Adam Fabisiewicz

Pisanie o sobie nie jest łatwe. Zdecydowanie wolę opowiadać i opisywać historie innych. Lubię jednak również wyzwania, zatem… klawiatura w dłoń 🙂

Mam na imię Adam. Od chwili narodzin, jakieś 33 lata temu, mieszkam i żyję wraz z rodziną w Pruszkowie. Mogę śmiało powiedzieć, że to moje miasto. Było domem kilku pokoleń rodziny od strony mamy i tak zostało do dziś. Choć współcześnie panuje dość powszechna opinia, że Pruszków jest głównie „sypialnią Warszawy”, to dla mnie pozostaje miejscem, w którym mogę schronić się przed stołecznym zgiełkiem i korporacyjnym pędem. Mogę tu zwolnić, zrelaksować się, poszukać dystansu do codzienności. Mam tu przyjaciół, z którymi więź łączy nas od dzieciństwa.

Z Przemkiem znamy się właściwie od pierwszej klasy szkoły podstawowej. To już ponad ćwierć wieku! Nie do wiary jak szybko mija czas… W zasadzie sprawdza się reguła, że w przypadku ludzi bardzo aktywnych wskazówki zegara biegną dwa razy prędzej. Co wcale jednak nie oznacza, że starzejemy się dwukrotnie szybciej – wręcz przeciwnie! 🙂 W mojej codzienności nie ma miejsca na nudę i rutynę, choć rytm funkcjonowania wyznaczają niejako treningi kalisteniki, które są tak samo ważne, jak jedzenie i spanie. To styl życia. Dlaczego akurat kalistenika? Bo już starożytni wiedzieli, iż zrównoważony rozwój ciała, sprawności, siły funkcjonalnej pozwala osiągnąć także harmonię duchową. Nie bez kozery kalistenikę tłumaczy się jako piękno siły.

Odnalazłem w tej dyscyplinie siebie na nowo. Podnoszenie sprawności, świadomość pokonywania własnych ograniczeń, ćwiczenie rzeczy, które wydawały się zarezerwowane tylko dla wieloletnich wyczynowców – to wszystko wzbudziło we mnie, i mówię to bez przesady, autentyczną miłość do kalisteniki. Żartobliwie porównuje ją czasem do ukochanej kobiety: jeśli będziesz pielęgnować związek z nią – przeżyjesz wspaniałe chwile, lecz jeśli ten związek zaniedbasz, szybko może okazać się, iż będziesz musiał zaczynać od zera. Ja ten związek staram się pielęgnować. Trenuję dużo i wytrwale, startuję w zawodach. Rozwijam też bardziej zaawansowane elementy jak ćwiczenia na kółkach gimnastycznych i podciąganie na drążku z maksymalnym ciężarem.

Zanim na sportowej drodze napotkałem prawdziwie swoją dyscyplinę, trenowałem różne inne. Było pływanie jeszcze w czasach liceum, a później wyciskanie ciężarów w klubie warszawskiego AWF-u. W międzyczasie zaliczyłem bardzo cenną życiowo przygodę w koszykówce na wózkach. Jako zawodnik klubu KSN Start Warszawa byłem m.in. mistrzem i wicemistrzem Polski. Choć nie dostawałem od trenerów tylu szans gry, ile bym chciał, to uważam ten czas za niezwykle ważny. Pozwolił mi okrzepnąć, zrozumieć, na czym polega poważny sport i odpowiedzialne podejście do treningu. Nauczyłem się też patrzeć na koszykówkę z perspektywy boiska, a nie tylko z trybun i telewizora. Choć od trybun się zaczęło. Jak dziś pamiętam mecze z sezonu 1994/95 rozgrywane w ciaśniutkiej hali przy ul. Gomulińskiego, tata zabrał mnie też na pamiętne finały tamtych rozgrywek zwieńczone mistrzostwem Polski. Do hali czy raczej sali nie sposób było wtedy wcisnąć szpilki, a kibice siedzieli nawet na parapetach okien. A po ostatnim gwizdku sędziego zapanowało szaleństwo, szał radości! Wszyscy my, Pruszkowianie, Pruszkowiacy (wielka litera jak najbardziej celowo!) byliśmy zjednoczeni w triumfie. Dla niewielkiego wtedy i w sumie dość anonimowego miasta to było coś naprawdę wielkiego. Od tamtej pory pokochałem sport miłością bezwarunkową i wieczną.

Choć można powiedzieć, że trenuję praktycznie wyczynowo, to łączę treningi z pracą. Na co dzień zajmuję się mediami internetowymi, redaguję jeden z lokalnych portali informacyjnych GrodziskNews.pl. W wolnym czasie namiętnie zawyżam statystyki czytelnictwa w Polsce 🙂 Uwielbiam też spędzać czas z przyjaciółmi, poszerzać wiedzę ogólną i podróżować. Jakiekolwiek dalsze eskapady na razie skutecznie powstrzymała pandemia. Z drugiej strony dzięki temu więcej czasu poświęcam na spacery po mieście i odkrywanie go na nowo.

A zatem do zobaczenia w plenerze lub w sali treningowej 🙂