Jacek Duda

Mam na imię Jacek i miesiąc temu przeżywałem chwilę sławy, ponieważ udało mi się wygrać w teleturnieju. Na szczęście taka sława jest krótkotrwała, a jeśli w ogóle miałbym być zapamiętany, to wolałbym chyba z czegoś innego. W Pruszkowie mieszkam od urodzenia, na początku lat 60. przeprowadziła się tu moja mama, mieszkali dziadkowie, więc chyba mogę się uważać już za pruszkowianina, nie słoika :). Skończyłem „Ósemkę”, a potem Liceum im. T. Zana. W związku z ograniczoną wówczas w Pruszkowie ofertą edukacyjną na poziomie wyższym studiowałem w Warszawie, na SGH i na UW. Chociaż lubię podróżować i oglądać nowe miejsca (im więcej, tym lepiej!) to jednak za każdym razem, gdy wracam z kolejnych eskapad do Pruszkowa, czuję, jakbym wracał do domu (a o to przecież chodzi).

W życiu robiłem dużo różnych rzeczy, ale od jakichś 10 lat skupiam się głównie na pokazywaniu ludziom świata — jestem przewodnikiem. Zwłaszcza po Warszawie, ale i nasze miasto kryje przede mną coraz mniej tajemnic — być może niektórzy kojarzą mnie ze spacerów tematycznych, jakie prowadziłem latem 2020 roku. Dlaczego przewodnik? Myślę, że w ten sposób mogę wykorzystać pokłady bezsensownie zalegającej w głowie wiedzy, a przy okazji zaspokoić własną dość silną potrzebę narcyzmu. I jakkolwiek w niewielu rzeczach jestem naprawdę dobry, tak w snuciu opowieści z mnóstwem dygresji i nikomu niepotrzebnej wiedzy wydaje mi się, że jestem niezły.

A kiedy nie pracuję? Staram się dbać o siebie, biegając, ale poza tym chyba… również pracuję. Bo podczas podróżowania, nawet po okolicy, czy pieszych wędrówek, zawsze staram się gdzieś podłapać jakieś informacje, które później przydadzą mi się w pracy (albo pomogą od czasu do czasu wygrać jakiś teleturniej). Na szczęście zarówno żona, jak i syn podzielają tę moją pasję, więc nie mam z jej powodu problemów w domu. Co więcej, żona, która nie jest z Pruszkowa, polubiła nasze miasto i traktuje je również jak swój dom.

Czy Pruszków i mieszkanie tu jakoś na mnie wpływa? Na pewno cenię sobie fakt, że wszędzie tu blisko i że prędzej czy później trafi się na kogoś znajomego na ulicy. No i bardzo lubię tę nić porozumienia, kiedy powie się o „papierniczym na rogu”, „basenie na ołówkach” czy „supersamie koło czołgu”. To takie pruszkowskie 🙂