Jakub Filip Szymaniak vel. Szymon Jakubiak

Szymon Jakubik

Filip.
Do Pruszkowa przeprowadziliśmy się, kiedy byłem w 2 klasie podstawówki. Tata dostał wówczas pracę w Elektrociepłowni Pruszków II. To był pierwszy raz, gdy musiałem tłumaczyć w szkole jak mam imię, ponieważ w dokumentach, Filip jest moim drugim imieniem – rodzice chcieli Filip, babcia inaczej i w końcu zostało tak, że przez wiele lat musiałem nieustannie tłumaczyć nowym nauczycielom czy kolegom, jak mają mnie nazywać.

Pruszków przywitał mnie… owocami – tak właśnie. Zapamiętałem, że w sklepie dostępne (a było to kilka miesięcy po wyjściu Polski z komunizmu) były banany i inne słodkie precjoza, które wcześniej widywałem głównie w telewizji. Kolejne moje pruszkowskie wspomnienie dotyczy czasów szkoły podstawowej (uczęszczałem do SP nr 8, gdy całą klasą chodziliśmy na basen przy ulicy Ołówkowej. Pamiętam, że obowiązkowym punktem programu po pływaniu były klasyczne zapiekanki, dostępne obok w przyczepie kempingowej.

Razem z rodzicami mieszkaliśmy niedaleko MOS-u i przez okno widywałem czasami starcia kibiców MKS MOS Pruszków oraz długie kolejki przed meczami. Z czasem zacząłem rozpoznawać zawodników i ich, jak na tamte czasy, nietuzinkowe samochody (np. jeden z zawodników miał Lincolna Town Car). W okolicy swego czasu było dużo atrakcji dla niepokornej młodzieży. Zamknięty duży zakład przemysłowy na Parzniewie przypominał opuszczony Czarnobyl, teren przemysłowy CBKO też był miejscem eksploracji nastolatków, a do tego bliskość terminala kontenerowego, gdzie często robiliśmy sobie przejażdżki, wskakując na składy przetaczające wagony.

Czasy licealne również dobrze wspominam. Moja szkoła była jakieś dwie minuty od domu (Gomulińskiego) i poznałem wtedy wielu kolegów, z którymi do tej pory mam stały kontakt.
Po liceum trafiłem do 2-letniej szkoły reklamowej w Warszawie – zawsze lubiłem rysować, chwilę wcześniej zacząłem fotografować lustrzanką analogową, więc czułem się świetnie w klimatach artystycznych. Kończąc studium reklamy, obsługiwałem też programy graficzne, co dało mi możliwość pierwszej pracy w Pruszkowie. Trafiłem do produkcyjnej firmy reklamowej, gdzie umiejętność tworzenia grafiki wektorowej była niezbędna przy obsłudze dużego plotera frezującego CNC. Praca bardzo ciekawa, a i dzięki temu doświadczeniu, w ciągu kilku następnych lat pracowałem z powodzeniem w tej branży, obsługując różne maszyny i programy graficzne. Ponieważ próby studiowania szybko zarzucałem, dostałem propozycję z WKU, którą „rozpatrzyłem pozytywnie” – na rok trafiłem do 15 Brygady Wsparcia Dowodzenia. Kilkutygodniowe chwile rozłąki z miejscem zamieszkania sprawiały, że wracałem, z przyjemnością obserwując, jak zmienia się moje miasto. Na jednej z wojskowych przepustek poznałem też moją ukochaną, która dopiero co sprowadziła się do Pruszkowa. Do dziś jesteśmy razem i mam wrażenie, że z wiekiem kochamy się coraz bardziej.

W 2002 roku za pierwszą porządną pensję kupiłem sobie w salonie jubilerskim szwajcarski zegarek, co zdefiniowało moje główne hobby na następne lata. Bardzo wciągnąłem się w ten temat i kiedy tylko odkryłem, że powstało pierwsze w Polsce forum dotyczące miłośników czasomierzy (2004 rok), natychmiast się zarejestrowałem i wpadłem na całego. Sporo czytałem w Internecie na temat różnych rodzajów mechanizmów w zegarkach, obserwowałem również zagraniczne fora i portale.

