Dominik Czubek

Cześć, jestem Dominik, mam 46 lat. Urodziłem się w Pruszkowie i od zawsze jestem z nim związany. To tutaj rozpocząłem i kontynuowałem swoją edukację. Od przedszkola przy ulicy Chopina, przez trzy klasy w SP nr 8 (ciekawostką jest, że te 3 lata uczyliśmy się w Technikum Mechanicznym, bo nie było jeszcze SP nr 2, a w „Ósemce” trzy klasy się nie zmieściły), klasy 4-6 w nowej SP nr 2, a przygodę z podstawówką zakończyłem w SP nr 12 przy ulicy Hubala. Potem trafiłem do Technikum Mechanicznego przy ul. Gomulińskiego, które skończyłem w roku 1995.

W IV klasie szkoły podstawowej poznaliśmy się z koszykówką i ta znajomość w różnej formie trwa do dzisiaj. Dzięki niej miałem zaszczyt i niewątpliwą przyjemność uczestniczyć jako zawodnik w największych sukcesach pruszkowskiej koszykówki. W Pruszkowie grałem do 2013 roku, z przerwami na reprezentowanie klubów z Białegostoku (dwukrotnie), Starogardu Gdańskiego, Zgierza i warszawskiej Legii. Jeszcze będąc czynnym zawodnikiem, rozpocząłem pracę jako trener koszykówki, a także grałem w Pruszkowskiej Lidze Szóstek Piłkarskich. Jedno i drugie robię do chwili obecnej.

Z natury jestem człowiekiem bardzo spokojnym, nie lubię i chyba po prostu nie chce mi się denerwować czymkolwiek, szkoda życia na nerwy. Jedynie sport, bez względu na to, czy w roli trenera, czy zawodnika, zawsze mnie odmienia. Na boisku wstępuje we mnie „demon” i jestem zupełnie innym człowiekiem — walczącym, agresywnym, kłótliwym i zaczepnym. Drzemiący we mnie spokój pomaga mi za to w pracy. Od 5 lat jestem panem przedszkolanką w przedszkolu Mali Olimpijczycy, oczywiście w Pruszkowie. Muszę przyznać, że praca jest trudna i wymagająca, ale sprawia mi dużo radości oraz nieskrywanej satysfakcji.

Prywatnie wraz z żoną Magdaleną jesteśmy rodzicami 13-letniego Patryka, który trenuje piłkę nożną w Zniczu i 9-letniej, zakochanej w koniach i jeździectwie Marii.

W moich wspomnieniach nieustannie króluje dawny Pruszków — z czołgiem w centrum, z osiedlami z wielkiej płyty, ze starą i niebezpieczną ulicą Stalową. Pamiętam doskonale hot-dogi z duszonymi pieczarkami w zimie, a latem lody włoskie z supersamu przy ulicy Wojska Polskiego (teraz Millenium Bank). Teraz to już zupełnie inne miasto — odmienione, nowoczesne. Przede wszystkim jednak pełne ludzi, sklepów, barów, coraz to nowych restauracji ze zróżnicowanym menu. Są też miejsca, które lubię bardziej od innych, ale Pruszków, to Pruszków. Tu się wychowałem, uczyłem, przeżywałem wzloty i upadki. Myślę, że tu już pozostanę…

A na koniec, dziękuję za możliwość udziału w tym projekcie, w pewnym sensie zmusił mnie bowiem do odgrzebania wspomnień i przemyśleń związanych z tym miastem.