Dariusz Cetner

Siemanko jestem Darek, ale w Pruszkowie znają mnie bardziej pod pseudonimem Ceci. Mam 33 lata, urodziłem się w Pruszkowie na Wrzesinku. Moja historia jest dość nietypowa — z zawodu jestem informatykiem, lecz w moim sercu od zawsze był sport. Zatem cofnijmy się w czasie do początków opowieści.

Od urodzenia mieszkałem na osiedlu Staszica, przy ulicy Jasnej. Uczęszczałem do przedszkola, a następnie do Szkoły Podstawowej nr 2 im. Urho Kalevi Kekkonena, obecnie Kornela Makuszyńskiego. Już w tej szkole miałem multum dziwnych zainteresowań — kochałem jeść, kochałem sport i komputery :).

Jest to o tyle śmieszne, że pomimo przemiłych epitetów typu: „Lepiej Cię przeskoczyć niż obejść” reprezentowałem klasę, a nierzadko szkołę w grach zespołowych — piłce nożnej, koszykówce czy siatkówce. Moja przygoda z siłownią w gruncie rzeczy zaczęła się w gimnazjum. Mając 14 lat, pierwszy raz poszedłem na trening do Miejskiego Ośrodka Sportu. Jak na pierwszą inicjację przystało, podczas wyciskania na ławce płaskiej przydarzył mi się wypadek — sztanga przechyliła mnie na bok. Nie bez strachu, ale z opresji wyszedłem cało i w tamtym momencie poczułem, że ze sportami siłowymi chcę się związać na dużo dłużej.

W szkole średniej moja miłość do siłowni rosła, równocześnie z nią, miłość do komputerów. W związku z tą drugą pasją, moją pierwszą pracą było stanowisko informatyka w Szpitalu Kolejowym w Pruszkowie. Była to praca, do której chętnie wracam wspomnieniami. Nie dość, że pozwalała mi się rozwijać w zawodzie, to dodatkowo miałem możliwość pracować z wieloma ludźmi z Pruszkowa, co miało zaowocować w przyszłości. W zasadzie dzięki temu, że miałem sporo wolnego czasu, to coraz więcej godzin spędzałem na siłowni. Edukację kontynuowałem, studiując informatykę, ale w głębi siebie czułem, że prawdziwe szczęście dawało mi dźwiganie. Z czasem trening stał się również kolejnym źródłem dochodu, ponieważ zacząłem prowadzić treningi personalne na terenie Pruszkowa. A dzięki temu, że w szpitalu załapałem sporo znajomości z ludźmi ze swojego miasta, miałem z kim pracować i rozwijać się w tym kierunku. Kiedy skończyłem 24 lata, wiedziałem, że chcę być instruktorem.

Sport wypełniał każda moją wolną chwilę, a najlepsze wakacje wtedy to był wyjazd charytatywny do Lwowa, z Pruszkowską Grupą Rowerową, na której czele stał mój bliski znajomy, Kamil Nadolny. Poza Kamilem, w Pruszkowie trzymałem się z wieloma osobami, które osiągnęły całkiem sporo poza granicami naszego miasta, ale ich serca zawsze były związane z tym miastem. Mógłbym wymieniać wiele nazwisk, ale dla Pruszkowa z pewnością najistotniejsze będą Edgar Czop — pruszkowski radny, który swoją wiedzą i charakterem, nieraz mi zaimponował i przysłużył się miastu. Gość, na którego zawsze można liczyć.

Drugą osobą z pewnością będzie dr Maciej Duczyński, którego znam prawie 20 lat. Jest współzałożycielem Projektu Masaż. Razem w Pruszkowie przeszliśmy chyba każdą możliwą ścieżkę i poznaliśmy większość fajnych miejsc. Z nim również zaczynałem swoje treningi na pruszkowskich siłowniach.

Należy zaznaczyć, że w rodzinnym mieście moje serce zawsze należało do jednej siłowni — pruszkowskiego PERZ COURT. Z miejscem tym byłem zżyty do tego stopnia, że już prawie 10 lat temu pomagałem przy historycznym otwarciu tej siłowni w miejscu przerobionych kortów tenisowych. Po dzisiaj miejsce to traktuję jak swój drugi dom.

Niestety jako młody człowiek, który był samoukiem, pozostawał bez nadzoru trenera i opieki kogoś, kto spojrzy z boku, dopadło mnie kilka kontuzji. Pierwszą, najgroźniejszą dla życia była zatorowość płucna i tylko dzięki dobrym ludziom ze Szpitala Kolejowego, udało mi się wyjść z tego żywo.

