Artur Wysiadecki

KAŻDY MAŁY CHŁOPIEC CHCE BYĆ STRAŻAKIEM?
Ja nie chciałem. Gdy dorastałem i stałem przed wyborem kierunku przyszłego zawodu, bardziej pasjonowało mnie prawo i administracja niż służba mundurowa. Strażą zainteresował mnie znajomy w szkole średniej. Zacząłem drążyć ten temat i dowiadywać się, na czym dokładnie polega i jak wygląda ta służba. Zdałem egzaminy, testy sportowe — i zostałem strażakiem. Mogę powiedzieć, że trochę przez przypadek odkryłem, jak bardzo mnie to interesuje. Dziś mój zawód to moja największa pasja.

KOT NA DRZEWIE? – CZYM ZAJMUJE SIĘ STRAŻAK
Począwszy od funkcji ratownika na wozie strażackim, poprzez poszczególne szczeble dowódcze, aż do obecnego stanowiska Dowódcy JRG — dziś zarządzam grupą 64 strażaków, którzy bezpośrednio odpowiadają za bezpieczeństwo mieszkańców m.in. Pruszkowa. Tak, zdarza się, że w uzasadnionych przypadkach ratujemy kota, który nie może zejść z drzewa. Natomiast przekrój zdarzeń, w których bierzemy udział, jest bardzo szeroki. Od gaszenia pożarów, wypadki komunikacyjne, poprzez ratownictwo wodne, wysokościowe, czy likwidację zagrożeń chemicznych. Nasza profesja jest trudna, ale w ostatecznym rozrachunku daje dużo satysfakcji, bo zawsze wiąże się z niesieniem pomocy innym.

13 LAT MINĘŁO JAK JEDEN DZIEŃ
Po Szkole Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie planowałem kontynuować swoją służbę w Radomiu, moim rodzinnym mieście. Niestety ze względu na problemy kadrowe w korpusie aspiranckim, mój rocznik został rozrzucony po całym kraju. Trafiłem do Pruszkowa — miasta, o którym wówczas nie wiedziałem kompletnie nic. Po przyjeździe moje pierwsze wrażenie wiązało się z lekkim strachem. Trafiłem do starych koszar Komendy Powiatowej PSP przy ul. Ołówkowej, które sprawiały wrażenie, że czas zatrzymał się tu w połowie lat 90. ubiegłego stulecia (był rok 2006). Na szczęście dzięki ludziom, których tu spotkałem, moje obawy szybko się rozwiały. To oni tworzyli niezapomnianą atmosferę tego miejsca. Tu poznałem pierwszych nauczycieli strażackiego rzemiosła. Dlatego porzuciłem myśli o zmianie jednostki i pozostałem w Pruszkowie. Teraz dociera do mnie, że od tamtego czasu minęło już 13 lat! Obecnie mieszkam na warszawskim Żoliborzu, ale jednostka pozostaje cały czas ta sama, dlatego Pruszków odwiedzam codziennie. Mój sentyment do Pruszkowa wiąże się nie tylko ze sferą zawodową. To właśnie tu mieszkając, poznałem swoją obecną żonę, zmieniłem stan cywilny i zostałem tatą. To najważniejsze wydarzenia w moim życiu, które zawsze będę wiązał z tym miastem. Kto wie, może kiedyś znów się tu przeprowadzimy?

PRUSZKÓW ZNAM OD PODSZEWKI
Gdy mówię, że bardzo dobrze znam Pruszków, kryje się za tym coś więcej niż tylko to, że wiem, gdzie jest dana ulica, sklep, czy budynek. Z perspektywy ratowniczej wygląda to trochę inaczej. Może to zabrzmi dziwnie, ale poruszając się po ulicach miasta, moją uwagę przykuwają szczegóły, na które nikt inny nie zwraca uwagi np. czy nowa hala magazynowa ma w sąsiedztwie źródła wody do celów pożarowych, jak najszybciej dojechać do klatki schodowej w nowym bloku, w jakie urządzenia przeciwpożarowe wyposażone jest centrum kultury itp. Te wszystkie, z pozoru błahe informacje, mają niebagatelny wpływ podczas akcji ratowniczo-gaśniczej. Jedni definiują to jako element zawodowych zainteresowań, inni postrzegają już jako przejaw wypaczenia, ale myślę, że podobne spojrzenie mogą mieć budowlańcy, pracownicy samorządowi, informatycy i inni. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu postrzega otaczający nas świat przez pryzmat swojej profesji.

AKCJE, W KTÓRYCH BIORĘ UDZIAŁ
W zawód strażaka niezmiennie wpisane są ludzkie tragedie. Nie sposób zapamiętać wszystkie akcje, w których brałem udział. Często przed oczami zostają tylko pojedyncze wycinki, niestety najczęściej te najtrudniejsze. Jedną z takich sytuacji był na pewno wybuch gazu w bloku przy ul. Wojska Polskiego w 2011 roku. Do tej pory mam przed oczami niewyobrażalną skalę zniszczenia, jaką spowodowała siła wybuchu, a w dalszej konsekwencji pożar. Tony rozrzuconego gruzu we wszystkich kierunkach. Wielkość szkód szokował wówczas doświadczonych strażaków z wieloletnim stażem. Spędziliśmy tam kilkadziesiąt godzin – niestety nie wszystkich udało się uratować. Oczywiście w naszej profesji jest także cała masa bardzo przyjemnych wydarzeń. Samodzielnie wykonana laurka od przedszkolaków, którzy odwiedzają naszą jednostkę lub osobiste podziękowanie za profesjonalnie przeprowadzone działania, są czasami więcej warte niż nagrody i odznaczenia.

PRYWATNIE – KIBIC
W wolnym czasie emocjonuję się zmaganiami piłkarskimi, dzieląc swoje sympatie kibicowskie między drużynę Radomiaka Radom, a Legię Warszawa. Od piłkarskich zmagań na murawie zawsze bardziej pociągał mnie fanatyczny doping i oprawy, które stoją w naszym kraju na poziomie wyższym niż ligowa piłka (niestety). Aktywnym kibicowaniem, z szalikiem w ręku, udało mi się zarazić moich najbliższym przyjaciół, z którymi, jeżeli czas tylko pozwala, spotykamy się na Łazienkowskiej lub stadionie Radomiaka. Sportowe zamiłowanie próbuję wpoić również moim podwładnym i udaje się! Zajmujemy czołowe pozycje w halowej piłce nożnej strażaków i sporcie pożarniczym – dyscyplinie niszowej, ale tak na marginesie bardzo widowiskowej. Przepełnia mnie to dumą.