Filip „FiFo Samaritan” Tarnowski

Filip „FiFo Samaritan” Tarnowski — zawodowy gracz, muzyk, właściciel czarnego pudla i pruszkowianin z granicy miasta. To tak w dużym skrócie, gdybyście nie mieli czasu czytać dalej.

Od dwóch lat pracuję w branży gier video na stanowisku QA — Quality Assurance, czyli testera gier. W swoim zawodowym dorobku odnotowałem takie tytuły jak „Forza Horizon 4” czy „Sea of Thieves”. Aktualnie natomiast jestem pracownikiem polskiego studia developerskiego, dla którego przeprowadziłem testy IV części serii „Sniper Ghost Warriors: Contracts”, a ta została wydana w listopadzie.

Jednak moim głównym zajęciem, a raczej pasją, której poświęcam nie tylko większość czasu, ale przede wszystkim całe serce, jest muzyka. Ta przygoda swój początek miała w 2006 roku. Zaczęło się od nauki sztuki beatboxu – pierwsze próby rapu i wielokrotne uczestnictwo w warszawskim undergroundzie z pewnością ukształtowały mnie muzycznie. Później zacząłem pogrywać w klubach muzycznych jako DJ, a dzisiaj jako frontman i główny wokalista koncertuję już z własnym zespołem.

Na beatboxie się jednak nie skończyło. Do dzisiaj pamiętam sytuację jeszcze z czasów liceum, kiedy razem z dwoma ziomkami słuchaliśmy Boba i Damiana Marleyów. Puściłem wówczas jakiś instrumental utworu Damiana i zacząłem coś freestyle’ować, pierwszy raz modulując lekko głos. Nigdy nie zapomnę reakcji ziomków: „Stary, p***rz ten rap! P***rz beatbox – rób reggae!”. Posłuchałem ich, chociaż połowicznie, bo z beatboxu nie zrezygnuję nigdy. Od tamtego momentu zamiast „gęby” miałem nie tylko instrument i małe pudło rezonansowe (beatbox ^^), ale również instrument do tworzenia wokalu. Efekty nie przychodzą jednak same. Nieustannie staram się uczyć, poszerzać swoją wiedzę i rozwijać warsztat tak, aby w jak najlepszy sposób wykorzystać możliwości drzemiące w moim wokalu. Zespół, który mam od ponad 2 lat bardzo mi w tym pomaga.

Każdy progress, jaki robimy i każdą nową piosenkę, która powstaje ze wspólnego wysiłku, uważam za osiągnięcie. Jednym z takich bardziej namacalnych jest jednak nasz ubiegłoroczny udział w festiwalu Ostróda Reggae Festiwal, który jest największym festiwalem muzyki Reggae w Polsce. Był to konkurs na najlepszy młody band, jednak głównie przez bardzo dużą różnorodność naszej muzyki, nie do końca wkleiliśmy się w tematykę zespołu reggae. To oficjalnie. Bo nieoficjalnie mam z tym festiwalem również inne wspomnienia. Cała impreza trwała 4 dni, zespół zjadł cykor, a moja ówczesna ostra nadwaga i brak jakiejkolwiek kondycji nie pomagały w tworzeniu CZYSTEJ muzyki. Podobnie zresztą jak zdarty, zjechany głos – efekt biegania od sceny do sceny i dawania z siebie więcej niż 100%. Nie było łatwo, ale wspomnienia zostaną z nami na bardzo długo.

Na pewno za duże osiągnięcie uważam także szansę współtworzenia muzyki z geniuszem muzycznym i moim mentorem — Rastamańkiem, czyli Maurycym Tarkowskim, znanym zarówno ze sceny solowej, jak i z zespołów: „Raggamoova”, „Jasna Lityka” czy „Soundz of Freedom”. Tak naprawdę to właśnie on mnie „wyhaczył” na małym festiwaliku zorganizowanym przez znajomych z Pruszkowa (pozdrawiam Rafała Króla, BUNGA BUNGA i całą ekipę), na którym razem z KaCeZetem byli gwiazdami wieczoru.
Liczę, że kolejne równie ciekawe projekty jeszcze przede mną.