Następnie przytrafiło mi się zerwanie więzadła krzyżowego w kolanie. Przy tej kontuzji, moje znajomości z Pruszkowa pomogły mi w nieoceniony sposób. W Warszawie operował mnie ortopeda, który podejmował dyżury w pruszkowskim szpitalu, a zapoznały mnie z nim tamtejsze pielęgniarki. Dzięki temu mogłem szybko zostać zoperowany. Niestety, kontuzja była na tyle uciążliwa, że musiałem na dłuższy czas odpuścić sport i mocniej zaangażować się w informatykę. W związku z tą zmianą, na kilka lat wyprowadziłem się na Śląsk. Tam pracowałem i rozwijałem się jako informatyk, lecz po pewnym czasie wróciłem również do sportu.

W 2019 roku założyłem sekcję trójboju siłowego i wyciskania — Cecipowerlifting Team. Sukcesywnie od października 2019 roku prowadzę ją również lokalnie, na terenie Pruszkowa i Warszawy. Muszę przyznać, że moja praca jest również moją prawdziwą pasją, więc trudno mi podzielić czas, gdy jestem w pracy lub gdy jestem poza nią. Z racji tego, że trójbój siłowy jest dość młodym sportem w naszym kraju, pewnie wiele osób nawet nie kojarzy, z czym się to wiąże.
Dyscyplina ta opiera się na przysiadzie ze sztangą, wyciskaniu sztangi na ławce leżąc oraz na martwym ciągu. W teorii brzmi łatwo, lecz realia są nieco odmienne. Głównym założeniem tego sportu jest podniesienie jak największego ciężaru przy możliwie jak najmniejszej wadze zawodnika w tych trzech konkurencjach. Przykładowo najsilniejsza kobieta w mojej sekcji podnosi ponad 325 kg w totalu (czyli we wszystkich trzech bojach), ważąc jedynie 48,5 kg, natomiast najsilniejszy mężczyzna podnosi 707,5 kg przy wadze 90 kg. I to jest coś, za co pokochałem ten sport!

Niesamowitym jest dla mnie, że ktoś tak niepozorny, potrafi tyle udźwignąć. To właśnie dzięki sekcji wróciłem w rodzinne strony. Było to pierwsze miejsce, o którym pomyślałem w kontekście rozwijania skrzydeł jako instruktor trójboju siłowego. Miejsce, gdzie zawsze było mi dobrze, w którym otrzymałem tak wiele cennej pomocy.

Jednym z pierwszych sukcesów, moim jako trenera i mojej zawodniczki — współzałożycielki sekcji, Luny, było zdobycie ostatniego Mistrzostwa Polski w wyciskaniu sztangi leżąc, które to zawody odbywały się w Miejskim Ośrodku Sportu w Pruszkowie :). Niezmiernie ubolewam, że jak do tej pory były to ostatnie tego typu zawody w tym miejscu, ze względu na brak funduszy na realizację kolejnych.

Z Pruszkowem związane życie ma lub miała również cała moja rodzina. Moje dwie ciocie były nauczycielkami matematyki w szkołach w całym mieście, natomiast najbardziej znany w Pruszkowie z mojej rodziny był mój Tata — Andrzej Wścibski, aż żałuje, że to nie on jest teraz na moim miejscu. Tata był prezesem honorowych krwiodawców przy zakładach naprawczych taboru kolejowego w Pruszkowie, a następnie przy szpitalu kolejowym. Organizował zbiórki krwi na terenie całego miasta, pomagał organizować wszelkiego rodzaju eventy i prężnie działał w życiu Pruszkowa. Jego wystawy do dziś można zobaczyć w pruszkowskim MOK-u. To właśnie on zaraził mnie miłością do tego miasta. Poza sekcją to on był powodem, dla którego tu wróciłem.

Aktualnie zajmuję się treningami personalnymi na terenie Pruszkowa i Warszawy, moja sekcja rośnie w siłę. Zawodnicy, których trenuję, zdobywają w całym kraju coraz to lepsze wyniki i przywożą z nich wiele medali. Moim skrytym marzeniem jest, aby zawody z wyciskania (a może i nawet z całego trójboju siłowego) wróciły do Pruszkowa. Wtedy być może ja albo któryś z moich podopiecznych zdobylibyśmy kolejny medal w mieście, które jest dla mnie tak ważne.
Kto wie, może uda mi się kiedyś samemu zorganizować takie zawody w Pruszkowie?

ZDJĘCIE ZROBIONE W RAMACH WYSTAWY w CH NOWA STACJA