Daniel Staniszewski

Urodziłem się w Pruszkowie prawie 31 lat temu. Mój dom rodzinny mieści się w Komorowie, gdzie spędziłem spory kawałek swojego życia, jednak niedawno postanowiłem związać się na stałe z Pruszkowem i kupiłem mieszkanie w centrum miasta — po sąsiedzku z Adrianem Teklińskim, Mistrzem Świata w kolarstwie torowym.

Zawodowo — profesjonalny mechanik rowerowy z ambicją na ciągły rozwój. Prywatnie — choć po wypadku, to wciąż pasjonat motocykli; za młodu zapalony miłośnik sportów i sztuk walki z kontuzją na koncie; raz na jakiś czas złota rączka i typ „zrób to sam”; a w wolnym czasie zbzikowany na punkcie audio artysta ze szklaneczką kolekcjonerskiej whiskey i z pokaźnym portfolio własnoręcznie wykonanych sprzętów nagłaśniających klasy hi-end. Moją codzienność wypełniają zatem dwa najistotniejsze dla mnie elementy — praca i pasja. Nie jestem typem człowieka, który potrafi i przede wszystkim chce, siedzieć spokojnie na miejscu, na dodatek w ciepłych kapciach, przed telewizorem. Nie, żeby to było coś złego, ale ja wolę działać. Nieustannie coś robię, uczę się, rozwijam, majstruję i kombinuję, ale miałem tak odkąd sięgam pamięcią.

Zawsze byłem żwawym i trochę nadpobudliwym ruchowo dzieckiem. Nie raz miałem przez to zgryz z nauczycielami w szkole, nie mówiąc już o tym, że raczej nie byłem przez nich lubiany. Jak każdy dzieciak potrzebowałem po prostu miejsca, gdzie mógłbym się wyżyć i spożytkować nadmiar energii. W tamtym okresie do akcji wkroczyli rodzice i zapisali mnie na dodatkowe sportowe zajęcia. Początkowo padło na judo, które trenowałem jakieś 7 lat i szczerze mówiąc, do dzisiaj żałuję, że przestałem. Ostatnio zakiełkowała mi w głowie myśl, by wrócić do treningów i po latach zdobyć upragniony czarny pas, zwłaszcza że byłem w tym naprawdę dobry. Jednak jak to w młodych latach bywa, zabrakło motywacji — ze strony trenera, być może rodziców i pewnie z mojej po części również, w efekcie czego w pewnym momencie przerwałem regularne zajęcia.

Jakiś czas później zainteresowało mnie MMA (Mieszane Sztuki Walki), a moja przyjaźń ze sztukami i sportami walki trwała 2 lata, do czasu wypadku motocyklowego. Ortopedyczna diagnoza była brutalnie jednoznaczna — zerwane więzadło krzyżowe tylne i wyskakujące ze stawu kolano, definitywnie wykluczyły mnie nie tylko z ringu, ale również z szusowania na motorze. Zamiast tego czekały mnie lata rehabilitacji, kolejne operacje, lekarskie zakazy i zalecenia. Walki w parterze oraz ekstremalne wyczyny motocyklowe zeszły na dalszy plan, a ja poszedłem za sugestią lekarza i przerzuciłem się na rower. Oczywiście, swoim zwyczajem nie usiedziałem grzecznie na miejscu jakoś nadzwyczajnie długo, bo kiedy tylko udało mi się wrócić do sprawności, postanowiłem startować w maratonach rowerowych.

I właściwie tak to się zaczęło. Można powiedzieć, że praca zrodziła się z pasji, a pasja z wypadku motocyklowego. W trakcie swojej przygody rowerowej poznałem pasjonata rowerów Michała Kutyłę, z którym szybko nawiązałem współpracę, początkowo na poziomie wyścigów i jazdy we wspólnie założonym teamie, a następnie również w bardzo prężnie działającym serwisie rowerowym. Zarówno nasz team kolarski, jak i sklep noszą nazwę „Absolutebikes”, a my pracujemy razem już 7 lat. Przez ten czas nasz zespół składał się z ogromnej liczby zawodników, z którymi zdobyliśmy pierwsze miejsce w kwalifikacji generalnej teamów na „PolandBike”. Odbyłem również mnóstwo szkoleń technicznych u wszystkich czołowych producentów wysokiej klasy komponentów rowerowych. Na co dzień pracuję ze sprzętem kolarskim najwyższej klasy, niestraszne są mi również beznadziejne przypadki z zakresu mechaniki rowerowej. Wielu spośród prawie 2000 klientów naszego serwisu nazywa mnie najlepszym mechanikiem rowerowym w Polsce. Zawsze bardzo mi miło, gdy to słyszę. Lubię, kiedy nasi klienci są bardzo zadowoleni ze świadczonych przez nas usług!

Nie ukrywam, że lubię, to co robię i choć na co dzień obracam się wśród kolarskich mistrzów i mistrzyń świata, najważniejsza jest dla mnie rzetelnie wykonana praca. Nierzadko wraz z zespołem mechaników, którym kieruję, przygotowujemy sprzęt dla zawodników na najważniejsze zawody w ich życiu. O awarii w takich przypadkach nie może być mowy!