Na koniec zostawiłem trochę prywaty.
Urodziłem się w Pruszkowie. Aktualnie mieszkam natomiast tuż pod granicą miasta, bo choć osiedle, na którym stoi mój dom należy do Pęcic, to znajduje się jeszcze przed znakiem „Pruszków żegna”. Niemniej jednak kiedy mówię wszystkim, że JESTEM Z PRUSZKOWA (za każdym razem jak to teraz będę mówił, będę miał twarz Konstantego przed oczami, ehh), a potem podaję adres na Pęcice, sprawiam im radochę (toczyli bekę, ale to radość, czyli profit! iks de).

Większość z Was może mnie kojarzyć, jako gościa z czarnym pudlem. Tak to ja! Mój pies, Kacper, ma 14 lat i wszędzie go ze sobą zabieram, szczególnie gdy chodzę gdzieś po mieście, więc bardzo prawdopodobne, że się już spotkaliśmy 🙂. Z pozostałą częścią pruszkowian być może znam się ze szkoły. Ukończyłem liceum im. Tomasza Zana jeszcze, gdy szkoła była małym, starym blokiem. Myślę jednak, że dzięki temu mam z nią lepsze wspomnienia, niż miałbym, gdybym chodził do tak nowoczesnej szkoły, jaką jest ona w tej chwili. „Zaniacy” pewnie się ze mną zgodzą 🙂
Gimnazjum z kolei kończyłem w Komorowie, ale pod wieloma względami to nie był do końca udany moment w moim życiu. Przenosząc się bowiem z SP 6 w Pruszkowie, trafiłem na zupełnie inną mentalność dzieci z nowobogadzkich rodzin, a poza tym gimnazjum to był okres poznawania… rzeczy. Głupi czas.

Za to na pewno pięknie wspominam cały Pruszków, bo w przedziale 8-18 lat nachodziłem się wszędzie i chyba znałem wtedy każdy kąt w tym mieście. Teraz gdy czasami patrzę na to, co się tu pozmieniało, to nie zawsze jestem pewien, gdzie jestem. Dużo zmian, dużo nowych budynków, coraz mniej starych…

Pamiętam również, jak przy parku Potulickich graliśmy z ojcem w tenisa. Byłem mały, rakieta za ciężka, a zawsze zwracał mi uwagę, żebym trzymał ją jedną ręką. Pamiętam także, jak raz w podstawówce zabrali nas na basen, gdzieś przy PKP, po jakimś czasie powstał KAPRY tuż obok mojego domu i ten stary poszedł szybko w niepamięć. A pływakiem byłem przez 4 lata w UKS Anprel Pruszków, tak więc na basen dwa razy dziennie śmigałem, nawet w Mistrzostwach Polski brałem udział. Zająłem miejsce PRAWIE na podium, bo 42. w kraulu na 50 albo 100 metrów, szczerze mówiąc, już nie pamiętam dokładnie. Pamiętam za to, że będąc w liceum, chodziłem do klasy z Mistrzami Polski w koszykówkę rocznik ‘92. Nawet miałem przyjemność z nimi trenować, a to na hali obok „Mechanów”, a to później w SP nr 12 na nowej hali.

Co robię w czasie wolnym? Pracuję. W sensie muzykę robię, piszę teksty, układam playlisty do grania w klubach i teraz przygotowuję się na nowy sezon. Chociaż akurat w tym dziwnym, pandemicznym okresie, to chyba sobie trochę jeszcze poczekam, c’nie? Wracając jednak do sedna, wszystko to traktuję, jak pracę, więc tak na dobrą sprawę nie mam czasu wolnego. Chociaż… od grudnia gram w grę. Namówili mnie. Po 8 latach chętnie wróciłem do spędzania wieczorów i niekiedy wczesnych nocy przed monitorem. Może i wzrok już nie ten, ale za dużą radochę mi to sprawia. Przy tej okazji trafiłem też do największej polskiej gildii na „World of Warcraft Classic” i będę nawet nagrywał tam wokale, jako lektor. Niedługo ruszamy więc z filmikami i streamami bardziej globalnie, KMWTW xD.