dlatego, że jako wcześniak w pruszkowskim szpitalu nie mogłam przyjść na świat. Wróciłam do domu i już nie opuściłam tego miasta. Na potrzeby projektu próbowałam wymyślić coś mądrego, co pokazałoby mój silny związek z Pruszkowem, ale tak naprawdę, ja tu robię niemal wszystko. Tutaj odpoczywam, spaceruję, ćwiczę; tu się bawię, tu załatwiam ważne sprawy, leczę się, tu działam, pracuję, robię zakupy. Tu po prostu ŻYJĘ. I to dość intensywnie. Cenię sobie to, że wszędzie mam BLISKO! Lubię tu mieszkać. Lubię ludzi, którzy tu mieszkają. Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a to, co spotyka mnie w życiu, jest mocno związane właśnie z tym miejscem. Pruszków dał mi przede wszystkim MOŻLIWOŚCI. Mogę codziennie doświadczać tego, jak rośnie w siłę i przy okazji pięknie się rozwijać razem z nim.

Ścieżkę edukacji rozpoczęłam w Przedszkolu Miejskim nr 9, następnie w Szkole Podstawowej nr 8 — moją wychowawczynią była wówczas Pani Ewa Zarzycka, którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam! Potem przeszłam przez trzy lata gimnazjum w „Zanie”, gdzie zostałam również na okres szkoły średniej. Jeszcze w starym budynku, z którym wiąże się masa wspomnień. Poznałam tam wielu cudownych ludzi i otrzymałam dużo pomocy w trudnych chwilach, za co dzisiaj jestem ogromnie wdzięczna. Serdecznie pozdrawiam wszystkich nauczycieli, w szczególności Panią Bożenę Rostkowską — wspaniałą, pełną klasy kobietę, swego czasu dużo się od Niej nauczyłam.
Po liceum ukończyłam jeszcze pruszkowską szkołę kosmetyczną, która dzisiaj już nie istnieje, a następnie przyszła kolej na studia. Te już poza rodzinnym miastem. W 2011 roku obroniłam dyplom na kierunku Promocji Zdrowia z elementami Zdrowia Publicznego oraz na kierunku Administracji w 2013 r.

Obecnie jako członek Zarządu ds. Sportu i Promocji Zdrowia Stowarzyszenia Wspólnie Pruszków Rozwijamy — działam charytatywnie, głównie biorąc udział i organizując inicjatywy dla mieszkańców naszego miasta. Rozpoczęcie współpracy wymagało ode mnie dużo odwagi, ale chciałam zacząć robić coś dobrego dla pruszkowian. Pomyślałam – jak nie teraz, to kiedy? I rozpoczęłam tę wspaniałą przygodę, jednocześnie otrzymując wiele wsparcia od pozostałych Członków SWPR!

Nie ma dla mnie „starych, dobrych czasów”. Najlepsze jest teraz i ciągle przede mną! Wyznaję zasadę małych kroków i wybierania mądrze. Uważam, że samemu można wiele, ale razem raźniej! Chcieć to móc. Bądź dla siebie dobry/a. Bądź najlepszą wersją siebie. Dasz radę. Bądź tu i teraz. To hasła, którymi kieruję się w życiu i które przekazuję wszystkim, bez wyjątku.
Pewnego dnia ja też postanowiłam zrobić coś dla siebie, zmienić swoje życie i dążę do tego każdego dnia. Myślę, że mimo przysłowiowych kłód rzucanych nam pod nogi, wciąż możemy wiele. Jakby mi ktoś 5 lat temu powiedział, gdzie będę dzisiaj – uśmiechnęłabym się tylko nieśmiało pod nosem.

Chcę Ci powiedzieć, jak ważna dla mnie – nie tylko dla mojego ciała, ale przede wszystkim dla ducha i umysłu, była utrata wagi. Wydaje się śmieszne, prawda? To przecież tylko cyferki na wadze… Otóż w przeszłości nie było łatwo. Od 7. roku życia wychowywałam się bez taty. Mam dwóch braci, siostrę i wspaniałą mamę. Moje dzieciństwo było trudne. Bieda i alkohol zaglądały do naszego domu. Jednakże nie o tym mam zamiar tu rozprawiać.
Jako nastolatka przeszłam poważny wypadek samochodowy, moje życie ratowano na stole operacyjnym. Przeżyłam, a dzięki temu doświadczeniu stałam się bardziej uważna i rozsądniejsza. Co więcej, wypadek wykluczył mnie z aktywności fizycznej na długi czas. Jeśli dołączyć do tego złe nawyki żywieniowe, krok po kroku doszłam do otyłości stopnia I. Po drodze rzuciłam palenie papierosów, co także miało wpływ na moją nadwagę.
Później zaczęły się problemy z zajściem w ciążę i kolejne komplikacje z tym związane, stany depresyjne oraz niechęć do życia. Dzięki medycynie po czterech latach walki, porażkach, a niekiedy także bezsilności udało się i mam dwie wspaniałe córki, które są dla mnie całym światem. Ciąże były, krótko mówiąc, okropne – z nadciśnieniem, cukrzycą z insuliną, rwą kulszową, zastrzykami, hormonami czy też sterydami. Głównie leżące, okraszone niemal nieustannym bólem. Czułam się jak wrak człowieka, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a to wszystko mając zaledwie dwadzieścia kilka lat.

