Dorota Smak i Paulina Chełmicka

Dorota Smak

Kim jestem? Jaka jestem?
To pytania nie do mnie, nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć.
Kiedyś powiedziałabym, że zwykłą dziewczyną z osiedla, mistrzynią zamieszania i społeczniczką.
Dzisiaj…, że zwykłą kobietą, pruszkowianką od pięciu pokoleń.

Zacznijmy jednak od początku.
Nazywam się Dorota Smak, mam 37 lat i na koncie dwójkę najwspanialszych dzieci — Kacpra i Ewę. W Pruszkowie mieszkam od urodzenia. To miasto mnie wychowało i ukształtowało. Tutaj chodziłam z babcią do sklepu Pani Sasankowej, z mamą do Stacha po zakupy, najlepszą oranżadę piłam w zieleniaku u Pani Ewy przy Plantowej i jadłam najlepsze zapiekanki z budki przy basenie. Pamiętam bar „Miś” i pyszną coca-colę w szklanej butelce. Pamiętam przysypianie na schodach SDH-u, gdy mama stała w długiej kolejce. Pamiętam cudne WZ-ki w kawiarni przy ul. Chopina (w miejscu obecnego przedszkola, wcześniej przychodni rehabilitacyjnej). Pamiętam spotkania przy czołgu i występy w Spółdzielczym Domu Kultury przy ul. Niepodległości. Pamiętam naszą osiedlową bandę i lodowisko na Potuliku.

Edukację zaczęłam w Szkole Podstawowej nr 2, w czasach kiedy nosiła imię fińskiego polityka, a za prawidłowe napisanie jego nazwiska dostawało się piątkę w drugiej klasie. Do „Dwójki” czuję ogromny sentyment. To właśnie w tej szkole pod okiem wspaniałych pedagogów stawiałam pierwsze kroki w działalności społecznej i charytatywnej. Od samego początku grałam w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy ze sztabem przy szkole. I tak mi zostało do dzisiaj, teraz gram razem z moimi dziećmi.

Po ukończeniu edukacji w szkole podstawowej nadszedł czas wyboru szkoły średniej. Od samego początku wiedziałam, że będzie to jedno z pruszkowskich liceów. Podtrzymując tradycję rodzinną, wybrałam Liceum Ogólnokształcące im. Tomasza Zana. Ze szkoły, w której było ponad 1000 uczniów, trafiłam do rodzinnego i kameralnego liceum. Ten czas upłynął mi przede wszystkim na zawieraniu nowych znajomości, na szukaniu pasji i poznawaniu siebie. Cztery lata pięknej przygody pod okiem wymagających profesorów.

Ogromna wewnętrzna potrzeba kontaktu z ludźmi oraz chęć niesienia pomocy innym zdefiniowała decyzję o dalszej nauce. Porzuciłam plany związane z dziennikarstwem i wybrałam szkołę medyczną. Moja pierwsza i każda następna praca (z małymi wyjątkami) – oczywiście w Pruszkowie.

I tak 13 lat upłynęło mi na pracy w aptece, gdzieś w międzyczasie zostałam też podwójnie mamą. Dzieci nauczyły mnie pokory, determinują bardzo to, kim jestem i tak naprawdę cały mój świat kręci się wokół nich. Co najważniejsze to dla nich zdecydowałam się na wielką zmianę w życiu. Porzuciłam pracę w zawodzie, aby być bliżej i bardziej z nimi. Od samego początku wpajam im wartości, jakie uważam za słuszne, uczę pracy społecznej i pokazuję, że mają wpływ na swoje życie.

Przeorganizowanie życia pozwoliło mi na powrót do rzeczy, które sprawiają mi radość. Z ogromną przyjemnością pełniłam przez kilka lat funkcję przewodniczącej RR w Przedszkolu Miejskim Nr 9. Wtedy znowu poczułam, ile frajdy daje mi uśmiech drugiego człowieka. Nowa praca, w jednym z pruszkowskich liceów pozwoliła mi z kolei rozwinąć się w zupełnie innym kierunku, a codzienny kontakt z młodzieżą sprawia, że czuję się szczęśliwa. Kilka miesięcy temu stwierdziłam, że muszę zacząć walczyć o lepszą przyszłość dla moich dzieci. Uczę ich szacunku, wrażliwości, miłości i dobroci. Ich przyszłość maluje się jednak w szarych i restrykcyjnych barwach. Postanowiłam więc pokazać im jeszcze, że w życiu trzeba mieć odwagę. I tak zaczęła się moja kolejna przygoda.

Część osób poznała mnie w czasie strajków kobiet w Pruszkowie. Zaangażowałam się w tworzenie funpage’a wspierającego walkę kobiet, jestem współautorką projektu ustawy nadania rondu nazwy „100-lecia Praw Kobiet”, razem z koleżanką zapoczątkowałyśmy w pruszkowskich placówkach oświatowych „Różowe Skrzyneczki”.

