Adam Malcherek

Pochodzę z Opolszczyzny, ze wsi Dziewkowice w powiecie Strzeleckim. Jest to miejscowość licząca ok. 1200 mieszkańców, w której dzisiaj funkcjonuje 40-osobowa orkiestra dęta. To tam zaczynałem grać, będąc uczniem Państwowej Szkoły Muzycznej I st. w Strzelcach Opolskich. I to tam funkcjonuje dzisiaj 20-osobowy chór złożony z dorosłych mieszkańców, schola dziecięca przy lokalnej parafii oraz mnóstwo innych zespołów muzycznych.
Jednym słowem muzyka wyssana z mlekiem matki.

Dlaczego od tego zaczynam? Ponieważ to kluczowe dla dalszej części tej historii. Choć zawodowo jestem związany z Wojskiem, to muzyka odgrywa istotną rolę w moim życiu. Począwszy od ostatniego etapu edukacji, który spędziłem na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, na wydziale Instrumentalnym, w klasie puzonu profesora Romana Siwka; a skończywszy na byciu muzykiem w Orkiestrze Koncertowej Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego. Mój instrument to baryton, choć w zasadzie gram na eufonium.

Muzyka to nie tylko moja praca, ale przede wszystkim wielka pasja. Kiedy gasną światła, a Orkiestra cichnie, poświęcam się innej linii melodycznej – własnemu projektowi. Dzięki niemu uczę dzieci, młodzież oraz dorosłych grania i czerpania radości z muzykowania. Mowa tu o Orkiestrze Dętej „Pruszkowianka”, którą założyłem dokładnie 7 października 2010 roku. Jak łatwo policzyć, w tym roku będziemy obchodzić jubileusz 10-lecia.

Obecnie Orkiestra to: 25 muzyków grających w składzie podstawowym, 20 w Orkiestrze Junior, 8 Doboszy w sekcji Dobosze, 7 Mażoretek tańczących i maszerujących z Orkiestrą, a także Chór Pruszkowianie. Poza tym ponad 50 osób w wieku od lat 5 do 62 uczących się grania na instrumentach dętych lub perkusyjnych oraz 8 instruktorów. Wszystko w ramach Stowarzyszenia „Pruszkowianka” założonego w czerwcu 2012 roku. Oczywiście Orkiestra ma swoim koncie liczne sukcesy, ale do najważniejszych z nich zaliczam fakt, że wielu wychowanków „Pruszkowianki” gra w orkiestrach w Nadarzynie, Międzyborowie, Starych Babicach czy Reprezentacyjnej Orkiestrze SGGW, z kolei trzy uczennice kontynuują naukę w Państwowej Szkole Muzycznej II st. im. Józefa Elsnera w Warszawie.
I to wszystko miało swoje początki właśnie w tym mieście!

W Pruszkowie zamieszkałem po ślubie, ale w międzyczasie miałem 2-letnią przerwę na mieszkanie w wojskowej kwaterze w Ząbkach. Później nadszedł moment decyzji o kredycie i powrotu do Pruszkowa. Obecnie mija już 10 lat, jak przeniosłem się do Pruszkowa na stałe. Lubię to miasto. Największą jego zaletą są mieszkańcy. Ci, którzy są w orkiestrze, tworzą coś na kształt rodziny, są absolutnie wyjątkowi. Wśród dorosłych jej członków większość to, podobnie, jak ja, pruszkowianie z wyboru, nie z urodzenia.

Prywatnie jestem mężem Emilii – absolwentki warszawskiej ASP i grafika ze specjalnością typografia; oraz tatą dwóch synów – dwunastoletniego Antoniego i ośmioletniego Jędrzeja – uczniów pruszkowskiej SP nr 10. Obydwaj próbują grać na puzonie, Antoni od ponad roku jest już w szeregach Orkiestry Dętej „Pruszkowianka”.

A czas wolny? W zasadzie go nie mam. Wojsko zapewnia mi pracę w weekend i w większość świąt państwowych. „Pruszkowiance” poświęcam ok. 150 godzin miesięcznie. Dodatkowo współpracuję z dziecięcą scholą żbikowską i kiedy tylko mogę gram na gitarze basowej. Nie skarżę się jednak, bo jest fantastycznym zbiegiem okoliczności sytuacja, kiedy praca zawodowa staje się pasją. Kiedy robimy to, co kochamy, w zasadzie się nie męczymy. To znaczy fizycznie być może tak, ale psychicznie już nie. Dla mnie moja praca i hobby są równie ważne. Czuję satysfakcję w obu przypadkach jednakowo.

Wolne chwile zdarzają mi się jednak w trakcie przejazdów służbowych. Wtedy czytam, przede wszystkim fantastykę i fantasy oraz nadrabiam zaległości filmowe. Wykorzystuję każdą wolną chwilę na doszkalanie się w zakresie pedagogiki, psychologii i metodyki, bo to jest niezbędne w pracy z ludźmi. Uwielbiam pływać, jeździć na rowerze. Czasami organizuję także spotkania członków orkiestry i grup zaprzyjaźnionych na łące za żbikowskim kościołem. Spędzamy wspólnie czas, grając w siatkówkę, piłkę nożną, bule i badmintona. Niekiedy bawimy się w przeciąganie liny, innym razem strzelamy z łuków, asg i wiatrówek. Uczymy również dzieciaki bezpiecznego posługiwania się ogniem, nożem i toporkiem, głównie podczas przygotowywania ogniska z kiełbaskami i pieczeniem ziemniaków. Można powiedzieć samo życie.