Opowiadając Wam tę historię, wcale nie próbuję się wyżalić. Tak naprawdę rzadko mówię o przeszłości. Każdy przecież mierzy się z jakimiś trudnościami. Dziś mogę o sobie powiedzieć, że jestem silniejsza, niż byłam wtedy i z pewnością nie chcę wracać do tamtego okresu w życiu. Dzisiaj staje przed Wami Asia Wojtecka, która jest uśmiechnięta i która w jakimś stopniu jest żywym dowodem na to, że wszystko jest możliwe, a porażki to nieodzowna część życia. Wychodzę bowiem z założenia, że przegrane są po to, aby czerpać z nich nauki na przyszłość i nie zamykać się na to, co ma jeszcze przyjść. Czasem wystarczy odważyć się zrobić kolejny kroczek naprzód.

Ja go zrobiłam.
Po drugiej ciąży powiedziałam sobie – albo teraz, albo nigdy. To był taki przełom. Dobrnęłam do momentu, w którym nie byłam w stanie bawić się z moją 2,5-letnią córcią. Usiadłam i zaczęłam płakać. Stwierdziłam – DOŚĆ! I tak to się zaczęło. Z ogromnym wsparciem Ewy Chodakowskiej i całego Jej Teamu podjęłam walkę o siebie i swoje życie. Schudłam 30 kg i straciłam 167 cm w obwodach. Było trudno i długo, ale gdyby było inaczej, nie nauczyłabym się tego wszystkiego, co wiem i czuję dziś. Wraz z metamorfozą przyszło przewartościowanie życia.
Popłynęłam na głęboką wodę i rozpoczęłam pracę w korporacji. Początkowo towarzyszyła mi niepewność i strach, ale już wtedy krótko po zrzuceniu nadbagażu kilogramów poczułam, że mogę spróbować. To były pierwsze kroki do pewności siebie. Od czterech lat łączę więc pełnoetatową pracę w księgowości międzynarodowej korporacji z pasją jaką jest sport. Jestem silnie związana z marką, dla której pracuję i często cytuję klasyka: „bez gwiazdy, nie ma jazdy”. Bywa ciężko, nie ukrywam, szczególnie kiedy trzeba pogodzić samodzielne wychowywanie dwójki dzieci z działalnością zawodową i sportową, ale zaczęłam wiedzieć, czego chcę i co jest dla mnie ważne. Odnalazłam siebie. Pracuję nad sobą od 2016 roku. Przez te lata odzyskałam nie tylko sprawność i zdrowie, lecz głównie radość życia. Czuję się szczęśliwa i chce mi się chcieć. Na komplement w końcu umiem odpowiedzieć – dziękuję! To ważne.

Staram się jednak na tym nie poprzestawać. Cały czas się rozwijam i pracuję nad sobą. Wiem także, że nie jestem jedyna. Takich dziewczyn, jak ja jest bardzo wiele. Przechodzą trudną drogę i potrzebują wsparcia, dlatego chętnie dzielę się z innymi własnym doświadczeniem. Zostałam ekspertem żywienia i instruktorką fitness – w tym miejscu ściskam bardzo mocno całą Drużynę Asi Wojteckiej! Bez Was nie byłoby nic! W ramach działalności społecznej prowadzę różnego rodzaju inicjatywy sportowe, w tym zajęcia fitness dla mieszkańców miasta oraz współorganizuję cykliczne warsztaty dla pracowników korporacji, w której pracuję. Udzielam się w lokalnych telewizjach i kiedy mam okazję zachęcam do zdrowego trybu życia, swego czasu również, jako Ambasadorka Ewy Chodakowskiej.

Kiedyś za nic w świecie nie wystąpiłabym publicznie! Zaryzykowałam. Wiele razy. Nie musiało się udać. Wiele projektów, inicjatyw nigdy nie zobaczyło światła dziennego, ale kto by się tam przejmował. Otaczają mnie wspaniali ludzie, więc działam dalej! Nie teraz, to potem! Uda się!
Mogę śmiało napisać, że kocham zdrowy styl życia, choć początki wcale nie były łatwe. Utrata wagi dała mi siłę na wielu płaszczyznach. Wciąż sięgam po więcej. To dopiero początek mojej wspaniałej przygody. Od października wracam na studia, by dalej rozwijać swoje pasje!

Cieszę się, że jestem tu, gdzie jestem i nie chciałabym być nigdzie indziej. Dziękuję losowi za odrobinę szczęścia i wiem, że nic nie przyszło samo, zapracowałam na to i jestem z tego dumna. Wierzę, że każdy z nas może być tam, gdzie zechce. Odpowiednie nastawienie, nakręcanie spirali pozytywności, ciężka praca, determinacja, odrobina motywacji i można góry przenosić. Czy problemy zniknęły? Oczywiście, że nie. Dziś nazywam je WYZWANIAMI.
Cieszę się, że mogę to wszystko napisać. Tak, jestem z siebie piekielnie dumna.
Do zobaczenia w Pruszkowie! Z chęcią Cię poznam!
Za mój udział w projekcie dziękuję wszystkim, którzy pracowali, aby efekt finalny był taki, jaki widzicie.
Dziękuję Maćkowi Bochnowskiemu za zaproszenie do tego projektu. Dziękuję Tobie za to, że poświęciłeś swój czas, by przebrnąć przez tę opowieść.