Planów na przyszłość wciąż mam całe mnóstwo. Każdy związany jest z naszym miastem. Lubię twarze mijane na ulicy, uwielbiam obserwować, jak zmieniają się mieszkańcy. Uwielbiam ten klimat — to trzeba poczuć . Pruszków to moja mała ojczyzna, tworzę ją razem z innymi mieszkańcami. To moje miejsce na ziemi, do którego będę zawsze wracać.

Czego pragnę? Pragnę, aby moje dzieci tak samo mocno utożsamiały się tym miastem, aby kolejne pokolenia tworzyły to miejsce.

Kim jestem? Dziewczyną z Pruszkowa!


Paulina Chełmicka

Cześć! Mam na imię Paulina i jestem zwykłą dziewczyną z Pruszkowa. To tutaj urodziłam się i w objęciach tego miasta wychowywałam. Moja relacja z Pruszkowem od zawsze jest „LOVE – HATE RELATIONSHIP” – z jednej strony ogromny sentyment, z drugiej… kto się czubi, ten się lubi 😉
Mimo różnych naszych perypetii Pruszków zawsze będzie mi bliski i wiem, że będę wiernie do niego wracać. To z nim właśnie wiąże się większość moich wspaniałych wspomnień – pierwszych przyjaźni, miłości, dramatów i radości. To właśnie to miasto, z małymi przerwami, było i jest towarzyszem w najważniejszych i najbardziej znaczących chwilach mojego życia.

Zacznijmy od początku – w roku 1989 urodziłam się w Szpitalu na Wrzesinie. Całe moje dzieciństwo związane jest ze Żbikowem – to w tej dzielnicy stawiałam swoje pierwsze kroki, wypowiadałam pierwsze słowa. Pamiętam beztroskie popołudnia spędzane w piaskownicy, niekończące się wiersze i śpiewy mojej prababci, dziecięce przyjaźnie i letnią zupę owocową. Sielskie krajobrazy „Glinek” od zawsze mi towarzyszą i zawsze wywołują przyjemne ukłucie w sercu – letnie kąpiele, zimowe łyżwy i długie spacery w promieniach zachodzącego słońca, niekończące się rozmowy. To właśnie te rejony były świadkami każdego etapu mojego życia, każdego stanu – wielu łez smutku i szczęścia.

Moja edukacja zaczęła się w Przedszkolu Miejskim nr 7 przy ulicy Słowackiego, które hojnie obdarowało mnie pięknymi chwilami beztroski, wzbudzało uśmiech i sprawiało wiele frajdy podczas pamiętnych teatrzyków i lekcji rytmiki – tak pamiętam . Potem cała nasza przedszkolna banda trafiła pod skrzydła pedagogów Szkoły Podstawowej nr 9 przy ulicy Mostowej – kartę pływacką, zdawaną na basenie przy ulicy Ołówkowej, noszę do dziś w portfelu, sic!

Potem przyszedł czas na odkrywanie kolejnych zakamarków miasta, jak i siebie, czyli czas gimnazjum. Powoli zaczęłam oswajać nowe rejony i kształtować własne „ja”. To w tym okresie trafiłam na zajęcia plastyczne do Młodzieżowego Domu Kultury i to właśnie one zapoczątkowały we mnie odkrywanie swojej ogromnej pasji, jaką jest dla mnie sztuka. A ta towarzyszy mi do dzisiaj i stała się moim zawodem.

„Kościuch” to fantastyczny okres moich nastoletnich lat, ale także etap walki z własnymi demonami. To także najbardziej burzliwy czas pod względem odkrywania siebie, a zarazem początek największej przygody, jaką jest dorosłość. Nauczyłam się wówczas pokory i empatii do drugiego człowieka, efektem czego jest moja droga ku arteterapii, którą dziś wykorzystuję w pracy z pacjentami.

Odwaga, siła i determinacja to wartości, których uczę się codziennie na nowo i to one ponad rok temu zaprowadziły mnie na pruszkowskie ulice, aby walczyć o lepsze jutro, a właściwie to otworzyły nowy rozdział mojego życia pt. aktywizm społeczny. Tak powstał ruch „WPR w walce o Kobiety”, który współtworzę. W ramach jego działalności organizujemy społeczne projekty, mające na celu pomoc i edukację w zakresie równouprawnienia oraz dyskryminacji ze względu na płeć. W ramach ruchu powstał m.in. pomysł projektu ustawy o nadaniu nazwy Ronda 100-lecia Praw Kobiet, który został zrealizowany czy bardzo ważna dla nas inicjatywa wprowadzenia w pruszkowskich szkołach Różowych Skrzyneczek.

Niewątpliwie aktywizm społeczny i działalność na rzecz ruchu dają mi możliwość poznawania wspaniałych ludzi i wiarę w to, że dobrzy ludzie naprawdę istnieją. Nie zwalniam i nie chcę zwalniać tempa, bo jeszcze wiele przede mną działań w pruszkowskiej rzeczywistości, które są o nas, dla nas i z nami.

To ludzie tworzą miejsca i nadają im wyjątkowego znaczenia – Pruszków z pewnością jest wyjątkowy.