Ewa Król

Ewa Król, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego im. Tomasza Zana. Pruszkowianka niemalże od urodzenia – niemalże, gdyż jej matka, będąc w zaawansowanej ciąży, pojechała w odwiedziny do rodziny w Kozienicach i stamtąd wróciła już z córką na rękach.

Rodzice Ewy zamieszkali w Pruszkowie, jak sama mówi, przymusowo – ojciec dostał nakaz pracy w pruszkowskiej elektrociepłowni i przydział mieszkania przy „Arkonie”, czyli obecnej Książnicy Pruszkowskiej im. Henryka Sienkiewicza. Ewa wspomina tamto mieszkanie jako bardzo małe – tak małe, że gdy jako kilkuletnie dziecko wychodziła na dwór, ciężko ją było nakłonić do powrotu do ciasnych pomieszczeń. Po kilku latach przeprowadzili się na ulicę Chopina. Uczęszczała do szkoły podstawowej nr 8, która wówczas miała piękny basen i alpinarium, potem do LO im. Tadeusza Kościuszki.

Od zawsze była pewna, co chce robić w życiu – w grę wchodziło jedynie nauczanie dzieci i młodzieży. Kategorycznie zaprzeczyła, jakoby dopuszczała jakąkolwiek alternatywę. Pasję do pracy o charakterze pedagogicznym zaszczepiło w niej harcerstwo, którego działaczką była przez wiele lat. Chociaż mama-dentystka, właścicielka pierwszego prywatnego gabinetu stomatologicznego w Pruszkowie, przekonywała ją do studiów medycznych, Ewa była nieugięta. Chciała zostać nauczycielką, i już. Ostatecznie musiała dokonać wyboru między wychowaniem fizycznym, rosyjskim oraz biologią. Padło na biologię – choć w tamtym czasie nie każdy mógł studiować na kierunku nauczycielskim. Rok po zdaniu matury, Ewa podjęła pracę w przedszkolu nr 6, jednocześnie rozpoczynając studia wieczorowe na UW. Trzeci rok studiów pozwolił jej na podjęcie pracy w SP nr 11 jako nauczyciel chemii i biologii. W momencie otwarcia SP nr 2, rozpoczęła pracę jako biolog, uzyskując jednocześnie pełne kwalifikacje do nauczania tego przedmiotu. Od 1992 roku związana jest z LO im. Tomasza Zana.

W wolnym czasie, którego ma niewiele – po objęciu stanowiska dyrektora nie zrezygnowała z nauczania swojego przedmiotu – lubi zajmować się swoim ogrodem przy domu na Ostoi. Szydełkuje i haftuje obrusy, chusty, swetry i szale. Jako biolożka z powołania, kocha wszystkie zwierzęta, szczególnie psy i koty. Gdyby do końca życia była skazana na jedzenie tylko jednej potrawy, śmiało poradziłaby sobie z własnoręcznie zerwaną zieleniną. Pruszków kocha za wszystkie parki, szczególnie park Potulickich, oraz za dawne okolice basenu Kapry, gdzie w wiosennym słońcu uczyła się z przyjaciółkami do matury.