Ałbena Grabowska

Ałbena Grabowska.
Urodziłam się i przez kolejnych 30 lat mieszkałam w Pruszkowie. Można więc śmiało powiedzieć, że większość mojego życia wiąże się z tym miastem.

Najpierw chodziłam do przedszkola w Parku Potulickich, czego niestety nie wspominam zbyt szczęśliwie. W mojej dziecięcej pamięci to było okropne i socjalistyczne miejsce, którego potwornie się bałam. Kiedy więc nadszedł moment, by pójść do szkoły, niezmiernie się z tego faktu cieszyłam. Szkoła Podstawowa nr 6 okazała się nieporównywalnie przyjemniejsza i bardziej przyjazna. Wprawdzie moja klasa musiała przychodzić na trzecią zmianę, więc zimą często wracałam do domu po zmroku, jednak takie przykre momenty skutecznie przysłaniały mi treningi koszykówki, na które z zapałem uczęszczałam. Biegałyśmy wtedy z koleżanką z „Szóstki” na Znicz, żeby wylać siódme poty na boisku. Bardzo to lubiłam.

Z kolei szkołę średnią kończyłam w Liceum im. T. Kościuszki i to był chyba najszczęśliwszy okres w moim nastoletnim życiu. Wydaje mi się nawet, że lepszy niż studia, chociażby dlatego, że przyjaźnie wtedy zawarte przetrwały do dzisiaj. Pamiętam też, że moim ulubionym miejscem był wówczas park na Tworkach, gdzie często chodziłam na długie spacery. Równie miło wspominam kolejkę WKD. Po drodze na uczelnię, zamiast siedzieć z nosem w telefonie, jak to się dzieje dzisiaj, liczyłam bażanty i zające.
Z Pruszkowa wyprowadziłam się dopiero w 2002 roku. Nie uciekłam jednak zbyt daleko, bo do sąsiedniego Brwinowa, w którym mieszkam do chwili obecnej.

Z zawodu jestem neurologiem. Skończyłam Akademię Medyczną w Warszawie, specjalizację z neurologii i doktorat zrobiłam w Klinice Neurologii i Epileptologii w szpitalu im prof. Orłowskiego w Warszawie. Aktualnie przyjmuję pacjentów w Brwinowie i w Grodzisku. Niestety nie pracuję już w szpitalu, ponieważ pisanie pochłania mnie do tego stopnia, że nie byłabym w stanie już dyżurować i zajmować się pacjentami szpitalnymi.

Zaczęłam pisać z myślą o moich dzieciach. Mam bułgarskie korzenie i pamięć o tym kraju, mojej babci, wakacjach, które tam spędzałam, jako dziecko jest dla mnie bardzo ważna. Bałam się, że kiedy zabraknie mojej mamy, potem mnie, dzieci nie będą znały swojego dziedzictwa. Dlatego postanowiłam spisać swoje wspomnienia, dodać trochę informacji o lokalnym kolorycie, opisać trasy turystyczne, podać przepisy kulinarne. Powstał zbiór szkiców i esejów na tyle udany, że został wydany w 2012 roku nakładem „Świata Książki”. Tak się zaczęło. Potem pisałam bajki dla mojego syna, aby odciągnąć go od komputera, następnie w naturalny sposób przeszłam do książek dla dorosłych. Dziś mam na koncie 18 pozycji książkowych.

Sagę „Stulecie Winnych” napisałam po powieściach psychologicznych „Coraz mniej olśnień”. „Lady M.” oraz „Locie nisko nad ziemią”. Czułam się gotowa na większą, epicką formę. Cóż jest bardziej epickiego niż saga?
Brwinów — miejscowość, w której mieszkam, jest dla mnie kwintesencją losów Polski w pigułce. Był rok 2014, sto lat od wybuchu I Wojny Światowej. Postanowiłam pokazać historię Polski przez pryzmat zwykłych ludzi. Tak powstała saga, która dała mi popularność.
Pruszków został bohaterem trzeciej części „Stulecia Winnych”.

Prywatnie jestem mamą trójki dzieci — siedemnastoletniego Juliana, piętnastoletniej Alinki i dziesięcioletniego Franka. Poza tym posiadam też cztery koty-znajdy, które zawładnęły nie tylko naszym domem, ale przede wszystkim sercami.

Wolny czas spędzam głównie z dziećmi w domu. Bardzo lubimy chodzić też razem do teatru, najchętniej na musicale. W najbliższym czasie planujemy kolejną już wyprawę na WEST END, gdzie chcemy zobaczyć „The Lion King”, „School of Rock” i „Matyldę”.

Gdy mam chwilę tylko dla siebie dużo czytam, oglądam seriale i ćwiczę śpiew. Oczywiście tylko dla siebie, nie mam zamiaru występować. Chyba że… w literackim świecie 😉