Kiedy na przełomie 2008 i 2009 roku zaczął się kryzys, straciłem pracę w agencji reklamowej i przez kilka miesięcy bezskutecznie szukałem nowego zajęcia. W końcu zrezygnowany pomyślałem, że może powinienem spróbować w branży zegarkowej i tak trafiłem do warszawskiego salonu, który sprzedawał bardzo luksusowe, jak i popularniejsze marki. W międzyczasie podjąłem też współpracę z portalem zegarkowym, do którego pisałem artykuły. Obecnie jestem członkiem Jury konkursu Zegarek Roku (Watch of the Year Ch24.pl).
Z uwagi na to, że w pracy musiałem dobrze się prezentować, w tamtym okresie zainteresowałem się szeroko pojętym klasycznym męskim ubiorem – od garniturów po ręcznie szyte buty i akcesoria. Powstało wtedy na naszym rynku pierwsze tego typu forum internetowe, które po jakimś czasie przekształciło się w Stowarzyszenie But w Butonierce. Działałem w nim z przyjemnością, będąc także członkiem zarządu. To był pionierski w Polsce okres, ciężko było kupić ładne klasyczne obuwie, akcesoria, nikt w salonach nie znał słowa „poszetka”. Koledzy, z którymi wtedy się spotykałem, pozakładali swoje biznesy związane z klasyczną odzieżą i są liderami na polskim rynku. Bardzo miło było obserwować ich starania i wzrosty.

W związku z aktywnością na BWB poznałem warszawskich szewców, kaletników i krawców co zgrało się w czasie z moimi pierwszymi próbami pracy w skórze. Postanowiłem zrobić sobie sam pasek do zegarka. Obserwowałem, że są na forum zegarkowym osoby, które to robią i pozazdrościłem tej umiejętności – zakupiłem więc na Ebayu narzędzia i spróbowałem. Okazało się, że połączenie hobby zegarkowego z nowym, skórzanym, wychodzi mi nieźle i starałem się podnosić poprzeczkę coraz wyżej. Praca w skórze bardzo mnie wciągnęła i wykonywałem coraz bardziej skomplikowane produkty, jednocześnie obserwując w pracy lukę, jaka była w dostępności akcesoriów odpowiedniej klasy do zegarków.

W salonie zegarkowym miałem pracować kilka miesięcy, a zeszło 5 lat…
Pracę zmieniłem, dopiero gdy dotarła do mnie firma head-hunterska. Okazało się, że jedna z największych korporacji zegarkowych na świecie szuka pracownika na odpowiedzialne stanowisko. To był bardzo duży skok jakościowy. Nowa praca w Warszawie była bardzo satysfakcjonująca pod każdym względem, ale wówczas zaczął mi kiełkować pomysł, aby w pełni oddać się pracy w skórze, zwłaszcza że odnosiłem na tym polu liczne sukcesy. Szczerze mówiąc, początkowo wcale nie byłem przekonany do tego pomysłu, głównie dlatego, że nie mogłem zarzucić aktualnej pracy, a poza tym nigdy wcześniej nie pracowałem na swoim. Mimo to czułem podświadomie, że jest to krok, który należy podjąć i tak zrobiłem. Zaryzykowałem i udało się, pracuję dla siebie… Na dodatek w Pruszkowie.

Co roku jeżdżę na targi do Mediolanu, wybierając ciekawe materiały, nietuzinkowe skóry. Na co dzień współpracuję z polskimi markami zegarkowymi (ten rynek świetnie rośnie, pewnie wiele osób nie zdaje sobie sprawy, ile jest polskich firm z tej branży) i dystrybutorami.
Miłą odskocznią od regularnej pracy są szkolenia non profit dotyczące skór stosowanych w paskach do zegarków. Takie robiłem dla Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków, a ostatnio dla butiku jednej z najbardziej znanych szwajcarskich firm zegarkowych. Byłem zaszczycony otrzymaną propozycją i poczułem, że ostatnie lata prowadzenia własnej firmy nie poszły na marne.