Artur Pawełczyński

Witam wszystkich.
Jakimś dziwnym trafem stało się tak, że i ja zawitałem na „Pruszkowiaka”. Postaram się zatem sprostać wyzwaniu i w miarę możliwości przedstawić siebie w ciekawy sposób. Jestem 25-letnim mieszkańcem Pruszkowa. W tym mieście się urodziłem i wychowałem. Moja rodzina pochodzi z Wielkopolski, jednak z Pruszkowem związani jesteśmy od momentu, gdy mój prapradziadek został zaproszony do pracy w „Porcelicie” na stanowisko inżyniera. Miało to miejsce w latach 90. XIX wieku.

Całe życie spędziłem w Pruszkowie. W naszym mieście ukończyłem szkołę podstawową i gimnazjum. Czasy liceum związane były jednak z krótką przygodą z pobliskim Piastowem. Raczej nie wyobrażam sobie życia poza naszym miastem. Mam tu całą rodzinę, większość przyjaciół oraz pracę. Z dzieciństwa Pruszków kojarzy mi się głównie z wieloma godzinami spędzonymi wraz ze znajomymi na ściganiu się rowerami w naszych Malichach czy Tworkach. Obecnie, od przeszło dwóch lat, razem z narzeczoną, wynajmujemy w Pruszkowie mieszkanie, ale niedawno podjęliśmy decyzję o nabyciu własnych czterech kątów. Mamy szczerą nadzieję, że z czasem uda nam się znaleźć odpowiednie lokum tu, na miejscu, i obejdzie się bez konieczności przeprowadzki poza granice naszego miasta.

Jestem człowiekiem o kilku zainteresowaniach. Sam siebie określam, jako osobę, która pogrąża się w coraz większej apatii, jeżeli nie ma swojego pola działania, a samą aktywność staram się skierować na Pruszków. Pierwszymi zainteresowaniami, którym poświeciłem swój czas, była historia. Miłość do tej nauki zaszczepił we mnie tata, bez wątpienia jedna z kilku najmądrzejszych osób, jakie znam. Z historią postanowiłem związać się na dłużej, rozpoczynając studia w tym kierunku. Niestety, do tej pory ich nie ukończyłem, ale jeszcze wszystko przede mną!

Za młodu nie cierpiałem na nadmiar wolnego czasu. Mama, komendantka „Hufca Pruszków” i zapalony społecznik o wielkim sercu, podobnie, jak moja siostra, skutecznie obudziły we mnie zainteresowanie harcerstwem, które jednocześnie okazało się świetną, wspólną przygodą. Dzięki nim zawsze miałem jakieś zajęcie — od prowadzenia Gromady zuchowej do organizacji obozu letniego dla zuchów. Członkiem ZHP jestem nieprzerwanie od 2003 roku. Dziś to nie tylko pasja, którą mogę dzielić z narzeczoną — pierwszą miłością, z którą jestem od 10 lat, ale w także sposób na życie. Harcerstwo pozwoliło mi bowiem spełniać się na wielu różnych szczeblach.

Jako założyciel „Harcerskiego Klubu Ratowniczego”, pośredniczyłem w wydarzeniu, z którego do tej pory jestem najbardziej dumny. Pierwszą akcją klubu, jaką postanowiłem zorganizować w Pruszkowie, była rejestracja potencjalnych dawców szpiku wraz z DKMS. Wówczas do wzięcia udziału w inicjatywie zaprosiłem kilku moich kolegów. Po jakimś czasie okazało się, że jeden z nich może zostać dawcą szpiku dla potrzebującej osoby. Choć moja rola w całym wydarzeniu była marginalna, to czuję, że w pewien sposób pomogłem uratować ludzkie życie. W tej chwili, z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że harcerstwo miało duży wpływ na to, kim jestem teraz.

Na tym jednak nie poprzestałem. Na pewnym etapie mojego życia, przyszła kolej na wolontariat społeczny, w którym aktywnie działam do dnia dzisiejszego. Tutaj udało mi się zorganizować kilka bardzo ważnych dla mnie przedsięwzięć. Pierwszym była akcja „Zdrowie w Lodówce”. Debiutancka edycja zorganizowana została w 2014. Cała inicjatywa polegała na zorganizowaniu kilku spotkań dla seniorów z naszego miasta, na które zaproszeni zostali również lekarze, ratownicy i specjaliści ds. zdrowego żywienia. Raz na tydzień aranżowaliśmy tematyczne spotkania, na których seniorzy mogli dowiedzieć się kilku przydatnych informacji. Całym sednem przedsięwzięcia były plastikowe Koperty Życia, zawierające magnes na lodówkę oraz kartę, na której seniorzy wypisywali dane przydatne ratownikom w razie nagłego wypadku. Akcja prowadzona jest do dnia dzisiejszego przez Pruszkowski Klub Seniora.

Lata 2006 – 2018 są dla mnie w jakimś stopniu wyjątkowym okresem. Co roku, w dniu moich urodzin, mogłem pomagać ludziom w ramach Akcji Charytatywnej „Zostań św. Mikołajem”. Dzień ten był kulminacją miesięcznej akcji prowadzonej przez „Hufiec ZHP Pruszków”, podczas której wraz z Bankiem Żywności zbieraliśmy żywność dla potrzebujących mieszkańców Pruszkowa. W wyniku tych działań, 22 grudnia rozwoziliśmy paczki na terenie powiatu pruszkowskiego. Myślę, że nie będzie z mojej strony żadną przesadą, jeśli przyznam, że reakcje ludzi i ich przeżycia, ukształtowały mnie, jako człowieka i społecznika.
Ostatnim przedsięwzięciem, w którym nie tylko uczestniczę, ale również koordynuję jego codzienne działanie, jest pierwsza „Pruszkowska Jadłodzielnia”. Pieczę nad akcją sprawuje „Stowarzyszenie JASPIS”, którego też jestem członkiem. Impulsem do powstania pomysłu otwarcia w Pruszkowie „Jadłodzielni”, było ogromne powodzenie akcji św. Mikołaja. Zależało nam jednak, by inicjatywa była całoroczna. Z czasem znaleźliśmy informację o ruchu foodsharing, w którym ochotnicy zakładają punkty „Jadłodzielni” i zdecydowaliśmy się wziąć w tym udział, jednocześnie propagując ideę niemarnowania jedzenia.

Z pewnością zadajecie sobie teraz pytanie, dlaczego robię te wszystkie rzeczy, nie dostając w zamian żadnych pieniędzy?
Pieniądze to nie wszystko. Sam zmagam się ze swoimi demonami. Od 7. roku życia choruję na cukrzycę, po drodze nabawiłem się kilku dodatkowych chorób, z którymi każdego dnia muszę się zmagać. Momentem przełomowym w moim życiu była kolejna nieoczekiwana diagnoza — nerwica lękowa, z którą kompletnie nie mogłem sobie poradzić Dzięki pomocy rodziny, przyjaciół, a bardzo często także osób, których prawie nie znałem, udało mi się wyjść na prostą. Mogę więc śmiało podsumować, że od otaczających mnie ludzi, dostałem niewiarygodnie wielką ilość miłości, zrozumienia oraz wsparcia. Dlaczego mam tego samego nie dawać innym ?