Beata Pawełczyńska

Zacznę od tego, że nie znoszę mówić o sobie, ale powiedziałam A, to muszę powiedzieć B.
Skąd się wzięłam w Pruszkowie? Mieszkam tutaj od 18. roku życia. Wcześniej mieszkałam w Brwinowie, urodziłam się z kolei w Rzeszowie. W podrzeszowskich wioskach nadal mieszka cała moja rodzina, zarówno od strony mamy, jak i ojca. I to właśnie ojciec-lekarz zainicjował naszą relokację. Razem ze mną i trójką mojego rodzeństwa przeprowadzał się kilka razy, aż ostatecznie osiadł w Brwinowie.

Swojego męża poznałam, mając lat 15, a zaraz po maturze w wieku 18 lat, wyszłam za niego za mąż i to nie z powodu ciąży. Najwspanialsze, co mi się w życiu trafiło, to właśnie moja rodzina — mąż, niezmiennie ten sam od 36 lat i troje dzieci. Dwoje z nich mieliście już okazję poznać na łamach projektu „Pruszkowiak”.

Zapewne większość z Was kojarzy moją osobę z różnych działań społecznych organizowanych na terenie powiatu i być może zadajecie sobie pytanie, jak to się właściwie zaczęło? Wbrew pozorom nie wtedy, kiedy miałam 18 lat. Wówczas całkowicie skoncentrowałam się na budowaniu rodziny, skupiłam się na dzieciach i ich problemach zdrowotnych, z którymi walczę do dzisiaj. Naturalna predylekcja społecznika obudziła się we mnie, kiedy moja 15-letnia wówczas córka, Monika poprosiła o pomoc w prowadzeniu drużyny harcerskiej, którą chciała stworzyć od podstaw. Jako młoda dziewczyna prowadziłam gromadę zuchową, zdobyłam nawet najniższy stopień instruktorski, więc było łatwiej. Wróciłam do harcerstwa i jak to ja, nie umiałam być tylko opiekunem drużyny.

Na przełomie ostatnich 13 lat budowaliśmy swój Szczep Harcerskich Drużyn Sokolich i z nim jestem emocjonalnie najbardziej zawiązana. Wszystkie akcje społeczne, które przez lata były organizowane na poziomie i szczepu, i hufca, nie miałyby sensu, gdyby odbiorcami nie byli ci najmłodsi. Ci, którzy z biegiem czasu mówili, że dzięki harcerstwu wyszli na ludzi, że się nie stoczyli. Z dumą obserwuje byłych podopiecznych, którzy zamiłowanie do harcerstwa przenieśli na zawód, jaki dzisiaj z pasją wykonują.

Jako rodzic mogę śmiało powiedzieć, że to dzięki harcerstwu nigdy nie miałam tzw. problemów wychowawczych ze swoimi własnymi dziećmi. Oni mieli pasje, ja ich w tym wspierałam. Wyrośli na dobrych ludzi i społeczników czułych na potrzeby drugiego człowieka.

A w jaki sposób sama związałam się z harcerstwem? Przez 9 lat byłam Komendantem Hufca Pruszków. Przy tej okazji współpracowałam z wieloma wyjątkowymi osobami, ale najbardziej cenię to, czego nauczyłam się od Michała Landowskiego, który wprowadził mnie do harcerstwa i na funkcję Komendanta.

Poznałam ludzi, środowisko pruszkowskie i jego potrzeby. Rok temu wykorzystałam tę wiedzę i odchodząc odrobinę od działań typowo harcerskich, otworzyłam wraz ze swoimi przyjaciółmi oraz dziećmi Stowarzyszenie Powszechnych Inicjatyw Społecznych „Jaspis”. Organizacja pozwala na trochę inne działanie społeczne niż to, które było w harcerstwie. Znam Pruszków i rejon pruszkowski. Wydaje mi się, że wiem, jakie są potrzeby społeczne i wiem, że najważniejsze z nich, to uchronić kapitał społeczny. Spowodować, żeby ludziom się chciało i żeby sami zaczęli działać. Przestali myśleć egoistycznie, koncentrując się wyłącznie na czubku własnego nosa, otworzyli oczy i zaczęli patrzeć szerzej.

W ramach stowarzyszenia otworzyliśmy jadłodzielnię, wymianę ciepła, program wsparcia rodziny oraz edukacyjny. Działamy z wielką satysfakcją i nadzieją, że tworzymy lepsze jutro dla naszych mieszkańców.

Moja działalność nie opiera się jednak tylko na Pruszkowie. Oprócz prowadzenia inicjatyw organizowanych na terenie powiatu zajmuję się także wsparciem organizacyjnym w wyższych strukturach ZHP (Chorągiew Stołeczna). Od 12 lat działam również w Pruszkowskim Towarzystwie Kulturalno-Naukowym, gdzie w tym roku mam przyjemność organizować dwa wspaniałe projekty.

Moim autorytetem jest Pani Irena Horban, z którą mocno współpracuję. Jeśli ktoś zapytałby mnie, co chciałabym osiągnąć w życiu, to bez wahania odpowiem – wszystko to, co osiągnęła Pani Irenka. Długi wiek w wielkiej intelektualnej trzeźwości umysłu, umiłowanie własnej rodziny, Ojczyzny i regionu. Szacunek społeczny wynikający z realnych działań.
Kończąc opowiadanie o tych moich sferach działania, to muszę wspomnieć, że jestem też aktywnym członkiem zwyczajnym Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Wiele osób pytało i wciąż pyta, po co ci to wszystko? Po co ci ta odpowiedzialność w organizacji obozów harcerskich? Dlaczego to robisz?

Zawsze odpowiadam w ten sam sposób — robię to dla innych i dla siebie.

Po to, żeby choć trochę lepiej żyło się drugiemu człowiekowi obok mnie. Choć nie ukrywam, że sama również czerpię z tego ogromną satysfakcję. Jestem szczęśliwa, kiedy siadając wieczorem przy domowym kominku z żywym ogniem mogę śmiało powiedzieć, że ten czas, który jest mi dany, spędzam i wykorzystuję we właściwy sposób. Dużo poświęcam go innym, ale nadal głównym priorytetem jest moja rodzina: mąż, dzieci i dwoje wnuków. Nie ma nic piękniejszego niż święta i wspólny wigilijny stół czy chociażby zwykły grill, gdzie spotykamy się nie tylko w rodzinnym gronie, ale także z przyjaciółmi, często zupełnie niezwiązanymi z moimi działaniami społecznymi.

Potrafię się też zorganizować i znaleźć czas na inne moje pasje, czyli ogród i dom, w tym majsterkowanie. Bardzo lubię robić remonty w domu i co więcej, naprawdę umiem to robić. Nie jest dla mnie problemem malowanie, położenie tapety czy podłogi. Po takiej domowej rewolucji siadam i wiem, że w tych ścianach jest kawałek mnie, a dom ma duszę.

Mogę więc śmiało powiedzieć, że wszystkie sfery mojego życia uzupełniają się nawzajem, ale też spajają to moje życie w solidną całość.